sobota, 5 grudnia 2020

Jesienne Bukowno i okolice.

  Prognoza pogody na weekend nader łaskawa - 10 stopni na plusie i słońce z zachmurzeniami. Szkoda nie wykorzystać, wiec stwierdziłem że pojadę w końcu zobaczyć Diablą Górę, skrytą w lesie część Bukowna i zalew w Jaworznie. Zeby nie pedałować przez tereny które już zjeździłem, w jedną stronę postanowiłem pojechać pociągiem.

 Rano oczywiście zaspałem, wiec żeby zdążyć śniadanie i termos z herbatą wrzuciłem do sakwy i pognałem na Sosnowiec Południowy. Zdążyłem. 9.30 byłem na miejscu. Pierwsza trasa do piekarni przy skrzyżowaniu. Ile razy jestem w Bukownie, zawsze tam zachodzę. Jak się podjedzie rano, to jest szansa na ciepłe pączki.

 Potem standardową trasą obok skarpy i Schneidera.

 


  Stały element gry, jedna ze skarp na zakolu Sztoły. Latem jest tam tak ładnie że lokalne telewizje nadają stamtąd migawki albo pogodę. 

 Następnie "autostradą do nieba" na punkt widokowy. To ogromne obniżenie terenu to była kopalnia piasku. Po zakończeniu eksploatacji nasadzili tam las. Dziesięć lat temu, drzew rosły z rzadka, praktycznie tylko na stoku.

Kolejny obowiązkowy punkt wycieczki - zbiornik wody gaśniczej. Czysta woda, względnie płytko. Lodowato bez względu na porę roku. Dwa morsy wyrabiały normę moczenia. Zbiornik z roku na rok coraz bardziej zarasta, jest już mniej więcej połowę mniejszy niż był.

W ogóle, to straszna moda na morsowanie w tym roku. Jak zię zebrałem znad zbiornika to kolejna ekipa właśnie jechała na moczenie.

 Odpływ ze zbiornika, prawie całkiem już zatkany. Jeszcze chwila i woda się będzie przelewać górą. Co będzie miało zaletę bo zbiornik zyska z 40cm na głębokości i trochę się powiększy.

 Ujęcie na piaskownie z dalszej części trasy.


 I kolejna była kopalnia piasku, tym razem po drugiej stronie drogi.

Potem pojechałem na Diablą Górę zobaczyć jaskinie. Niestety, w latach 60 wejście zostało celowo zawalone i można co najwyżej zajrzeć do środka. Przy jaskini zjadłem śniadnie i przekonałem się że rano w pośpiechu nie wrzuciłem tytki do termosu, więc mam ekskluzywną ciepłą wodę do picia.

Dodatkowo, przez przypadek skasowałem wszystkie zdjecia z góry i jaskinie :(

Potem opłotkami pod elektrownie Siersza i tamtejszy zalew.


 Zalew niewielki, płytki, niedostępny ośrodek po jednej stronie. Woda ma intensywny turkusowy kolor, pewnie od minerałów bo na glony to za późno.

 Rzut oka na elektrownie. Chłodnie kominowe powyłączane, chyba tylko jedna pracowała. To rumowisko to miejsce gdzie stała jeszcze jedna taka konstrukcja ale już ją wyburzono.

 I tyle. Zostało popedałować 30km do domu.