piątek, 30 września 2016

Pływanie w morzu.

 Morze, nasze morze..

 Wypadki które się zdarzają nad morzem, najsilniej przemawiają do wyobraźni. Utonięcie na jeziorze jest mało spektakularne, ot ktoś poszedł pływać, za pół godziny go szukają - nie ma. Z kolei ten drugi typ, jest gwałtowniejszy. Człowiek stoi w wodzie po pas, czasem po szyję. Przychodzi fala i nagle osoba znika. Czasem jeszcze gdzieś mignie ręka, ale to wszystko.
 Morze, to takie połączenie ogromnego jeziora i dzikiej rzeki. W pakiecie otrzymujemy : silny wiatr, wysoką falę , nierówne dno, prądy wodne, a w  promocji - gwałtowne zmiany temperatury i pogody. All inclusive.

Na dzień dobry - pogoda. Przybywamy na plażę. Słońce świeci, choć zapowiadano przelotne opady. Nic to, można pływać. I wszystko jest w porządku, póki pływamy 50-100m od brzegu, a na pierwszy objaw załamania pogody - czyli nagły, silny, chłodny wiatr, spadamy na brzeg. Pod względem zmian pogody, morze jest jeszcze gorsze niż mazurskie jeziora. Przeżyłem sytuację, gdzie z pogodnego dnia (30 stopni, wiatr 1-2B), w ciągu mniej niż kwadransa rozpętuje się ulewa, wiatr przyśpiesza do 5-6B, a fala osiąga 1,5m.  Czasem może być gorzej. W końcu skalę Beauforta wymyślono właśnie na morzu. Nie trzeba mieć paranoi na punkcie pogody, ale po prostu trzeba ją rano sprawdzić.

Punkt następy: fala, dno i prądy wsteczne - trzy rzeczy związane razem, jak alkohol z tańcem na ubawie. Przy czym można sobie wybrać dodatkowe opcje. Przypadek najprostszy jest taki że wieje wprost od morza ( wmordęwind), a fala jest prostopadła do brzegu. Przy wietrze 4B mamy patrząc od lądu : falę 50-70cm przez jakieś 20-30m, potem falę przyboju która może być 1,5 raza wyższa, a potem już w głąb morza, mniejsze poniżej pół metra. Fala przyboju ma taką śmieszną cechę. Potrafi wyrzucić prawie na ląd. Jedyny sposób na pokonanie fali przyboju, to przepłynąć pod nią. Płynie się obserwując nadchodzenie fali, i kiedy jest już blisko, nurkuje przed siebie (nie w głąb), trzeba przepłynąć 4-5 metrów i się wynurzyć. Nie przesadzać, bo jak płyniemy pod wodą to zabiera nas ze sobą prąd wsteczny. A ten z kolei potrafi odrzucić daleko od brzegu. Z takim a nie innym układem fali, wiąże się ułożenie dna. Patrząc od strony morza, najpierw jest głębia, potem wypłycenie (to nad nim formuje się fala przyboju), a potem kolejno rowy i rewy.



Zwróć na rysunku uwagę, którędy idzie prąd wsteczny. Dołem. W skrajnych przypadkach potrafi podciąć i pociągnąć w głąb morza. To z tym jest związane większość wypadków nad wodą. Fala przewróciła, prąd wsteczny pociągnął, nierówne dno poturbowało. Jednego człowieka mniej.



Żeby było jeszcze ciekawiej. Najczęściej wiatr i fala idą pod kątem do brzegu. Wtedy dodatkowo, rewy są poprzerywane, albo też są ułożone skośnie.

No i jeszcze jedno. Falochrony i różne budowle w wodzie, też zmieniają układ prądów przy brzegu - przy przeszkodzie zawsze jest głębiej. Do tego fala może po prostu rzucić płynącym na konstrukcję. Nie ma się co łudzić, nie da się w takim przypadku wygrać z falą. Można tylko ustawić się przodem do przeszkody i spróbować zamortyzować uderzenie. A potem odepchnąć się nogami jednocześnie nurkując. Wszystko co w wodzie stoi, najczęściej jest pokryte małżami. Te z kolei, są ostre. Wpadnięcie na przeszkodę w morzu (pal, falochron, boja) to najczęściej ból i pokaleczenia. No i przy pokaleczeniach, słona woda robi swoje.




Na koniec opowieści o prądach, są jeszcze prądy morskie nie związane z przybojem. Co nas może czekać z ich strony? W zasadzie tylko tyle, że temperatura wody może być drastycznie inna w następnych dniach, albo kilometr czy dwa dalej. Bardzo fajnie i naukowo, wytłumaczone jest to na blogu kalcyta.


Jak daleko można wypłynąć w morze? Samodzielnie, z bojką asekuracyjną, nie oddalałem się bardziej niż 500 metrów.  W dwie-trzy , bardzo dobrze pływające osoby, plus bojki SP (pamelki) pływaliśmy na 1,5-1,8km w głąb. Nie ruszyłbym się dalej, bez łodzi asekuracyjnej.
 Z doświadczenia : jeśli pływa się bardzo dobrze, najlepiej odpłynąć od brzegu jakieś 20-40 m za falę przyboju. Z reguły nie jest to dalej niż 60-70m od brzegu. Potem płynąć wzdłuż brzegu, z falą. Pływanie pod falę - hardcore ;-). Z kolei jeżeli pływa się okazjonalnie - nie ma co nawet wybierać się za przybój.

Najważniejsze na koniec : 
1. Wypływasz za przybój - masz przy sobie bojkę asekuracyjną. Nie masz bojki - nie płyniesz.
2. Bojka typu SP albo dmuchana. Samoróbka z kanistra dobra jest na śródlądzie. Na morzu, będzie stawiała gigantyczny opór.
3. Jesteś trzeźwy - płyniesz. Wypiłeś choćby jedno piwo lub drinka - nie płyniesz.
4. Od brzegu odpływamy dołem (pod falą), do brzegu wracamy górę (na fali).
5. Płyniemy wzdłuż brzegu z wiatrem i falą.
6. Nie spacerujemy po falochronach. Chyba że ktoś się chce pozbyć skóry, albo jajec.


Disclaimer. Napisalem to co uważam za najważniejsze. Ale...więcej wiesz - dłużej żyjesz. Polecam do czytania "Prawie wszystko o ratownictwie wodnym". Podręcznik napisany w 1993 roku, nie stracił wiele na aktualności.

niedziela, 11 września 2016

Niebezpieczna roślina.

Cześć.

 Pamiętacie jak pisałem, że pływanie w glonach to żaden problem? Otóż, nie. Jednak są u nas w kraju rośliny groźne dla pływających. Spotkać taką po dwudziestu pięciu latach pływania - bezcenne.
 Oto ona.


 Na łodydze ma małe kolce. Małe ale ostre. Nawet nie trzeba za nią łapać, czy nadeptywać, wystarczy że otrze się o skórę i od razu ją rozcina.

 Rzadki to przypadek, poza tym, jeśli poczujecie ukłucie - nie panikujcie. To żaden szczupak. To po prostu roślina. No chyba że pech jest ogromny, i trafiliśmy na haczyk.




UWAGA : Ta roślina jest chroniona prawnie. Pomimo tego że gryzie, nie wolno jej niszczyć.