Na Pogorię to ja mam wogóle dobre połączenie. Wstaję piąta rano..
Serio to połączenie jest dużo lepsze. Tym bardziej że ostatni powrotny autobus jest za kwadrans jedenasta. Więc można w nocy popływać a jednocześnie nie targać bagaży na nocleg.
Byłem, pływałem, zmarzłem (już taka pora roku).
Liczyłem na super zdjecia, ale nie wyszło. Pochmurno, księżyca nie widać (choć w w pełni) i na wodzie też nic nie widać.
Jedyne zdjęcie które jako tako wyszło:
Te światełka w dali to droga w Wojkowicach. Myślę że żeby zrobić dobre nocne zdjęcie, to by trzeba na dziobie zamontować drugą lampę błyskową która oświetli choć trochę wodę przed kajakiem.
Podobnie słabo wyszło jeśli chodzi o filmowanie w nocy. Mam małą mocarną lampkę, która jak dla mnie świeci niczym długie w samochodzie. A w połączeniu z kamerą doświetla może na 3metry w przód.
Kajak najczęściej wyciąga się na brzeg, albo cumuje do pomostu. Czasem jednak trzeba go zakotwiczyć. Choćby dlatego żeby nie leżał na brzegu i się nie przegrzał*. Albo po to by móc wygodnie wokół niego nurkować.
Kotwica, mała czy duża to dodatkowy ciężar do noszenia. Znalazłem w sieci "Kotwicę piaskową do kotwiczenia skuterów" ale cena w okolicy 300pln skutecznie mnie zniechęciła do zakupu.
Tego typu kotwica to nic innego jak worek do którego nasypano piasek i przywiązano sznurek. Piasek jest od wody cięższy, więc całość leży na dnie.
Ja użyłem dry baga crosso do którego wsypałem 5-6 litrów mokrego piachu z plaży. Odcisnąłem powietrze na ile się dało. Potem luźno zawinąłem i przyczepiłem sznurek. Po wrzuceniu do wody, ciśnienie hydrostatyczne wycisnęło reszkę powietrza. Linka ma 2.5metra długości i karabińczyki z obu stron. To ta sama linka której używam do holowania bojki Zone3.
Mokry piasek ma gęstość nasypową 1.6-1.8 kg/litr. Ponieważ trzeba odjąć 1kg na wypór wody, to można przyjąć że każdy litr piachu daje nam realne obciążenie 0.7kg w wodzie. 6 litrów to jakieś 4 kg kotwicy.
Taka długość liny i masa pozwala na wygodne kotwiczenie do głębokości 1.5m, przy słabym nurcie i niewielkiej fali. Przy silnym nurcie line trzeba wydłużyć do 3-4x głębokość.
Jeśli zostawiamy kajak w jakimś miejscu gdzie dużo ludzi pływa, to warto dać drugą cienką linkę i pomarańczowy pływak, tak żeby było widać gdzie kotwica leży. Mniejsza szansa że ktoś nam wpłynie w linę kotwiczną.
----
*Ciekawostka. Na wczorajszym pływaniu spark stracił sporo ciśnienia w burtach. Jak? Ano zakotwiczyłem i poszedłem popływać. Grzał się przez godzinę. Pusty kajak ma burty powyżej wody. Nie mają chłodzenia. Zawory spuszczą nadmiar cisnienia, ale potem jak po jakichś 20minutach pływania komory się schłodzą to spada ono do 0.2 bar i trzeba dopompować.
Może komuś się przyda porada jak naprawić worek Itivi z Decathlona.
Stało się. Rozciąłem worek i nie mam pojęcia jak to zrobiłem. Ani gdzie ani kiedy. Czyste dwucentymetrowe cięcie. No i trzeba brać się za naprawę.
Z workami PCW sprawa jest prosta. Łata się je łatkami do klejenia basenów ogrodowych. To PCW i to drugie też. Trzyma mocno a łatki basenowe są przeźroczyste więc naprawy prawie nie widać.
Co z uber materiałem typu nylon impregnowany poliuretanem?
Najpierw trzeba zeszyć ściegiem żeglarskim. Nitka przechodzi od dołu przez materiał. Potem przez otwór schodzi pod spód, i znowu przez materiał do góry (oczywiście po drugiej stronie dziury). To jedyny ścieg który pozwala utrzymać krawędzie na styk. Najważniejessze jest to, że tak zeszyty materiał nie jest pomarszczony.
Tak wygląda po zeszyciu. Nitka nylonowa, cienka, taka jak do małych guzików.
I na to fik kawałek taśmy Tear Aid typu A od środka. Oczywiście przed przyklejeniem powierzchnie trzeba odtłuścić gazikiem z alkoholem (takim z apteki)
I drugi kawałek taśmy od zewnątrz. Trzyma jakby kto przybił deską.
Tear Aid to wogóle kapitalny wynalazek. Wprawdzie do nitrilonu słabo trzyma, ale za to można nią błyskawicznie naprawiać dętki (łata wytrzymuje ponad 1000km), rozdarte kurtki, namiot.
Jeszcze żeby nie była taka droga to wogóle byłoby pięknie.
Zalew jest położony w miejscowości wypoczynkowej Centuria. U samych źródeł rzeki o tej samej nazwie.
Pobudka tym razem bez napinki, bo pociąg dopiero o 8.55. Przed dziesiątą jestem w Łazach i muszę chwile poczekać aż otworzą sklep żeby kupić jakąś minerałkę.
O dziesiątej ruszam. GPS prowadzi drogami, bo rower. Po pół godzinie jestem na miejscu.
Zalew ma jakieś 25m szerokości i wedle mapy 300m długości.
Z tych 300m połowa to mokradła.
Wizualnie nic się tu nie zmieniło od ponad 30 lat. Mikre plaże, wysokie brzegi, po obu stronach las. Słońce zagląda tu tylko w południe. Ponieważ na końcu akwenu jest źródło, woda jest zawsze zimna. Czysta ale zimna.
Zniknął gdzieś wrak roweru wodnego który leżał latami przy wschodnim brzegu. Rower był starego typu - na dwóch cylindrycznych stalowych pływakach i ze śrubą napędową.
Jedyne zdjecie z wody które jako tako wyszło. Niestety i aparat i kamera zaparowały po wsadzeniu to tak zimnej wody. Muszę krzemionkę kupić i wsadzać do obudów przed takimi wypadami. Przepłynąłem kilka razy od brzegu do brzegu. Trochę ponurkowałem (od zimna łupie w głowie). W górę zbiornika nie płynąłem, za dużo tam wędkarzy.
Najgłębsze miejsce które znalazłem to 3.5metra.
Z ciekawości pojechałem jeszcze na Krępę. Ośrodek rekreacyjny w samym środku niczego. Pamiętam że jak pierwszy raz tam przypadkiem trafiłem to byłem strasznie zaskoczony. Idzie się godzinę przez las, a tu nagle basen i zalew. Obiekt jak większość rzeczy w PL, wywodzi się z lat 60-70. Do lat 2000 jeszcze jakoś działał, nawet ratownicy byli.
Potem padł.
W 2010-12 odnowiono go, ale został tylko brodzik do którego dostawiono zadaszenia dla rowerzystów a zlikwidowano pole namiotowe. W takim stanie jest do dziś. Tyle że jak tam dziś byłem to okazało się że w zalewie nie ma wody, za to stoi dmuchany zamek. Widać że coś tam jest robione, ale moim zdeniem to akcje 'po kosztach'. Nasypano piachu, postawiono jedną palmę i trochę ławek. Tyle że drzew i cienia na obiekcie nie ma, więc latem grzeje tam nieprawdopodobnie.
Pierwotny plan był taki. Jadę do Chałupek pod czeską granicę. Woduję się na Odrze, płynę do Raciborza. Pomysł został zarzucony, bo przed miastem zrobiono teraz zbiornik retencyjny a ten nie za bardzo nadaje się do pływania. Przy wysokim stanie wody pływanie jest ryzykowne ze względu na pozostłe na dnie rzeczy. Przy niskim stanie - śmierdzi. Rzeka nanosi muł. Zbiornik ma kilka km kwadratowych, wszystko się pięknie osadza.
Modyfikacja: tylko meandry, połaczenie z Olzą i kawałek do Krzyżanowic.
Pobudka 5.00. Autobus 6.15. Pociąg 7.10. Po pół godzinie zonk. Ostanie ulewy rozmyły nasyp i na odcinku trzech stacji jest komunikacja zastępcza autobusem. Dodatkowe pół godziny czasu. Plus noszenie kajaka po peronowych schodach.
W końcu docieram do Chałupek. Na dworcu eszelon wojskowy, chyba czeski
ze sprzętem hydrotechnicznym. Na wszelki wypadek nie robie zdjęć bo to
pewnie tajemnica. To że sprzęt wygląda na późne lata 70 to pewnie też
tajemnica.
Dwadzieścia minut później docieram do mostu z nieczynnym już przejściem granicznym. Przed mostem trzeba zejść na lewo, minąć dwa budynki, parking, przejść przez przerwę w ogrodzeniu, na wał, i za niebieskim domkiem jest takie aliganckie zejście do wody.
Widok w gorę Odry na most na którym było przejście graniczne.
A to już te one sławne meandry. Brzegi są ekstremalnie nieprzystepne. Zarośnięte. Na granicy ziemia woda, pełno powalonych drzew. Brzeg mulisty. Niestety ze względu na niski stan wody cała rzeka śmierdzi mułem.
Wygląda to malowniczo, ale na żywo nie robi jakiegoś super wrażenia. Wody jest mizernie mało. Czasem skeg dzwoni o kamienie. Płynę dlatego że płynę sam. We dwie osoby plus bagaż, kajak siedziałby głębiej i w wielu miejscach byłby problem.
Kamieniste plaże. Otoczaki więc można wylądować. Co z tego skoro z plaż nie prowadzi żadna ścieżka. Płynąc meandrami trzeba pamiętać że jesteśmy skazani na płynięcie aż do końca.
Wieża widokowa.
Brzegi z mulistych zmieniają się na piaszczyste. Ino że nadal w postaci skarpy więc wejść się nie da.
Odra (z prawej) Olza (z lewej). W Olzie wody jeszcze mniej.
Poniżej złączenia rzek. Pierwsze larseny i żuraw załadowczy do barek. Jak? Jakie barki. Poniżej tego żurawia jest tak płytko że raz czy dwa musiałem wyjść z kajaka.
Most w Krzyżanowicach w oddali.
Koniec spływu po lewej stronie zaraz za mostem. . Tam jest łata wodowskazowa. Kilkadziesiąt metrów dalej, też po lewej jest przystań kajakowa. Ale ze względu na niski stan - nie działa. Zamiast na pomost wysiada się prosto w muł.
Całkowity czas płynięcia dwie i pół godziny
Film z trasy :
Trochę gimnastyki z pakowaniem kajaka, przenoszeniem przez dwa wały, kilkanaście minut spaceru i... widzę jak odjeżdza mój pociąg. No cóż, poranne półgodzinne opóźnienie...
Na dworcu nie ma kas, ale jest poczekalnia i toaleta - czyli cywilizacja. Zamiast wracać do Chałupek i stamtąd pomykać IC, jadę do Raciborza.
Dworzec w Raciborzu wygląda dramatycznie, jeszcze go nie odnowiono więc po prostu 90% pomieszczeń jest niedostępne.
Z Raciborza do Rybnika. Z tamtąd do Katowic. Niestety znowu jest problem z komunikacją zastępczą. Tym razem zamiast podstawić zwykły niskopodłogowy, podstawili turystyczny. Więc z kajakiem w objęciach stoję na schodach bo dalej po prostu się nie wcisnę. Obok mnie dwóch Ukraińców z wielkimi czemodanami - też się dalej nie wcisną.
Przesiadka na pociąg do Katowic - w końcu. Na miejsce docieram.. spóźniony o pół godziny, więc autobus którym planowałem wracać odjechał. Mimo że dzień roboczy to o tej porze oznacza to kolejne 40minut czekania.
W sumie, czas jaki straciłem przez opóźnienia porównywalny jest z czasem płynięcia.
Szału nie ma, ale odcinek zaliczony.
Gdyby ktoś się planował wybierać - płynąć tylko wtedy jak jest "górna granica stanów średnich" albo wyżej. Wtedy jest metr wody więcej!
Aha, remont na odcinku Katowice-Rybnik potrwa jeszcze ze trzy tygodnie.
Pociąg z Katowic 8.10, półtorej godziny jazdy i wysiadka w Pietrzykowicach Zywieckich. Bardzo dziwne dojście nad jezioro.
Najpierw trzeba iśc po peronie w stronę Bielska, aż się zobaczy stos trylinek po drugiej stronie torów. Tam trzeba zeskoczyć z peronu i przejśc przez tory za te trylinki. Scieżka w dół, przejście tunelem zrobionym z betonowych przepustów i jakieś 300m spaceru ściezką ogrodzoną z obu stron. Mostek, boisko i w lewo ścieżką roweroą na opaskę przy zbiorniku.
Wodowanie i kierunek Zywiec.
Nie warto. Ujście Soły do zbiornika wygląda jak jakieś moczary i okrutnie cuchnie. Dodatkowo w poprzek rzeki ktoś usypał wał z otoczaków z przepustami rurowymi więc do Zywca dopłynąć się nie da.
Potem kierunek wschód na Wilczy Jar. Po drodze mija się kilka przystani. Wiatr mocny, żagli dużo na wodzie, kajaków tylko kilka.
W jarze trochę popływałem - od tej strony czysta woda jest i kierunek tama. Przenoska przez tamę po prawej stronie, można wylądować za pomostami wypożyczali. Dłuosć 500-700m i tym razem sobie odpuściłem. Zamiast tego popływałem przy wschodniej ścianie bo najładniejsza, ponurkowałem i na 15.10 wróciłem na opaskę skąd startowałem.
Zbierani kajaka równe pół godziny+20minut na powrót tą dziwną ścieżką.
Następnym razem trzeba pojechać pociągniem o 6.00 żeby mieć czas na przenoskę przez tamę i pływanie po dolnym jeziorze.
Pogoda nie rozpieszcza. Rano deszcz, potem słońce, i znowu pada. Spark do torby i autobus na Pogorię bo blisko. Napompowany, siedzenie na środek, skeg założony.
I bajka.
Serio, tego mu do szczęścia brakowało ;)
Siedzenie na środku powoduje że dziób się nie unosi więc wiatr nie czyni zamętu.
Możliwość zamocowania podnóżka to wielka ulga dla mięśni. Uda nie bolą od ciągłego przykurczania.
Skeg go pięknie stabilizuje. Po zaprzestaniu wiosłowania nie odpada tylko sunie jeszcze kawałek prosto siłą rozpędu. Odczuwalnie mniejszy jest też wysiłek związany z utrzymaniem kierunku.
Dłuższe wiosło też robi znakomitą robotę - przechodzi nad mocowaniem. Jeszcze jest luzu z pięć centymetrów. Ani raz o nie niego zahaczyło. Czyli do tego kajaka wiosło 240cm jest optymalne.
Większość czasu pływałem bez pasów udowych. Najważniejszy jednak jest podnóżek. Bez niego bieda.
Popływałem 2.5h. Pogoda zmienna. Od słonecznej flauty do silnego wiatru z deszczem.
Ogólnie rzecz biorąc jestem mega zadowolony.
Jedyny minus dzisiejszego pływania - zgubiłem aparat więc zdjęć nie będzie. Jeździł w kieszeni za siedziskiem i jak wyciągałem kajak z wody, to musiał się wysunąć i utopić.
Jakby ktoś znalazł białego Coolpixa s33, to byłbym wdzięczny za zwrócenie. Są w nim zdjęcia ze spływów od 2019.
Przy okazji. MEP, adres który podałeś w formularzu nie działa.