Test

Ogromna prośba do wszystkich którzy tu zaglądają - komentujcie, to co czytacie. I jeśli możecie to piszcie skąd jesteście i jak trafiliście.

sobota, 30 kwietnia 2022

Spływ Małą Panwią od Krupskiego Młyna do Ozimka

 Mała Panew to typowo komercyjna rzeka, do której mam całkiem niedaleko, a mimo to jakoś było nie po drodze. Stwierdziłem że spłynę ją przed majówką, żeby uniknąć tłoku.

 Wedle serwisu pogodynka.pl stan wody w dniu spływu - 50cm. Podobno da sie płynąć nawet jak jest połowę mniej, ale to już raczej nie dmuchańcem.

 Do Krupskiego Młyna to ja mam dobre połączenie. Wstaję czwarta pięć i idę na 935. I zdanżasz pan? No tak, przecież jest niedaleko. Jadę dwa przystanki i przesiadam sie w 40. Wtedy juz prosto do Katowic. Tam się przesiadam w dalekobiezny M3 i już po czterdziestu minutach jestem na dworcu w Tarnowskich Górach. Tam mam pięć minut przerwy, to mam spacer... z przystanku na przystanek. A potem w 129 i po kolejnych 40 minutach jestem w Krupskim Młynie. Jest jeszcze wcześnie, to sobie zakupy robie, żeby wieczorem nie musieć i idę na spływ..

 

 O ósmej jestem w miejscu startu - Most Przyjaźni w Krupskim Młynie.


O dziewiątej gotów do odcumowania. Zabrałem dwa worki 40 litrów. W jednym są rzeczy biwakowe, a w drugim pompka, plecak z kajaka, buty i trzy butelki wody mineralnej. Nie wiedziałem jak będzie wyglądało zaopatrzenie pod drodze, więc wody zabrałem tyle żeby starczyło na dwa dni.

 

 Początek lekki, łatwy i przyjemny. Brzegi już zazielenione. Na brzegach las mieszany więc też pomimo wczesnej pory roku ma sporo zielonego. Odcinek przez miasteczko jest taki sobie. W dwóch, trzech miejscach przepływa się przez rozmyte progi. Woda niestety ma przykry zapach mułu, a jak zawieje to od zakładów chemicznych czuć węglowodorami.


 Po wypłynięciu z miasta, najpierw płynie się ogrodzoną rzeką. Po obu stronach jest płot z drutu kolczasego. I to jeszcze w dwóch rzędach. No cóż. Różne plastiki tam produkują. Dwa czy trzy razy słychać syrenę a potem eksplozje. Widać kontrola jakości sprawdza co im tym razem wyszło. Dopiero godzinę od wypłynięcia wpływam w dziki las. Wygodne miejsca na postój są tu niemal co chwile. W miastę przystępny brzeg, na górze płasko, piasek i miejsce na ognisko.

 Odwiedzam jedną z przystani, jeszcze nieczynną. Kilka kilometrów dalej, orientuje się że zgubiłem zalaminowany kilometraż rzeki.


 Dopływam do rozstajów. Drogowskaz na rzece pokazuje że jeśli przepłynę pod tą zastawką to dopłynę do Młyna Bąbelek - miejsce wypoczynku. Ja jednak płyne w drugą stronę.


 I dopływam do takiej przenoski. Jest wyraźnie oznaczone gdzie wysiadać i dokąd przenosić. 

  Potem płnę jakąś godzinę miedzy polami. Na brzegach mniej drzew. Troche zwałek jest, ale poprzycinane że kajak przejdzie. Packraft niekoniecznie.


Kolejna przenoska przy młynie. Bardzo uciążliwa. Wyciąganie na wysoki brzeg,  przenoszenie na jakieś 250m. Wodowanie dopiero za następnym mostem. Nie można przeciągać bo na ziemi dużo drobnego ostrego szkliwa. Szkłocement, albo jakiś odpad z produkcji porcelany. Prawdopodobnie to na tej przenosce zgubiłem robocze rękawice schowane w kieszeni za siedzeniem. Muszę coś lepszego wymyślić na trzymanie drobiazgów.

 

Kolejna przenoska - tym razem MEW. Po tej to już byłem umordowany. Głównie dlatego że trzeba było wnieść kajaka na wysoką skarpę. Dodatkowym mankamentem był "wodowanie na kamieniach" brzeg wysypany ostrym tłuczniem, więc kajak trzeba zanieśc na głębszą wodę.
 


Potem naprzemiennie las, posesje, las. Jedna katarakta pod mostem, da się spłynąć środkiem. Potem bardzo płytki i szeroki odcinek przez las w samym środku niczego. Trafia się też taki dziwny budynek. Wygląda jakby ktoś wybudował sobie kaplicę z widokiem na rzekę. 

 Na tym odcinku bywa płytko, na szczęście dno jest piaszczyste.  Ale jak na Pilicy kilka lat temu - czytanie wody nie na wiele się zdaje. Kilka razy słysze jak skeg trze o dno, a raz czy dwa kajak po prostu grzęśnie na łasze.

 Na tym kawałku spotykam ludzi w kajaku którzy sprawdzają czy w rzece nie ma śmieci. Od nich dowiedziałem się  że na Amazonce można się przenocować. 

 Koło  szesnastej dopływam do ostatniej w tym dniu przenoski. Jest rampa do spławiania kajaków, ale trzeba być w kilka osób żeby z niej skorzystać więc umordowany setnie przenoszę. Kilkanaście minut póżniej  dopływam do przystani Amazonka. Pole jeszcze nie było otwarte, ale była pani z obsługi która je szykowała.


Jestem jedynym klientem. Gdybym płynął dzień później, już by tak luksusowo nie było. Piątek wieczorem był tu zlot motocykli. 

 W cenie 22zł mam miejsce i ciepły prysznic. To ostatnie jest mega luksusem. Parę razy wlazłem w muł, i byłem mocno upaprany.

 Wieczorem bardzo szybko robi się zimno. Z reguły na spływach, wieczorem kładę się na śpiworze (jest wtedy bardziej miękko) i przez jakieś pół godziny leżę i odpoczywam. Tym razem temperatura spadała w takim tępie, że po pięciu minutach założyłem grubą bieliznę Barensa (zimowa bluza termo), leginsy do biegania, skarpetki i cienkie rękawiczki. Mimo tego leżenie na śpiworze odpadał.. 

 W nocy marznę. Budzę się zziębnięty co godzinę. Pewnie gdyby nie zmęczenie po 30km wiosłowania i 4 przenoskach to bym wogóle nie zasnął. Ze spaniem na materacyku trekkingowym jest tak że choć wygodny to słabo izoluje. Dodatkowo ściśnięta ocieplina w śpiworze też słabo trzyma ciepło. Więc jak leże na boku, powierzchnia styku z materacem jest niewielka, i powierzchnia skompresowanej ciężarem ciała izolacji też jest mała - to po prostu jest mi chłodno.

 Ale jak leże na plecach, i obszar skompresowanej otuliny jest duży, to mnie łapią dreszcze. Miałem nawet plan żeby między śpiwór a materac dać jeden z polarów, żeby izolowało, ale zapomniałem i zrobiłem z niego poduszkę. A w nocy już mi się nie chciało grzebać po workach.

 Najznimniej oczywiście pół godziny przed świtem. Potem stopniowo odpuszcza. O siódmej robi się wręcz duszno i gorąco więc wypełzam na zewnątrz. I zaraz wracam po ciepły polar który służył za poduszkę.

 Zjadam śniadanie, pakuje sprzęt, dopompowywuje kajak. Ruszam o dziewiątej. Szybko trafiam na pierwsze bystrze pod mostem. Na szczęście spływalne bez problemu.


Miejscami brzegi bardzo wymyte. Widać że zmienił się rodzaj gruntu. Z samego piasku na glinę.


Między polami rzeka znowu się rozlewa szeroko i robi się płytka. Kilka razy kajak staje na mieliźnie.


Ostatnia przenoska. Kilka lat temu zrobiono rampe do spławiania kajaków, ale jak widać konstrukcja uległa zniszczeniu. Przenoszac niestety uszkadzam statyw do kamery. I musze filmować z ręki.


No i przez brak statywu nie mam ujęć z najlepszych miejsc. Trzech skalnych kaskad które można spływać środkiem. Rozfalowanie jest tak duze jak na górksiej rzece. Pierwszy raz woda przelewa się NAD dziobem kajaka i wlewa do kokpitu. A przecie płynę sam, i kajak jest lekki. Przy dwóch osobach przydałby się pokład. 


O 12.30 docieram do Ozimka. Po lewej przed mostem ostatnia przystań kajakowa. Dalej huta. Tutaj wiatr niesie zapach topionego metalu. 

 Czyszczę kajak, pakuję i ruszam na dworzec. 1100m. Załuję że nie wziąłem wózka. Barki bolą od wiosłowania i przenosek, a dwadzieścia kilo kajaka przytłacza. Na szczęście jest płasko, a nie pod górę jak w Płocku.

 Przy dworcu spotkykam człowieka od spływów kajakowych. Okazuje się że poniżej Ozimka są dwie ogromne zwałki zrobione przez bobry. Dobrze że nie popłynąłem dalej, choć kusiło.

 Docieram na dworzec i okazuje sie że pociąg do Opola jest za 2.5 godziny :(. Potem w Opolu mam IC do Katowic, który się spóźnia więc ledwo zdążam na autobus i finalnie o 19.10 docieram do domu.



niedziela, 16 stycznia 2022

Czarna Przemsza z parku Zielona do Będzina - pontonem

Zima tego roku łaskawa niczym łotewskie politburo... Do mrozu dorzuca trochę słońca na osłodę.

Spakowałem ponton i pojechałem do parku Zielona w DG. Od przystanku krótki spacer żeby zacząć zaraz za tamą, pompowanie przebieranie i hyc do wody.

Ważna informacja: dmuchańcem po Przemszy da się pływać jak wodowskaz (pogodynka.pl) poniżej tamy na Przeczycach pokazuje co najmniej 65cm. Płynąłem kilka razy jak było mniej i zawsze kończyło się to rozcięciem dna w pontonie lub koniecznością brodzenia sporego kawałka poniżej jazu na Łagiszy i pomiędzy filarami zwalonego mostu.


Po dziesieciu minutach dopływam do parku Zielona. To jest pierwszy raz jak próbuję pontonu z jednym wiosłem. Plusy są dwa. Płynie się w miarę szybko i można wiosłować w jedną osobę. Są też dwa minusy - ponton który nie ma skegu ma tendencje do kręcenia się w kółko, a gumowe dulki zahaczają o wiosło.


 Ogarniam temat kręcenia, prowadząc wiosło bardziej pionowo. Przy okazji pilota od kamery zaczepiam na wiośle. Znacznie lepsze miejsce niż na nadgarstku.


 Pierwsza przenoska i dopompowanie pontonu. Albo rufowa komora ma taki ciulaty zawór, albo odkleiła się gdzieś łata (jest ich chyba z dziesięć) albo co innego. Od tego miejsca mniej wiecej co 15 minut muszę parę razy machnąc pompką.


 Niedogodność związaną z pompowaniem, rekompensuje słońce i naprawdę czysta woda.


 A przepłyniecie przez spiętrzenie ponizej jazu w Będzinie dostarcza emocji. Po prawej na zdjęciu widać ujście potoku Pogoria. Tym potokiem płynie oczyszczona woda z oczyszczalni. Nie wiem jaką to oczyszczenie ma sprawność, ale od tego miejsca rzeka śmierdzi mułem.

 Co ciekawe, latem w tym miejscu jest zorganizowane kąpielisko.


Końcówka w centrum Będzina. Zacumowany prawidłowo pod prąd. Największy problem to jak wysiąść. I to nie ze względu na wysokość tylko na fakt że na deptaku pełno jest ptasiego guana. Rękawiczki poszły od razu do prania.

 Wyżej nie było lepiej, bo na trawniku psie kupy i nawet nie ma gdzie ułożyć pontonu żeby obciekł.

Protipy:

 Spływ najlepiej zacząć albo w parku Zielona, albo jeszcze lepiej na końcu Pogorii IV - tam gdzie jest kanał zrzutowy do jeziora.

 Zakończyć najlepiej zaraz przy ujściu potoku Pogoria. Tam jest płytko i na prawy brzeg można się wygodnie wydostać. Do samego Będzina płynąć nie ma sensu. Raz że woda ma zapach, dwa że śmieci, trzy że wysiadanie.

 Płynąć z Zielonej mamy dwie przenoski i jakieś 1h45m. Zaczynając na wysokości północnego końca P4 mamy około 3h i trzy przenoski.

 Przy takiej pogodzie +1 stopien i słaby wiatr: cienki leginsy, polar 300, wodoodporna kurtka, wodoszczelne spodnie, buty do nurkowania 6.5mm wysokie. Do tego drugi komplet ubrania w worku (kurtka zimowa, koszulka, grube legginsy, buty, MAJTY! , zapasowa czapka).







niedziela, 19 grudnia 2021

Biała Przemsza od Okradzionowa do Trójkąta Trzech Cesarzy - po wyłaczeniu pomp na kopalni w Bukownie.

 2021.12.19 - pierwsza część

 Parę dni temu stanęły pompy odwaniające w Kopalni w Bukowanie. To spowodowało że rzeki Biała oraz Sztoła, zniknęły prawie zupełnie. A obie te rzeki zasilały Białą Przemszę. Biała wpadała jeszcze przed Okradzionowem, Sztoła w okolicy Ryszki.

 Z ciekawości trzeba było pojechać i zobaczyć jak wygląd Biała Przemsza, tym bardziej że na tej rzece mocno rozbudowano przystanie kajakowe - jest ich sześć albo siedem na odcinku około 30km.

 

 

 Powyżej jazu, przy młynie w Okradzionowie. Tu poziom wody wygląda na niezmieniony, może parę centymetrów mniej. Głębokość i tak zależy od ustawienia zastawek, tyle że strumień jest mniejszy.

 Poniżej jazu jest bardzo płytko, nie da się płynąć. Realnie to trzeba przenieść kajak sprzed tej zastawki, poniżej drugiego mostu (tego za rondem).  Więc ta przenoska wydłużyła się z 10 do jakichś 60-70m.

 

 Jaz na wysokości drugiego młynu (Freya). Poziom wody taki jak był, a spodziewałem się że jazz będzie suchy.

 

 Rzeka poniżej jazu. Pół metra wody mniej. Drugie pół metra zostało. Niski poziom wody odsłonił wszystkie leżące na dnie gałęzie. Tym sposobem zwałki są co 150-200m.


Przystań kajakowa (to smętne nabrzeże po środku zdjęcia. Widać że poziom wody około pół metra niższy.


 

 Próg wodny przy kładce obok zakładów metalowych. Normalnie ten próg był 10-20cm pod wodą. Teraz wystaje ok 10cm nad wodę.

 

 Poniżej Sławkowa. Niski poziom, choć spływalny.



 Poniżej mostu rowerowego za Sławkowem. Widać płycizny i zwałki w oddali.


UPDATE 2021.12.25-26 - druga część

 Tydzień później uzupełnione o dwa kolejne odcinki. W sobotę z Maczek do ujścia a w niedziele ze Sławkowa do Maczek. Dlatego zdjęcia różnią się oświetleniem.

 Pierwszy most kolejowy. Wcześniej było tu bystrze. Teraz kamienie są na wierzchu. Niestety to nie tylko kamienie. Dużo tam leży trylinek, płyt budowlanych i gruzu. Pewnie pozostałości po budowie mostu.

  Dmuchańcem lepiej przybić po lewej stronie zaraz przed przeszkodą i obnieść jakieś 20metrów. Na końcu przenoski jest teraz kawałek piaszczystego brzegu z dobrym zejściem. Polietylenem można spróbować lewą stroną przepłynąć. Obstawiam że to 50:50 - przepłynie lub utknie.


  Pod drugim mostem zrobiło się bystrze z prawej plus piaszczysta wysepka na środku. Ostrożnie do przepłynięcia po lewej. W razie utknięcia od razu wysiąść i spławić jakieś 30-40m.


 W połowie drogi między mostami kolejowymi a ujściem Sztoły. Tutaj rzeka zawsze była wąska. Wprawdzie straciła ok 20-30cm, ale to co zostało pozwala płynąć. Zwałki, zwałki i jeszcze raz  zwałki. Powychodziły na wierzch pnie które leżały całe lata pod taflą wody.


 Przepust rurowy przed ujściem Sztoły - widok pod prąd. Lądować po prawej i obnieść most górą. Na razie rury zagrodzone są pniami drzew.


 Poza tym, w rurach zostało może z 10cm wody. Nie dość że płytko to i wąsko, więc można się burtami zaklinować.

 

 Widok z kładki przy Burkach w górę nurtu. Sporo przeszkód w nurcie. Pod samą kładką da się przepłynąc trzymając się prawej strony.


 Kładka przy Burkach - widok w dół rzeki. Po prawej za mostem widoczne wygodne miejsce do lądowania i zakończenia spływu. Poziom niższy o około 30cm.


 Miejsce do lądowania. Zrobił się tu spory kawałek plaży.

 

 Ostatnia przystań kajakowa przed mostem Warszawa-Wiedeń. Poziom wody normalny. To zasługa spiętrzenia pod mostem.


 A oto i samo spiętrzenie. Różnicy w poziomie wody nie widać. Rzeka ma tu ok 50m szerokości.


 Przystań Maczki. 20cm wody mniej, można spokojnie płynąć. Dopiero dalej trafi się na zwalki.


 Meandry. Mam wrażenie że tu poziom jest bez zmian. Ten pień na prawo od środka prawie zawsze był widoczny.


 Drugie spietrzenie (to większe) płynąć po prawej i po pierwszym spadku skręcać w lewo. Można również spławiać stojąc w wodzie - jest do pół uda maks. Nie polecam spływnia lewą stroną - rozwaliłem tam dno w pontonie. Kamień na środku tak wyszedł z wody że nie da się po nim przepłynąć.

 

Poniżej elektrowni wodnej. Jakieś 20-30cm mniej niż było. To co zostało pozwala płynąć bez problemu. Od tego miejsca zaczyna się odcinek uregulowany. Brzegi wzmocnione płytami. Dno miejscami zamulone ale głębokość co najmniej pół metra jest.


 Przy kładce dla Pieszych na wysokości dzielnicy Bór. Poziom normalny nurt powolny.


 Widok na ujęcie wody przy kolejowych zakładach remontowych. Poziom wody normalny. Tu jest regulowany jazem przy ujęciu.


 Most pod ekspresówką. 20cm wody mniej. Płynąć środek-prawo. Centralnie na środku sporo kamieni.


 Ostatni duży próg przed ujściem. Dmuchańce lepiej obnosić bo spiętrzenie jest zrobione ze ścianki larsena - metalowej i skorodowanej.

 Następne dwa mniejsze progi - podobnie. Tak po prawdzie to uważam że nie ma sensu kończyć przy TCC  Lepiej przed mostem po prawej, zaraz przed ujściem potoku Bobrek.


 Ponieważ aktualnie pracują jeszcze dwie z piętnastu pomp na kopalni w Bukownie, po całkowitym zaprzestaniu pompowania ubędzie jeszcze kilka centymetrów wody. Ale to już będzie różnica kosmetyczna.


czwartek, 16 grudnia 2021

Spływ którego nie bylo - koniec rzeki Sztoły.

 Kopalnia Bolesław potwiedziła na początku 2020, że do końca 2021 przestaną tłoczyć wodę do rzeki Sztoła w Bukownie.

 Dokładna data nie była znana. Początkowo miał to być pierwszy grudnia, potem dziesiąty, potem ostatni. Finalnie wygaszanie pomp rozpoczęto 13 grudnia. Wyłączono 2 z 15. Dzień później wyłaczono kolejne dziesięć.

 Dziś był pierwszy dzień kiedy mogłem wziąć urlop. Liczyłem że spłynę pontonem na resztkach wody. Niestety nic z tego.

 Skończyło się niestety na noszeniu pontonu na plecach. Sztoła nigdy nie była specjalnie głęboka. W głębszych miejscach koło metra, ale na rozlewiskach 20-30cm.

 

 Aktualnie rzeka wygląda tak: na samym początku przy zalewie jest spoko głębokość 60-70cm. Ale to tylko dlatego że tam nurt głębiej wyżłobił koryto. Czerwonymi kreskami zaznaczyłem dokąd sięgała woda jeszcze kilka dni temu.

 Kilkadziesiąt metrów dalej głębokość maleje do 5-10cm. Potem jest różnie. W miejscach gdzie koryto jest węższe, głębokość rośnie nawet do 20cm. Z kolei tam gdzie się rozlewało się szeroko, niknie niemal zupełnie. Przy tych wielkich piaszczystych plażach - można praktycznie przejść z brzegu na brzeg mocząc tylko podeszwy. Podobnie przed wysepką (tam gdzie jest strzałka -->), przez przemiał można normalnie przejść tylko nogi w piachu grzęzną.
Trochę widocznej wody jest nadal pod mostem obok SEIP.

Niski poziom wody odsłonił również śmieci na dnie. Metalowe tabliczki, masę butelek i puszek, worki jutowe po ziemniakach, talerze.

Zaprzestano też tłoczenia wody do zalewu, ujście na jazie jest praktycznie suche. 

Spływ z maja 2019 : http://swobodneplywanie.blogspot.com/2019/05/sztoa-w-bukownie-spyw-spacerowy.html

Z okien pociągu miałem możliwość jeszcze rzucić okiem na Białą Przmeszę (do niej uchodziły i Biała i Sztoła). Już widać że poziom na wysokości Sławkowa jest jakieś 40cm niższy.. Ponieważ coś tam nadal jest tłoczone, to obstawiam że Przemsza jako taka straci jeszcze 10-15cm.
Poziom wody na tej rzece to i tak ratuje spiętrzenie za mostem Sosnowiec-Maczki. Myślę że od Sławkowa do Sosnowca pozostanie spławna, tyle ze bystrza pod mostami trzeba będzie obnosić.

W niedziele jadę obadać jak wygląda sprawa na Białej Przemszy na odcinku Okradzionów-Sławków.

poniedziałek, 29 listopada 2021

Rodzaje zaworów push-push, końcówki do pompowania, manometry.

 Geniusze wymyślili standardy. Idioci je rozmnożyli.

 

Końcówki

 Może to trochę ostre, ale oddaje istotę rzeczy. Zawory push-push powstały gdy okazało się że popularne zawory bostońskie nie są w stanie wytrzymywać wyższych ciśnień. W zaworach bostońskich, rolę zaworu zwrotnego pełni gumowy, miękki grzybek. Taki jak w maskach filtracyjnych. Przy wyższym ciśnieniu wewnątrz komory po prostu się poddaje i przepuszcza powietrze. Jego stosowalność kończy się realnie na ciśnieniu 0.1 bar.

 W zaworach pusch-push grzybek jest z twardego plastiku z gumową uszczelką. Spokojnie daje radę i do 2.0 bar.

 Oczywiście przy tak dużym ciśnieniu podłaczanie przewodów na wcisk nie zdaje egzaminu bo wyskakują. Dlatego push-push ma zaczep wzorowany na szybkozłączce od hydrantu.

 Ponieważ firm które produkują zawory jest kilkanaście (albo i kilkadziesiąt) a wzór zastrzeżony jest jeden, każdy wypuszcza trochę inny typ końcówki.

 Na szczęście, pomimo tego że końcówki są różne, można je w miarę łatwo dopasować. Jeśli chodzi o średnicę, nic robić nie trzeba. Po prostu Zelger i Kolibri wchodzą do Gumotexa ciasno. Natomiast trzeba dopasować uszczelkę. 

 Przy manometrze z Zefira musiałem dodać uszczelkę z 3mm neoprenu żeby dobrze się uszczelniało i w Gumotexie i w Zelgerze.

 Kolibri po prostu dorzuca do manometru cztery uszczelki z różnymi grubościami. Mozna je układać w stos żeby odopasować.

 Przy końcówce Gumotexa trzeba też dodać ze trzy mm uszczelki z neoprenu żeby pasował do Zelgerów.


Manometry

Natomiast jeśli chodzi o manometry to jest jeszcze jedna sprawa. Samo wkręcenie manometru w gniazdo nie wystarczy. Musi być jeszcze coś co nacisnie grzybek zaworu i na chwile go otworzy. Tak żeby manometr mógł pobrać powietrze do pomiaru.


 W manometrze Zefira jest po prostu końcówka manometru i to ona naciska na grzybek. Z kolei w manometrze Kolibri jest śrubka którą można ustawiać wyżej-niżej. To pozwala dobrać moment otwarcia tak żeby zrobić pomiar, a jednocześnie nie spuścić za dużo powietrza.

PROTIP: Przetestuj manometr ZANIM pojedziesz z nim nad wodę. Naprawdę warto. ;) Nie będziesz wtedy jak ja  w pełnym słońcu biegał po wędkarzach próbując pożyczyć mały krzyżakowy śrubokręt.

PROTIP 2 : Końcówke do zaworu Push-push można od manometu odkręcić. Można je też swobodnie zamieniać miejscami. Bo, i to jest mega ciekawostka, wszystkie jakie miałem w ręku miały ten sam gwint M 9 x1 . Nietypowy, właśnie po to żeby nie użyć manometru do czego innego. Nawet modele z Decathlona mają taki sam.

PROTIP 3: Nie kupujcie manometrów przelotowych - tych co mierzą w trakcie pompowania. Po pierwsze nie da się nimi skontrolować ciśnienia bez pompki. Po drugie, nie mają mechanizmu otwarcia grzybka. Po trzecie, ze względu na skoki cisnienia przy pompowaniu, barzo szybko się niszczą.

PROTIP4: Mnometr przelotowy z Decathlona warto kupić... odkręcić przelotkę i zamocować taką końcówke jak na zdjeciu powyżej. Manometr kosztuje 20pln, końcówka 9 . Jeśli dorzycamy to to wiekszych zakupów (żeby przesyłka była darmowa) to mamy manometr za pół ceny. Przy okazji te z Deca mają mniejszy zakres - 0.5 bar, wiec odczyt cisnień typu 0.2-0.3 jest na nich łatwiejszy (większe odstepy miedzy punktami na skali)