sobota, 9 września 2017

Butelka Water To Go - nietypowy bidon.

 W tym odcinku będzie o czym innym: o butelce filtracyjnej. Poniższy tekst został też zamieszczony na forumwodne.pl. Dlaczego wrzucam go tu? Ano dlatego że to dobre rozwiązanie, jeżeli chce się mieć co pić w trakcie pływania. Po co przynosić mineralną ze sobą, skoro można pić wprost z jeziora? Od razu wprawdzie nasuwa się pytanie: po co wogóle filtr? Skoro woda jest dość czysta, by w niej pływać, to co szkodzi ją pić? Myślę jednak że czym innym jest połknąć kilka łyków wody przy pływaniu, a co innego wlać w siebie litr czy dwa :)

 Water To Go występuje w dwóch wersjach: mniejsza z butelką 500ml i większa 750ml. Mniejsze są przezroczyste, większe czarne (białe wycofano z rynku-brak popytu).
  Jest to filtr zintegrowany z butelką, który ma usuwać wszystko co może zaszkodzić, jest przy tym lekki, poręczny i korzysta z technologii NASA. Tadam. Ideałów jednak nie ma: na pudełku od producenta małymi literkami dopisano "nie usuwa soli z wody", a w instrukcji prawie że na samym końcu "nie nadaje się do oczyszczania moczu". Poza tym jednak usuwa wirusy, bakterie, pasożyty, metale ciężkie, pestycydy, chlor, częściowo cukier, barwnik z Coca-Coli i wiele innych.
  Podczas gdy producenci szli w stronę zmniejszania otworów w membranach, tak aby wyłapać wszystko, tutaj producent poszedł w inną stronę. Filtr to trójwarstwowa membrana. Jedna warstwa to napylona molekularna warstwa związków aluminium która w wodzie generuje mały ładunek elektryczny. Ten ładunek ściąga wszystko co znajdzie się w odległości 1um od membrany. Ponieważ otwory w membranie mają wielkość poniżej 1,7um, pola z dwóch stron zachodzą na siebie i wyłapują wszystko. Działa to mniej więcej tak jak naelektryzowany kot przyciągający kawałki papieru.
  Druga warstwa to warstwa nośna. Ale producent milczy z czego. Trzecia warstwa (najbardziej wewnętrzna) to węgiel aktywny, również w postaci nano-warstwy. Dzięki temu że węgiel jest podzielony na bardzo małe kawałki, jego zdolność sorbcyjna rośnie.
  WTG nie jest jedynym producentem który korzysta z takich membran. Aquamira Frontier oferuje to w czerwonej serii filtrów. Podobnie firma OKO, sprzedaje to jako trzeci stopień filtracji. Niestety, żaden z tych dwóch filtrów nie jest w tej chwili dostępny w Polsce. Dystrybutor Aquamirry sprzedaje tylko linię zieloną i niebieską. Linia zielona to tylko filtr węglowy, niebieska to węglowy i membrana antybakteryjna (nie zabezpiecza przed wirusami). Z kolei dystrybutor OKO, zamknął działalność w naszym kraju.


  To co odróżnia WTG od pozostałych producentów, to liczba testów jakie zostały przeprowadzone. USA, Anglia, Polska, Indie - cztery placówki badawcze z akredytacjami w danych państwach potwierdziły skuteczność. Akredytacje oznaczają że placówki spełniają wymogi państwowe dotyczące prowadzania badań i analiz ich wyników.
 Na opakowaniu zadeklarowano stopień oczyszczania minimum 99,9% , dla dowolnego zanieczyszczenia. Natomiast wyniki testów wyglądają tak:
BCS (USA), z wynikiem :
bakterie - usuwa 99,9999%
wirusy - usuwa 99,9998%
pasożyty - usuwa 99,99%
London School of Hygiene and Tropical Medicine (Anglia)
bakterie, wirusy, pasożyty redukcja ponad 99,93% (nieco inne warunki testu)
chlor redukcja o 99,3%
Bangalore Test House (Indie) - tutaj dostarczyli przefiltrowaną próbkę, która spełnia wszystkie wymogi dla wody pitnej (ale nie testowali tu filtra),
test obejmował zawartość bakterii, wirusów, metali ciężkich - wszystko OK.
Aquanet Laboratorium (Polska)
bakterie - redukcja 100%, do testu pobrano wodę z rowu melioracyjnego.

  Butelka jest dostarczana w połówkowym opakowaniu (1), na którym jest skrócona instrukcja (2,3). Przed pierwszym użyciem, nalać czystej wody i odstawić do do góry nogami na kubek (6). Ma tak stać 25 minut, żeby filtr nasiąkł. Trzeba to powtarzać za każdym razem jak filtr wyschnie. Mokrego filtru nie przechowywać w butelce. Nie wykręcając z pokrywki odstawić do osobnego kubka niech schnie. Przy czym przechowywanie oznacza kilka dni. Jeśli filtr jest używany co dzień - to po prostu zostawiamy go skręconego w całości.
  Zestaw składa się z butelki, filtra, nakrętki. Nakrętka ma odwietrznik i odchylaną rurkę do picia. W pierwszych wersjach był podobno problem z przeciekaniem - w tym egzemplarzu nic się nie wylewa, nawet po kilkunastu minutach do góry nogami. Butelka jest bardzo ergonomicznie wyprofilowana - ale tylko do trzymania w prawej ręce (5). Nowy egzemplarz musiałem przetestować, więc po uruchomieniu, zalałem go deszczówką z beczki na dworze. Wbrew obiegowym opiniom, deszczówka to nie destylat. Ma wprawdzie niską twardość, ale za to umyła cały dach i dobrze przepłukała powietrze. Herbata na deszczówce (7) smakuje nieco dziwnie właśnie ze względu na brak minerałów.







 Wersja 750 jest sztywniejsza od 500. Żeby udoić (ściskając) kubek 300ml, trzeba około 3 minut. Samo nie poleci, choć w 500 leciało. Z pojedynczego napełnienia można udoić 400ml do kubka, a resztę trzeba dopijać z dziubka. Po prostu jak wewnątrz jest mało płynu, to wewnątrz się tworzy poduszka powietrzna, która ugina się przy ściskaniu. Przy okazji, pić z dziubka można bez ściskania. Filtr 750 jest trochę większy i łatwiej przez niego ssać.

  Poprzedniego egzemplarza (500) używałem w różnych sytuacjach. Piłem z rzeki, jezior i oczek wodnych. Przemsza (Czarna i Biała), Bryniaca, Sztoła, Pogoria III i IV, zbiornik Świerklaniec, Przeczyce i leśne jeziorka. Zawsze woda leci czysta. Nie polecam wlewania wody z glinianek, ścieków itp. Filtr da radę, ale błyskawicznie się zużyje. Tak samo filtrowanie Coca-coli. Filtr da radę z jedną puszką, ale jest do wyrzucenia. No i nie usuwa całego cukru.

  Firma zapewnia części zamienne: filtry, nakrętki, uszczelki itp. Filtry są wymienne od 500 pasują do 750 i na odwrót. Koszt nowego wkładu 49pln. Zaraz na koniec wakacji są wyprzedaże i cena spada do 39pln. Jest dużo wersji kolorystycznych, przy czym niestety białe butelki zostały wycofane.

Istotne info (dopytałem): po 200 litrach przestaje pracować warstwa węglowa i woda zaczyna mieś zapach. Ale - warstwa aluminium działa jeszcze przez 20-40 litrów. Krótko mówiąc- jak woda zaczyna mocno pachnąć, trzeba wymienić filtr, ale panikować nie ma potrzeby - nadal jesteśmy bezpieczni.
Wydajność filtra jest na tyle duża, że całe wakacje obskoczymy na jednym wkładzie.


 Tyle plusów, natomiast jest też kilka mankamentów :

- Brak kapturka na zakrętkę, takiego jak w bidonach rowerowych, łatwo go zabrudzić w plecaku.
- Ciężko nalewać do kubka, przydałaby się rurka do wdmuchiwania powietrza do odwietrznika albo drugi odpowietrznik w dnie
- Gumowy uchwyt jest nakładany na butelkę, przy zanurzaniu jej w wodzie, na pewno pod spodem będzie się zbierał brud. Za to można go ściągnąć, żeby zmniejszyć masę.
- Brak uszka do przeciągnięcia linki zabezpieczającej przed zgubieniem.

 Udało mi się usunąć jeden z mankamentów :). Teraz wygodnie można nalewać i do szklanki. Zrobiłem rurkę do dmuchania do butelki. 20cm rurki pneumatycznej FESTO o średnicy 6mm, i gumka do ołówków. Gumkę przycina się na wymiar tak żeby ciasno wchodziła nad odpowietrznik. Potem powoli wierci się w niej otwór 5mm i wpycha rurkę. Działanie pokazane na filmie poniżej.


 Teraz kubek 300ml napełnia się w nieco ponad minutę bez żadnego wysiłku.



niedziela, 20 sierpnia 2017

Na zachodzie bez zmian...nadal mają fajnie.

 Fajny artykuł na  interii, chłopu się trafiła świetna lokalizacja domu i pracy. W jedną stronę z prądem rzeki, powrót po pracy - autobus.
 Znamienne - nikogo nie pytał czy mu wolno (bo wolno), i pomimo tego że rzeka płynie przez spore miasto - nikt mu problemów nie robi.



sobota, 15 lipca 2017

Spotkałem szczęśliwych indian...

 Eh, aż łezka wzruszenia się zakręciła w oku. Niewielka miejscowość niedaleko Częstochowy - Rzeki Wielkie. Przepływa tamtędy Warta. Nad samą wodą jest zrobione miejsce do wypoczynku, zjeżdżalnie, huśtawki, wiaty, kosze na śmieci i... niestrzeżona plaża.
 Serio, jednak się da. Pierwszy raz w Polsce, miejsce do kąpieli bez ratownika, regulaminu, i ograniczeń, za to ze zjeżdżalnią do wody.
 W końcu coś zrobione z głową. Bo skoro rzekę w tym miejscu można przejść od brzegu do brzegu nie mocząc kolan, to nie ma sensu organizować całego zaplecza ratowniczego.
 Czyżbyśmy się cywilizowali?



czwartek, 29 grudnia 2016

Miejsca do pływania - Pogoria III


  Zbiornik Pogoria III znajduje się w Dąbrowie Górniczej (woj. Śląskie). Czysta woda, piaszczysty brzeg, zróżnicowana głębokość. Duża pojemność cieplna, wiosną wolniej się rozgrzewa ale z kolei na jesieni dłużej trzyma ciepło. Sezon w praktyce zaczyna się po koniec maja, kończy ostatniego września.
  Rano, tak do godziny 9.00 praktycznie nie ma fali. Dopiero potem wiatr się budzi, i fala dochodzi w pogodne dni do 30cm. W czasie silnych wiatrów fala dochodzi do 60cm.
  Wieczorna flauta zaczyna się około 18.00-18.30.
  Większość wiatrów z kierunku zachodniego.
  W lipcu i sierpniu, na akwenie pływają patrole Policji i WOPR, ale "nie czepiają się".
  W zależności od tego jak się płynie można zrobić dystans od 4 do 6 km, na jedno opłynięcie akwenu.

 Dogodny dojazd z okolicznych miast, rozbudowana sieć komunikacji miejskiej - cztery przystanki w odległości poniżej 5 minut od wody.


 Od strony południowej, duża plaża miejska oraz molo. Obok mola wygodnie jest wystartować do pływania. Przy okazji można się dogadać z ratownikami, i na pływającym pomoście do którego cumują, zostawić butelki z napojami. Obok plaży jest duży parking, stojaki na rowery i monitoring. Zostawiałem tam rower na kilka godzin i nic nie zginęło.
  Od zachodu - długi kawałek przejęty przez wędkarzy. Dużo daleko wyrzuconych zestawów połowowych. Trzeba się trzymać minimum 100m od brzegu.
  Zachodni brzeg - północ - nurkowisko, zwane w okolicy jako Słupy. To najgłębsza część. Dno opada równomiernie mniej więcej do głębokości 10m, a potem trafiają się głębokie doły. W tym miejscu uważać na bąble spod wody - to oznacza że pod spodem ktoś jest.



 POD ŻADNYM POZOREM NIE WYCIĄGAĆ BOJEK I LINEK UNOSZĄCYCH SIĘ NA WODZIE, ZWŁASZCZA TYCH O PODŁUŻNYM KSZTAŁCIE. TO SĄ BOJE DEKOMPRESYJNE, I JEŚLI SIĘ JĄ WYCIĄGNIE, MOŻNA ZABIĆ NURKA KTÓRY JEST DO NIEJ PODWIESZONY.
  Na środku północnego brzegu, łącznik do Pogorii IV w postaci dwóch rur. Nie należy do nich wpływać.
  Północny wchód - rejon przystani. Omijać łukiem. Uważać na łodzie i windsurfing. Po prawej stronie od ogrodzenia - mała plaża i zaraz za nią parking. Postawiono tam znak zakazu kąpieli, który jest przez wszystkich ignorowany. Na wprost od przepompowni (żółto brudny budynek), 50m od brzegu jest podwodne rumowisko i kosze ssawne. Kosze wyglądają nieco jak wiszące w wodzie U-booty, a rumowisko porośnięte glonami jest prawie jak rafa. Oba obiekty są na małej głębokości - ok 5m, więc można dać z płetwy i je obejrzeć.



  Cypel na wschodnim brzegu, piaszczysty i bardzo malowniczy. Zaraz za nim, dzika piaszczysta plaża. Krótki kanał wodny w głąb lądu, z głębokością nie przekraczającą 2m.
  Potem idąc na południe - kolejne wędkarskie obozowiska, i tataraki. To samo co po drugiej stronie - omijać.


niedziela, 4 grudnia 2016

Mity o asekuracji w wodzie.

 Wiele portali i stron internetowych, zamieszcza artykuły o bezpieczeństwie w wodzie. Niestety, artykuły te pisane są w 99% przez osoby które nie pływają na wodach otwartych, a swoją wiedzę czerpią z internetu. W efekcie, część artykułu ma sens, a część proponuje robienie rzeczy które są po prostu groźne dla życia. Zagrożenie wynika z tego, że proponowane metody asekuracji, dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

Pojadę teraz więc po kolei po mitach i radach z internetu.

  • (...)Dopilnuj, aby ktoś wiedział, gdzie jesteś. Asekuracja z brzegu to minimum bezpieczeństwa. Powiedz dokładnie, jak długo cię nie będzie; osoby niewtajemniczone mogą się nie domyślić, że planujesz godzinny trening, i wpadną w panikę po kwadransie. Powiedz też, dokąd płyniesz.(..).  Teraz wyobraźmy sobie taką sytuację: wypływamy, skurcz, zaczynamy się topić. Czas start. Przez pierwsze kilka minut, osoba na brzegu nie będzie wiedziała co się dzieje. Oczywiście jeśli będzie patrzeć na płynącego, a nie ślepić się w smartfona. Jak już płynący znika pod wodą, osoba na brzegu kojarzy że coś jest nie tak. Pojawia się niepewność, wzywać pomoc czy nie. A co jeśli on zaraz wypłynie, a ja niepotrzebnie ściągnę strażaków? Niepewność skończy się po dwóch trzech minutach, bo dla każdego będzie jasne że aż tyle pływak pod wodą nie wytrzyma. Teraz trzeba wykonać telefon do straży i wytłumaczyć, co i gdzie się stało. Potem straż musi dojechać, zrzucić na wodę motorówkę, dopłynąć i zacząć przeszukiwać dno. Chłopaki są szybcy, ale nie aż tak. Jeśli odnajdą poszkodowanego w ciągu 30 minut od zgłoszenia, można mówić o perfekcyjnie przeprowadzonej akcji. W praktyce po takim czasie pod wodą RKO jest tylko formalnością. Szanse na przeżycie są znikome.
  • (...) Jeżeli pływasz po jeziorze, na którym jest kąpielisko, poinformuj ratowników(..) - Po co? Oni i tak mają ciężką robotę, pilnować 300 czy 500 osób na kąpielisku. Jasne że od czasu do czasu spojrzą i na pływającego gdzieś na drugim końcu jeziora. Tylko, jak pokazałem na zdjęciach - bez lornetki nie wypatrzą go z 200 czy 300 metrów. Co jeśli im zniknie z oczu? Nie wiedzą czy poszedł pod wodę, czy wyszedł na brzeg. Nie będą więc podejmować akcji, bo gdyby coś się stało na ich obiekcie a ich tam nie było, prokurator wypruje im flaki. Chyba że mamy wyjątkowe szczęście w nieszczęściu i zaczniemy się topić akurat jak szkła będą skierowane na nas.
  • (...) Kolega na kajaku albo na rowerku wodnym (...) Całkiem niezłe jeżeli trafi się nam coś mało groźnego. Ot, skurcz. Można się łódki złapać, mięsień naciągnąć. Kolega pomoże wyjść na łódkę. Tyle że ze skurczem kończyny w wodzie można sobie poradzić bez niczyjej pomocy. Co z kolei jeżeli trafi się coś poważnego - zatrzymanie oddechu po zachłyśnięciu? Kolega wskoczy, i jeśli nie jest przeszkolony, to będzie miał szczęście jeśli sam przeżyje. Tonąca osoba ma w sobie potworną siłę i walczy o swoje nie patrząc na dobro innych. Serio. Jedną z najcięższych rzeczy na egzaminie ratowniczym jest właśnie uwalnianie się od tonącego.
  • (...) Jeśli możesz, pływaj w towarzystwie. W dwie osoby jest bezpieczniej i można dużo ciekawiej trenować.(..) - Ma to sens, jeżeli obu pływaków przeszło szkolenie ratownicze i nie odpływają dalej niż pół kilometra od brzegu. Bo taki dystans można holować nieprzytomnego na otwartej wodzie bez zagrożenia dla ratującego. W przeciwnym przypadku, zamiast jednego trupa, strażacy wyciągną dwa.  Dla samego treningu też nie jest to korzystne, nie ma dwóch osób z takim samym rytmem pływania. Nawet pływanie typowo turystyczne nie sprawdza się w więcej osób. Ten chce tu, tamten gdzie indziej i więcej jest gadania jak pływania.

 Na koniec. Każdy kto decyduje się na pływanie, na otwartej wodzie, ponosi ryzyko. Bezpieczeństwo zależy przede wszystkim od tego co sami umiemy, i od tego jak rozsądni jesteśmy. Im więcej umiemy, tym lepiej sobie radzimy. Im więcej wiemy, tym bardziej zmniejszamy szansę na niebezpieczną sytuację.
 Bardzo dobrym rozwiązaniem jest choćby podstawowy kurs ratownika wodnego. Nie jest drogi, trwa kilka weekendów, a można bezpiecznie przećwiczyć wiele sytuacji jakie mogą się zdarzyć na wodzie.

niedziela, 30 października 2016

Jak to robią w Anglii.

  W Anglii jest zupełnie inaczej niż u nas. Przede wszystkim, wiele jezior i rzek to prywatna własność, coś co w Polsce niemal nie występuje. Przed wejściem do wody, trzeba się upewnić że nie wchodzimy komuś w szkodę.
  Do tego dochodzi, bardzo niejasna zasada, że do pływania służą miejsca tradycyjnie do tego wykorzystywane. Co oznacza tradycyjne - nikt nie definiuje.
  I coś co jest zupełnym wariactwem dla mnie - pływać wolno na rzekach i jeziorach na których wyznaczono tory wodne. Podpytałem trochę, i wychodzi że droga wodna, jest traktowana jak droga lądowa. Czyli każdy obywatel może na niej przebywać. Niby OK, ale przecież nikt pieszo po autostradzie nie chodzi.
 Co kraj jak się to mówi, to obyczaj.

  Dzikie pływanie, jest w Anglii bardzo popularne. Poniżej, screen z Wild Swim Map :


Liczby w kwadratach, to ilości miejsc do pływania w danej okolicy. Dla porównania, na WSM są zarejestrowane trzy miejsca w Polsce.
 Z ciekawości, szukałem jeszcze czy w Anglii mają karty pływackie, ale było to dla nich pojęcie całkowicie obce.


niedziela, 16 października 2016

Jak to robią w Ameryce.


 W naszym pięknym kraju nad Wisłą, jest masa przepisów, które regulują rzeczy najprostsze. Te dotyczące pływania są stosunkowo mało skomplikowane, ale zawsze się znajdzie ktoś z mentalnością psa ogrodnika, i będzie się starał swobodę taplania ukrócić. Oczywiście powołując się na dobro wyższe, jakim jest życie Obywatela. Ot choćby przykład Gminy Markowa - profilaktycznie zakazano wszędzie, tym samym obchodząc Ustawę, która miała na celu, to swobodne pływanie umożliwić. Smaczku dodaje fakt, że włodarze w swej uchwale, właśnie się na ową ustawę powołują.

 A jak jest w krajach, gdzie obywatel ma prawdziwe prawa? Weźmy na ten sam przykład takie USA...

W tej Ameryce to wogóle wszystko mają fajne i proste. Przykład poniżej. Miejscowość Eden Praire, park miejsko-zamiejski. Kilka jeziorek, wielkości od kilkuset metrów do kilometra.
 Największe wygląda tak :



 Na jednym z nich - zorganizowane kąpielisko niestrzeżone. Paradoks taki. Nawieziony piasek, ustawiony plac zabaw dla dzieci, wytyczone strefy głębokości na wodzie, gastronomia, przebieralnie, natryski i ani jednego ratownika. No i jeszcze źródełko, z przyciskiem (darmowe), bo tam się już odchodzi od butelek z mineralną.

  Mają nawet regulamin :-)



Cóż wiec mamy w regulaminie :

Tablica pierwsza :
- Dzieci muszą być pod opieką odpowiedzialnych osób.
- Słabi pływacy muszą mieć asystę odpowiedzialnej osoby
- Dzieci nie panujące nad jelitami, mają mieć gumowe majty.
- Nie wolno skakać do wody, ani wrzucać do niej innych.
- Zabawki (kółka, rękawki i takie tam), wyłącznie w strefie do 90cm głębokości.
- Zakaz wprowadzania psów i wnoszenia szklanych pojemników.

Tablica druga
NIE MA RATOWNIKÓW NA OBIEKCIE.

Tablica trzecia 
PŁYWASZ NA WŁASNE RYZYKO

Tablica trzecia :
Telefony alarmowe, i plan kąpieliska.

Dacie wiarę że ludziom taki regulamin starcza? A jeśli ktoś się utopi - no cóż "chcącemu nie dzieje się krzywda" - jak mówi jedna z podstawowych zasad Prawa.

Oczywiście na jeziorze można pływać motorówkami i żaglówkami. Przy slipie jest osobny regulamin.

Tablica pierwsza :
Przez zwodowaniem łodzi masz ją umyć, a woda nie może trafić do jeziora. (Chodzi o to żeby nie przenosić roślin i zwierząt między jeziorami.)

Tablica druga
 Lokalna roślina, której nie należy stąd zabierać.

 Tablica trzecia
 Lokalne ryby

 Tablica  trzecia
 Godziny otwarcia, maksymalna dopuszczalna prędkość.

Tablica piata ;
Psy tylko na smyczy.

I tylko tyle. Teraz warto zobaczyć jak wygląda regulamin na polskich kąpieliskach albo w marinach.. Nierzadko, są to ogromne tablice zapełnione małym drukiem.

 Do wody oczywiście wlazłem. No bo jak to być w Ameryce i nie popływać. Woda zimna i czysta. Pies z kulawą nogą nie zapytał czy wiem co robię, nikt z wody wychodzić nie kazał, po Policję nikt nie dzwonił..
 Za to jak wychodziłem z parku, to przypadkowy kierowca pytał gdzie podrzucić. Bo skoro idę to pewnie mi się auto zepsuło. Gwoli wyjaśnienia z parku do hotelu miałem około kilometra.
  Wracając do naszego grajdołka - u nas nie ma prawnej możliwości zorganizowania takiego kąpieliska jak tam. Dlaczego? Bo kąpielisko w Polsce z założenia jest strzeżone. Można po prostu zostawić teren samopas - kto będzie chciał - przyjdzie i będzie pływał. No ale jak wtedy Władza, zademonstruje TROSKĘ o Obywatela?