czwartek, 29 grudnia 2016

Miejsca do pływania - Pogoria III


  Zbiornik Pogoria III znajduje się w Dąbrowie Górniczej (woj. Śląskie). Czysta woda, piaszczysty brzeg, zróżnicowana głębokość. Duża pojemność cieplna, wiosną wolniej się rozgrzewa ale z kolei na jesieni dłużej trzyma ciepło. Sezon w praktyce zaczyna się po koniec maja, kończy ostatniego września.
  Rano, tak do godziny 9.00 praktycznie nie ma fali. Dopiero potem wiatr się budzi, i fala dochodzi w pogodne dni do 30cm. W czasie silnych wiatrów fala dochodzi do 60cm.
  Wieczorna flauta zaczyna się około 18.00-18.30.
  Większość wiatrów z kierunku zachodniego.
  W lipcu i sierpniu, na akwenie pływają patrole Policji i WOPR, ale "nie czepiają się".
  W zależności od tego jak się płynie można zrobić dystans od 4 do 6 km, na jedno opłynięcie akwenu.

 Dogodny dojazd z okolicznych miast, rozbudowana sieć komunikacji miejskiej - cztery przystanki w odległości poniżej 5 minut od wody.


 Od strony południowej, duża plaża miejska oraz molo. Obok mola wygodnie jest wystartować do pływania. Przy okazji można się dogadać z ratownikami, i na pływającym pomoście do którego cumują, zostawić butelki z napojami. Obok plaży jest duży parking, stojaki na rowery i monitoring. Zostawiałem tam rower na kilka godzin i nic nie zginęło.
  Od zachodu - długi kawałek przejęty przez wędkarzy. Dużo daleko wyrzuconych zestawów połowowych. Trzeba się trzymać minimum 100m od brzegu.
  Zachodni brzeg - północ - nurkowisko, zwane w okolicy jako Słupy. To najgłębsza część. Dno opada równomiernie mniej więcej do głębokości 10m, a potem trafiają się głębokie doły. W tym miejscu uważać na bąble spod wody - to oznacza że pod spodem ktoś jest.



 POD ŻADNYM POZOREM NIE WYCIĄGAĆ BOJEK I LINEK UNOSZĄCYCH SIĘ NA WODZIE, ZWŁASZCZA TYCH O PODŁUŻNYM KSZTAŁCIE. TO SĄ BOJE DEKOMPRESYJNE, I JEŚLI SIĘ JĄ WYCIĄGNIE, MOŻNA ZABIĆ NURKA KTÓRY JEST DO NIEJ PODWIESZONY.
  Na środku północnego brzegu, łącznik do Pogorii IV w postaci dwóch rur. Nie należy do nich wpływać.
  Północny wchód - rejon przystani. Omijać łukiem. Uważać na łodzie i windsurfing. Po prawej stronie od ogrodzenia - mała plaża i zaraz za nią parking. Postawiono tam znak zakazu kąpieli, który jest przez wszystkich ignorowany. Na wprost od przepompowni (żółto brudny budynek), 50m od brzegu jest podwodne rumowisko i kosze ssawne. Kosze wyglądają nieco jak wiszące w wodzie U-booty, a rumowisko porośnięte glonami jest prawie jak rafa. Oba obiekty są na małej głębokości - ok 5m, więc można dać z płetwy i je obejrzeć.



  Cypel na wschodnim brzegu, piaszczysty i bardzo malowniczy. Zaraz za nim, dzika piaszczysta plaża. Krótki kanał wodny w głąb lądu, z głębokością nie przekraczającą 2m.
  Potem idąc na południe - kolejne wędkarskie obozowiska, i tataraki. To samo co po drugiej stronie - omijać.


niedziela, 4 grudnia 2016

Mity o asekuracji w wodzie.

 Wiele portali i stron internetowych, zamieszcza artykuły o bezpieczeństwie w wodzie. Niestety, artykuły te pisane są w 99% przez osoby które nie pływają na wodach otwartych, a swoją wiedzę czerpią z internetu. W efekcie, część artykułu ma sens, a część proponuje robienie rzeczy które są po prostu groźne dla życia. Zagrożenie wynika z tego, że proponowane metody asekuracji, dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

Pojadę teraz więc po kolei po mitach i radach z internetu.

  • (...)Dopilnuj, aby ktoś wiedział, gdzie jesteś. Asekuracja z brzegu to minimum bezpieczeństwa. Powiedz dokładnie, jak długo cię nie będzie; osoby niewtajemniczone mogą się nie domyślić, że planujesz godzinny trening, i wpadną w panikę po kwadransie. Powiedz też, dokąd płyniesz.(..).  Teraz wyobraźmy sobie taką sytuację: wypływamy, skurcz, zaczynamy się topić. Czas start. Przez pierwsze kilka minut, osoba na brzegu nie będzie wiedziała co się dzieje. Oczywiście jeśli będzie patrzeć na płynącego, a nie ślepić się w smartfona. Jak już płynący znika pod wodą, osoba na brzegu kojarzy że coś jest nie tak. Pojawia się niepewność, wzywać pomoc czy nie. A co jeśli on zaraz wypłynie, a ja niepotrzebnie ściągnę strażaków? Niepewność skończy się po dwóch trzech minutach, bo dla każdego będzie jasne że aż tyle pływak pod wodą nie wytrzyma. Teraz trzeba wykonać telefon do straży i wytłumaczyć, co i gdzie się stało. Potem straż musi dojechać, zrzucić na wodę motorówkę, dopłynąć i zacząć przeszukiwać dno. Chłopaki są szybcy, ale nie aż tak. Jeśli odnajdą poszkodowanego w ciągu 30 minut od zgłoszenia, można mówić o perfekcyjnie przeprowadzonej akcji. W praktyce po takim czasie pod wodą RKO jest tylko formalnością. Szanse na przeżycie są znikome.
  • (...) Jeżeli pływasz po jeziorze, na którym jest kąpielisko, poinformuj ratowników(..) - Po co? Oni i tak mają ciężką robotę, pilnować 300 czy 500 osób na kąpielisku. Jasne że od czasu do czasu spojrzą i na pływającego gdzieś na drugim końcu jeziora. Tylko, jak pokazałem na zdjęciach - bez lornetki nie wypatrzą go z 200 czy 300 metrów. Co jeśli im zniknie z oczu? Nie wiedzą czy poszedł pod wodę, czy wyszedł na brzeg. Nie będą więc podejmować akcji, bo gdyby coś się stało na ich obiekcie a ich tam nie było, prokurator wypruje im flaki. Chyba że mamy wyjątkowe szczęście w nieszczęściu i zaczniemy się topić akurat jak szkła będą skierowane na nas.
  • (...) Kolega na kajaku albo na rowerku wodnym (...) Całkiem niezłe jeżeli trafi się nam coś mało groźnego. Ot, skurcz. Można się łódki złapać, mięsień naciągnąć. Kolega pomoże wyjść na łódkę. Tyle że ze skurczem kończyny w wodzie można sobie poradzić bez niczyjej pomocy. Co z kolei jeżeli trafi się coś poważnego - zatrzymanie oddechu po zachłyśnięciu? Kolega wskoczy, i jeśli nie jest przeszkolony, to będzie miał szczęście jeśli sam przeżyje. Tonąca osoba ma w sobie potworną siłę i walczy o swoje nie patrząc na dobro innych. Serio. Jedną z najcięższych rzeczy na egzaminie ratowniczym jest właśnie uwalnianie się od tonącego.
  • (...) Jeśli możesz, pływaj w towarzystwie. W dwie osoby jest bezpieczniej i można dużo ciekawiej trenować.(..) - Ma to sens, jeżeli obu pływaków przeszło szkolenie ratownicze i nie odpływają dalej niż pół kilometra od brzegu. Bo taki dystans można holować nieprzytomnego na otwartej wodzie bez zagrożenia dla ratującego. W przeciwnym przypadku, zamiast jednego trupa, strażacy wyciągną dwa.  Dla samego treningu też nie jest to korzystne, nie ma dwóch osób z takim samym rytmem pływania. Nawet pływanie typowo turystyczne nie sprawdza się w więcej osób. Ten chce tu, tamten gdzie indziej i więcej jest gadania jak pływania.

 Na koniec. Każdy kto decyduje się na pływanie, na otwartej wodzie, ponosi ryzyko. Bezpieczeństwo zależy przede wszystkim od tego co sami umiemy, i od tego jak rozsądni jesteśmy. Im więcej umiemy, tym lepiej sobie radzimy. Im więcej wiemy, tym bardziej zmniejszamy szansę na niebezpieczną sytuację.
 Bardzo dobrym rozwiązaniem jest choćby podstawowy kurs ratownika wodnego. Nie jest drogi, trwa kilka weekendów, a można bezpiecznie przećwiczyć wiele sytuacji jakie mogą się zdarzyć na wodzie.

niedziela, 30 października 2016

Jak to robią w Anglii.

  W Anglii jest zupełnie inaczej niż u nas. Przede wszystkim, wiele jezior i rzek to prywatna własność, coś co w Polsce niemal nie występuje. Przed wejściem do wody, trzeba się upewnić że nie wchodzimy komuś w szkodę.
  Do tego dochodzi, bardzo niejasna zasada, że do pływania służą miejsca tradycyjnie do tego wykorzystywane. Co oznacza tradycyjne - nikt nie definiuje.
  I coś co jest zupełnym wariactwem dla mnie - pływać wolno na rzekach i jeziorach na których wyznaczono tory wodne. Podpytałem trochę, i wychodzi że droga wodna, jest traktowana jak droga lądowa. Czyli każdy obywatel może na niej przebywać. Niby OK, ale przecież nikt pieszo po autostradzie nie chodzi.
 Co kraj jak się to mówi, to obyczaj.

  Dzikie pływanie, jest w Anglii bardzo popularne. Poniżej, screen z Wild Swim Map :


Liczby w kwadratach, to ilości miejsc do pływania w danej okolicy. Dla porównania, na WSM są zarejestrowane trzy miejsca w Polsce.
 Z ciekawości, szukałem jeszcze czy w Anglii mają karty pływackie, ale było to dla nich pojęcie całkowicie obce.


niedziela, 16 października 2016

Jak to robią w Ameryce.


 W naszym pięknym kraju nad Wisłą, jest masa przepisów, które regulują rzeczy najprostsze. Te dotyczące pływania są stosunkowo mało skomplikowane, ale zawsze się znajdzie ktoś z mentalnością psa ogrodnika, i będzie się starał swobodę taplania ukrócić. Oczywiście powołując się na dobro wyższe, jakim jest życie Obywatela. Ot choćby przykład Gminy Markowa - profilaktycznie zakazano wszędzie, tym samym obchodząc Ustawę, która miała na celu, to swobodne pływanie umożliwić. Smaczku dodaje fakt, że włodarze w swej uchwale, właśnie się na ową ustawę powołują.

 A jak jest w krajach, gdzie obywatel ma prawdziwe prawa? Weźmy na ten sam przykład takie USA...

W tej Ameryce to wogóle wszystko mają fajne i proste. Przykład poniżej. Miejscowość Eden Praire, park miejsko-zamiejski. Kilka jeziorek, wielkości od kilkuset metrów do kilometra.
 Największe wygląda tak :



 Na jednym z nich - zorganizowane kąpielisko niestrzeżone. Paradoks taki. Nawieziony piasek, ustawiony plac zabaw dla dzieci, wytyczone strefy głębokości na wodzie, gastronomia, przebieralnie, natryski i ani jednego ratownika. No i jeszcze źródełko, z przyciskiem (darmowe), bo tam się już odchodzi od butelek z mineralną.

  Mają nawet regulamin :-)



Cóż wiec mamy w regulaminie :

Tablica pierwsza :
- Dzieci muszą być pod opieką odpowiedzialnych osób.
- Słabi pływacy muszą mieć asystę odpowiedzialnej osoby
- Dzieci nie panujące nad jelitami, mają mieć gumowe majty.
- Nie wolno skakać do wody, ani wrzucać do niej innych.
- Zabawki (kółka, rękawki i takie tam), wyłącznie w strefie do 90cm głębokości.
- Zakaz wprowadzania psów i wnoszenia szklanych pojemników.

Tablica druga
NIE MA RATOWNIKÓW NA OBIEKCIE.

Tablica trzecia 
PŁYWASZ NA WŁASNE RYZYKO

Tablica trzecia :
Telefony alarmowe, i plan kąpieliska.

Dacie wiarę że ludziom taki regulamin starcza? A jeśli ktoś się utopi - no cóż "chcącemu nie dzieje się krzywda" - jak mówi jedna z podstawowych zasad Prawa.

Oczywiście na jeziorze można pływać motorówkami i żaglówkami. Przy slipie jest osobny regulamin.

Tablica pierwsza :
Przez zwodowaniem łodzi masz ją umyć, a woda nie może trafić do jeziora. (Chodzi o to żeby nie przenosić roślin i zwierząt między jeziorami.)

Tablica druga
 Lokalna roślina, której nie należy stąd zabierać.

 Tablica trzecia
 Lokalne ryby

 Tablica  trzecia
 Godziny otwarcia, maksymalna dopuszczalna prędkość.

Tablica piata ;
Psy tylko na smyczy.

I tylko tyle. Teraz warto zobaczyć jak wygląda regulamin na polskich kąpieliskach albo w marinach.. Nierzadko, są to ogromne tablice zapełnione małym drukiem.

 Do wody oczywiście wlazłem. No bo jak to być w Ameryce i nie popływać. Woda zimna i czysta. Pies z kulawą nogą nie zapytał czy wiem co robię, nikt z wody wychodzić nie kazał, po Policję nikt nie dzwonił..
 Za to jak wychodziłem z parku, to przypadkowy kierowca pytał gdzie podrzucić. Bo skoro idę to pewnie mi się auto zepsuło. Gwoli wyjaśnienia z parku do hotelu miałem około kilometra.
  Wracając do naszego grajdołka - u nas nie ma prawnej możliwości zorganizowania takiego kąpieliska jak tam. Dlaczego? Bo kąpielisko w Polsce z założenia jest strzeżone. Można po prostu zostawić teren samopas - kto będzie chciał - przyjdzie i będzie pływał. No ale jak wtedy Władza, zademonstruje TROSKĘ o Obywatela?


sobota, 1 października 2016

Bojka dmuchana - pierwszy sezon.

 Na początku roku kupiłem bojkę Zone 3. Jest to dmuchana trójkomorowa bojka asekuracyjna, ze schowkiem. Czyli wodoszczelny worek z dodatkowymi komorami pływalnościowymi. Dzięki temu, przebicie pojedynczej komory, lub otwarcie schowka w trakcie pływania, nie powoduje utraty wyporności.
Na chwilę zakupu (marzec), była to najdroższa bojka (190zł), dostępna na polskim rynku.

Szczegóły.

 Bojka jest solidnie wykonana. Materiał wygląda jak ten używany na lepszej klasy pontony - żadna cerata z marketu. Materiał jest kilkuwarstwowy- widać zbrojnie nylonem. Kolor -  żywy soczysty pomarańcz. Widać z daleka. Dwa zawory bostońskie - pontonowe. Wygodnie dmuchać, wygodnie spuścić do zera. Do przechowywania w szafie można je całkiem wykręcić - nie zgubią się. Uchwyt na górze i na dole solidny, gruby, sztywny, dobrze zgrzany z bojką. W części rolowanej, wsadzone dwa usztywnienia, które powodują że całość się lepiej uszczelnia.
 Smycz & pasek - uproszczone do maksimum, trzeba przewlekać przez oba ucha od zapięcia. To zabezpiecza przed przypadkowym otwarciem worka, ale znacznie wydłuża czas zapinania. Sama smycz ma jakieś 80cm i jest za krótka. Dodałem 2,5 metra nietonącej liny i dwa karabińczyki. Pasuje idealnie, zapinać i otwierać można znacznie szybciej. Trzymałem się zasady - wszystko razy dwa. Dlatego dwa karabińczyki i po dwie opaski na każdym zakończeniu. Lina wytrzymuje +/-300kg więc wystarczy jedna.





Testy.
 Sprawdzałem bojkę z różnym obciążeniem od 0,5 do 2kg. Wniosek : 1-1,2 kg to maksimum co warto wkładać do środka. Większa masa, powoduje że bojka stawia wyczuwalny opór. Pływak ma sporą pojemność. Udało wepchnąć się do niej buty do biegania, spodenki, koszulkę i zwinięty polar. Ze względu na ciężar, lepiej jednak unikać pokusy pakowania jej do maksimum.
 Najlepsza konfiguracja jeśli chodzi o rzeczy w środku : butelka z wodą 0,7 litra, klapki (nie buty), skarpety, slipy, koszulka, spodenki, dokumenty, klucze, telefon, krem nivea. Klucze zostawić w kieszeni ubrania, bo mogą uszkodzić bojkę od środka.  Przez ograniczanie masy, cały sezon przechodziłem w klapkach połączonych ze skarpetkami ;-) , wyznaczając dzięki temu nowe standardy mody.  Na niektóre spływy, do górnego uchwytu zaczepiałem pokrowiec z aparatem   bardzo wygodne rozwiązanie. Aparat musi być lekki, bo inaczej bojka będzie się przewracać. Testowałem z Nikonem S33 i było w porządku. 

 Warto napompować bojkę na przemian, raz jedna, raz druga komora. Wtedy przy przebiciu nie traci się całego wyporu. Komory mają taką konstrukcję że można je pompować dowolnie. Na przykład jedną całą, drugą wcale. Nawet jeżeli dwie komory stracą szczelność (bagażnik i jedna powietrzna), to co zostanie, utrzyma płynącego na wodzie.
 Trzy ważne rzeczy :
  • Przed zamknięciem komory transportowej, trzeba wycisnąć z niej powietrze, wtedy więcej można wpompować do komór wypornościowych.
  • Instrukcja mówi wyraźnie, zawinąć cztery razy, i tyle należy zawijać.
  • Da się otworzyć bojkę płynąc, i coś z nie wyjąć. Tyle że jest to bardzo niewygodne i ryzykuje się zgubienie czegoś co ze środka może wylecieć.
 Z racji tego że bojkę ciężko otwierać na wodzie, opcja picia w trakcie treningu jest słaba. Poratowałem się butelką dla biegaczy. Ma ona na tyle duży otwór na palce, że można przez nią przeciągnąć klamry zamykające bojkę. Butelka jest zamocowana z przodu i stosunkowo nisko, przez co całość jest stabilna.

Suszenie.
  Bojkę wieszam wlotem w dół, przy pomocy linki do holowania. W otwór, w poprzek wsadzam liniję 20cm  tak żeby bojka była otwarta i środek też wysychał. W ciepły dzień potrzeba na to 10-15 minut, materiał nie nasiąka.


Trwałość.
  W tym sezonie, bojka była na wodzie jakieś 70 razy i pokonała dystans ok 200km. Pierwszy problem pojawił się po 37 treningu i prawdopodobnie wynikał z tego, że nie chciało mi się zawijać bojki na cztery razy. Na zgrzewie, od środka pojawiły się mikroskopijne otwory i powietrze powoli schodziło w trakcie pływania.


  Opcje były dwie : reklamować co oznaczałoby pozbycie się sprzętu w środku sezonu na tydzień lub dwa, albo naprawić. Wybrałem opcję naprawy. Klej do PCV , mała strzykawka bez igły, nastrzyknięcie trochę kleju w pojawiające się otworki, i przesmarowanie zgrzewu, tak by utworzyła się na nim cienka warstwa kleju. Pomogło - i do końca sezonu, czyli do wczoraj, bojka służy bezawaryjnie.

Podsumowanie.

 Całość oceniam 4/5. Zalety to przede wszystkim lekkość, pakowność, praktyczność.  Natomiast miejsca zgrzewu powinny zostać przeprojektowane, żeby uniknąć powstawania przebić. Smycz też powinna być poprawiona.
  Jeżeli projekt będzie rozwijany to komora ładunkowa powinna być podwójna. Na rzeczy suche, które będą potrzebne dopiero na brzegu i mokre, potrzebne przy pływaniu (bidon, batony)
 Gdybym miał wybierać - kupiłbym jeszcze raz.






piątek, 30 września 2016

Pływanie w morzu.

 Morze, nasze morze..

 Wypadki które się zdarzają nad morzem, najsilniej przemawiają do wyobraźni. Utonięcie na jeziorze jest mało spektakularne, ot ktoś poszedł pływać, za pół godziny go szukają - nie ma. Z kolei ten drugi typ, jest gwałtowniejszy. Człowiek stoi w wodzie po pas, czasem po szyję. Przychodzi fala i nagle osoba znika. Czasem jeszcze gdzieś mignie ręka, ale to wszystko.
 Morze, to takie połączenie ogromnego jeziora i dzikiej rzeki. W pakiecie otrzymujemy : silny wiatr, wysoką falę , nierówne dno, prądy wodne, a w  promocji - gwałtowne zmiany temperatury i pogody. All inclusive.

Na dzień dobry - pogoda. Przybywamy na plażę. Słońce świeci, choć zapowiadano przelotne opady. Nic to, można pływać. I wszystko jest w porządku, póki pływamy 50-100m od brzegu, a na pierwszy objaw załamania pogody - czyli nagły, silny, chłodny wiatr, spadamy na brzeg. Pod względem zmian pogody, morze jest jeszcze gorsze niż mazurskie jeziora. Przeżyłem sytuację, gdzie z pogodnego dnia (30 stopni, wiatr 1-2B), w ciągu mniej niż kwadransa rozpętuje się ulewa, wiatr przyśpiesza do 5-6B, a fala osiąga 1,5m.  Czasem może być gorzej. W końcu skalę Beauforta wymyślono właśnie na morzu. Nie trzeba mieć paranoi na punkcie pogody, ale po prostu trzeba ją rano sprawdzić.

Punkt następy: fala, dno i prądy wsteczne - trzy rzeczy związane razem, jak alkohol z tańcem na ubawie. Przy czym można sobie wybrać dodatkowe opcje. Przypadek najprostszy jest taki że wieje wprost od morza ( wmordęwind), a fala jest prostopadła do brzegu. Przy wietrze 4B mamy patrząc od lądu : falę 50-70cm przez jakieś 20-30m, potem falę przyboju która może być 1,5 raza wyższa, a potem już w głąb morza, mniejsze poniżej pół metra. Fala przyboju ma taką śmieszną cechę. Potrafi wyrzucić prawie na ląd. Jedyny sposób na pokonanie fali przyboju, to przepłynąć pod nią. Płynie się obserwując nadchodzenie fali, i kiedy jest już blisko, nurkuje przed siebie (nie w głąb), trzeba przepłynąć 4-5 metrów i się wynurzyć. Nie przesadzać, bo jak płyniemy pod wodą to zabiera nas ze sobą prąd wsteczny. A ten z kolei potrafi odrzucić daleko od brzegu. Z takim a nie innym układem fali, wiąże się ułożenie dna. Patrząc od strony morza, najpierw jest głębia, potem wypłycenie (to nad nim formuje się fala przyboju), a potem kolejno rowy i rewy.



Zwróć na rysunku uwagę, którędy idzie prąd wsteczny. Dołem. W skrajnych przypadkach potrafi podciąć i pociągnąć w głąb morza. To z tym jest związane większość wypadków nad wodą. Fala przewróciła, prąd wsteczny pociągnął, nierówne dno poturbowało. Jednego człowieka mniej.



Żeby było jeszcze ciekawiej. Najczęściej wiatr i fala idą pod kątem do brzegu. Wtedy dodatkowo, rewy są poprzerywane, albo też są ułożone skośnie.

No i jeszcze jedno. Falochrony i różne budowle w wodzie, też zmieniają układ prądów przy brzegu - przy przeszkodzie zawsze jest głębiej. Do tego fala może po prostu rzucić płynącym na konstrukcję. Nie ma się co łudzić, nie da się w takim przypadku wygrać z falą. Można tylko ustawić się przodem do przeszkody i spróbować zamortyzować uderzenie. A potem odepchnąć się nogami jednocześnie nurkując. Wszystko co w wodzie stoi, najczęściej jest pokryte małżami. Te z kolei, są ostre. Wpadnięcie na przeszkodę w morzu (pal, falochron, boja) to najczęściej ból i pokaleczenia. No i przy pokaleczeniach, słona woda robi swoje.




Na koniec opowieści o prądach, są jeszcze prądy morskie nie związane z przybojem. Co nas może czekać z ich strony? W zasadzie tylko tyle, że temperatura wody może być drastycznie inna w następnych dniach, albo kilometr czy dwa dalej. Bardzo fajnie i naukowo, wytłumaczone jest to na blogu kalcyta.


Jak daleko można wypłynąć w morze? Samodzielnie, z bojką asekuracyjną, nie oddalałem się bardziej niż 500 metrów.  W dwie-trzy , bardzo dobrze pływające osoby, plus bojki SP (pamelki) pływaliśmy na 1,5-1,8km w głąb. Nie ruszyłbym się dalej, bez łodzi asekuracyjnej.
 Z doświadczenia : jeśli pływa się bardzo dobrze, najlepiej odpłynąć od brzegu jakieś 20-40 m za falę przyboju. Z reguły nie jest to dalej niż 60-70m od brzegu. Potem płynąć wzdłuż brzegu, z falą. Pływanie pod falę - hardcore ;-). Z kolei jeżeli pływa się okazjonalnie - nie ma co nawet wybierać się za przybój.

Najważniejsze na koniec : 
1. Wypływasz za przybój - masz przy sobie bojkę asekuracyjną. Nie masz bojki - nie płyniesz.
2. Bojka typu SP albo dmuchana. Samoróbka z kanistra dobra jest na śródlądzie. Na morzu, będzie stawiała gigantyczny opór.
3. Jesteś trzeźwy - płyniesz. Wypiłeś choćby jedno piwo lub drinka - nie płyniesz.
4. Od brzegu odpływamy dołem (pod falą), do brzegu wracamy górę (na fali).
5. Płyniemy wzdłuż brzegu z wiatrem i falą.
6. Nie spacerujemy po falochronach. Chyba że ktoś się chce pozbyć skóry, albo jajec.


Disclaimer. Napisalem to co uważam za najważniejsze. Ale...więcej wiesz - dłużej żyjesz. Polecam do czytania "Prawie wszystko o ratownictwie wodnym". Podręcznik napisany w 1993 roku, nie stracił wiele na aktualności.

niedziela, 11 września 2016

Niebezpieczna roślina.

Cześć.

 Pamiętacie jak pisałem, że pływanie w glonach to żaden problem? Otóż, nie. Jednak są u nas w kraju rośliny groźne dla pływających. Spotkać taką po dwudziestu pięciu latach pływania - bezcenne.
 Oto ona.


 Na łodydze ma małe kolce. Małe ale ostre. Nawet nie trzeba za nią łapać, czy nadeptywać, wystarczy że otrze się o skórę i od razu ją rozcina.

 Rzadki to przypadek, poza tym, jeśli poczujecie ukłucie - nie panikujcie. To żaden szczupak. To po prostu roślina. No chyba że pech jest ogromny, i trafiliśmy na haczyk.




UWAGA : Ta roślina jest chroniona prawnie. Pomimo tego że gryzie, nie wolno jej niszczyć.