niedziela, 30 października 2016

Jak to robią w Anglii.

  W Anglii jest zupełnie inaczej niż u nas. Przede wszystkim, wiele jezior i rzek to prywatna własność, coś co w Polsce niemal nie występuje. Przed wejściem do wody, trzeba się upewnić że nie wchodzimy komuś w szkodę.
  Do tego dochodzi, bardzo niejasna zasada, że do pływania służą miejsca tradycyjnie do tego wykorzystywane. Co oznacza tradycyjne - nikt nie definiuje.
  I coś co jest zupełnym wariactwem dla mnie - pływać wolno na rzekach i jeziorach na których wyznaczono tory wodne. Podpytałem trochę, i wychodzi że droga wodna, jest traktowana jak droga lądowa. Czyli każdy obywatel może na niej przebywać. Niby OK, ale przecież nikt pieszo po autostradzie nie chodzi.
 Co kraj jak się to mówi, to obyczaj.

  Dzikie pływanie, jest w Anglii bardzo popularne. Poniżej, screen z Wild Swim Map :


Liczby w kwadratach, to ilości miejsc do pływania w danej okolicy. Dla porównania, na WSM są zarejestrowane trzy miejsca w Polsce.
 Z ciekawości, szukałem jeszcze czy w Anglii mają karty pływackie, ale było to dla nich pojęcie całkowicie obce.


niedziela, 16 października 2016

Jak to robią w Ameryce.


 W naszym pięknym kraju nad Wisłą, jest masa przepisów, które regulują rzeczy najprostsze. Te dotyczące pływania są stosunkowo mało skomplikowane, ale zawsze się znajdzie ktoś z mentalnością psa ogrodnika, i będzie się starał swobodę taplania ukrócić. Oczywiście powołując się na dobro wyższe, jakim jest życie Obywatela. Ot choćby przykład Gminy Markowa - profilaktycznie zakazano wszędzie, tym samym obchodząc Ustawę, która miała na celu, to swobodne pływanie umożliwić. Smaczku dodaje fakt, że włodarze w swej uchwale, właśnie się na ową ustawę powołują.

 A jak jest w krajach, gdzie obywatel ma prawdziwe prawa? Weźmy na ten sam przykład takie USA...

W tej Ameryce to wogóle wszystko mają fajne i proste. Przykład poniżej. Miejscowość Eden Praire, park miejsko-zamiejski. Kilka jeziorek, wielkości od kilkuset metrów do kilometra.
 Największe wygląda tak :



 Na jednym z nich - zorganizowane kąpielisko niestrzeżone. Paradoks taki. Nawieziony piasek, ustawiony plac zabaw dla dzieci, wytyczone strefy głębokości na wodzie, gastronomia, przebieralnie, natryski i ani jednego ratownika. No i jeszcze źródełko, z przyciskiem (darmowe), bo tam się już odchodzi od butelek z mineralną.

  Mają nawet regulamin :-)



Cóż wiec mamy w regulaminie :

Tablica pierwsza :
- Dzieci muszą być pod opieką odpowiedzialnych osób.
- Słabi pływacy muszą mieć asystę odpowiedzialnej osoby
- Dzieci nie panujące nad jelitami, mają mieć gumowe majty.
- Nie wolno skakać do wody, ani wrzucać do niej innych.
- Zabawki (kółka, rękawki i takie tam), wyłącznie w strefie do 90cm głębokości.
- Zakaz wprowadzania psów i wnoszenia szklanych pojemników.

Tablica druga
NIE MA RATOWNIKÓW NA OBIEKCIE.

Tablica trzecia 
PŁYWASZ NA WŁASNE RYZYKO

Tablica trzecia :
Telefony alarmowe, i plan kąpieliska.

Dacie wiarę że ludziom taki regulamin starcza? A jeśli ktoś się utopi - no cóż "chcącemu nie dzieje się krzywda" - jak mówi jedna z podstawowych zasad Prawa.

Oczywiście na jeziorze można pływać motorówkami i żaglówkami. Przy slipie jest osobny regulamin.

Tablica pierwsza :
Przez zwodowaniem łodzi masz ją umyć, a woda nie może trafić do jeziora. (Chodzi o to żeby nie przenosić roślin i zwierząt między jeziorami.)

Tablica druga
 Lokalna roślina, której nie należy stąd zabierać.

 Tablica trzecia
 Lokalne ryby

 Tablica  trzecia
 Godziny otwarcia, maksymalna dopuszczalna prędkość.

Tablica piata ;
Psy tylko na smyczy.

I tylko tyle. Teraz warto zobaczyć jak wygląda regulamin na polskich kąpieliskach albo w marinach.. Nierzadko, są to ogromne tablice zapełnione małym drukiem.

 Do wody oczywiście wlazłem. No bo jak to być w Ameryce i nie popływać. Woda zimna i czysta. Pies z kulawą nogą nie zapytał czy wiem co robię, nikt z wody wychodzić nie kazał, po Policję nikt nie dzwonił..
 Za to jak wychodziłem z parku, to przypadkowy kierowca pytał gdzie podrzucić. Bo skoro idę to pewnie mi się auto zepsuło. Gwoli wyjaśnienia z parku do hotelu miałem około kilometra.
  Wracając do naszego grajdołka - u nas nie ma prawnej możliwości zorganizowania takiego kąpieliska jak tam. Dlaczego? Bo kąpielisko w Polsce z założenia jest strzeżone. Można po prostu zostawić teren samopas - kto będzie chciał - przyjdzie i będzie pływał. No ale jak wtedy Władza, zademonstruje TROSKĘ o Obywatela?


sobota, 1 października 2016

Bojka dmuchana - pierwszy sezon.

 Na początku roku kupiłem bojkę Zone 3. Jest to dmuchana trójkomorowa bojka asekuracyjna, ze schowkiem. Czyli wodoszczelny worek z dodatkowymi komorami pływalnościowymi. Dzięki temu, przebicie pojedynczej komory, lub otwarcie schowka w trakcie pływania, nie powoduje utraty wyporności.
Na chwilę zakupu (marzec), była to najdroższa bojka (190zł), dostępna na polskim rynku.

Szczegóły.

 Bojka jest solidnie wykonana. Materiał wygląda jak ten używany na lepszej klasy pontony - żadna cerata z marketu. Materiał jest kilkuwarstwowy- widać zbrojnie nylonem. Kolor -  żywy soczysty pomarańcz. Widać z daleka. Dwa zawory bostońskie - pontonowe. Wygodnie dmuchać, wygodnie spuścić do zera. Do przechowywania w szafie można je całkiem wykręcić - nie zgubią się. Uchwyt na górze i na dole solidny, gruby, sztywny, dobrze zgrzany z bojką. W części rolowanej, wsadzone dwa usztywnienia, które powodują że całość się lepiej uszczelnia.
 Smycz & pasek - uproszczone do maksimum, trzeba przewlekać przez oba ucha od zapięcia. To zabezpiecza przed przypadkowym otwarciem worka, ale znacznie wydłuża czas zapinania. Sama smycz ma jakieś 80cm i jest za krótka. Dodałem 2,5 metra nietonącej liny i dwa karabińczyki. Pasuje idealnie, zapinać i otwierać można znacznie szybciej. Trzymałem się zasady - wszystko razy dwa. Dlatego dwa karabińczyki i po dwie opaski na każdym zakończeniu. Lina wytrzymuje +/-300kg więc wystarczy jedna.





Testy.
 Sprawdzałem bojkę z różnym obciążeniem od 0,5 do 2kg. Wniosek : 1-1,2 kg to maksimum co warto wkładać do środka. Większa masa, powoduje że bojka stawia wyczuwalny opór. Pływak ma sporą pojemność. Udało wepchnąć się do niej buty do biegania, spodenki, koszulkę i zwinięty polar. Ze względu na ciężar, lepiej jednak unikać pokusy pakowania jej do maksimum.
 Najlepsza konfiguracja jeśli chodzi o rzeczy w środku : butelka z wodą 0,7 litra, klapki (nie buty), skarpety, slipy, koszulka, spodenki, dokumenty, klucze, telefon, krem nivea. Klucze zostawić w kieszeni ubrania, bo mogą uszkodzić bojkę od środka.  Przez ograniczanie masy, cały sezon przechodziłem w klapkach połączonych ze skarpetkami ;-) , wyznaczając dzięki temu nowe standardy mody.  Na niektóre spływy, do górnego uchwytu zaczepiałem pokrowiec z aparatem   bardzo wygodne rozwiązanie. Aparat musi być lekki, bo inaczej bojka będzie się przewracać. Testowałem z Nikonem S33 i było w porządku. 

 Warto napompować bojkę na przemian, raz jedna, raz druga komora. Wtedy przy przebiciu nie traci się całego wyporu. Komory mają taką konstrukcję że można je pompować dowolnie. Na przykład jedną całą, drugą wcale. Nawet jeżeli dwie komory stracą szczelność (bagażnik i jedna powietrzna), to co zostanie, utrzyma płynącego na wodzie.
 Trzy ważne rzeczy :
  • Przed zamknięciem komory transportowej, trzeba wycisnąć z niej powietrze, wtedy więcej można wpompować do komór wypornościowych.
  • Instrukcja mówi wyraźnie, zawinąć cztery razy, i tyle należy zawijać.
  • Da się otworzyć bojkę płynąc, i coś z nie wyjąć. Tyle że jest to bardzo niewygodne i ryzykuje się zgubienie czegoś co ze środka może wylecieć.
 Z racji tego że bojkę ciężko otwierać na wodzie, opcja picia w trakcie treningu jest słaba. Poratowałem się butelką dla biegaczy. Ma ona na tyle duży otwór na palce, że można przez nią przeciągnąć klamry zamykające bojkę. Butelka jest zamocowana z przodu i stosunkowo nisko, przez co całość jest stabilna.

Suszenie.
  Bojkę wieszam wlotem w dół, przy pomocy linki do holowania. W otwór, w poprzek wsadzam liniję 20cm  tak żeby bojka była otwarta i środek też wysychał. W ciepły dzień potrzeba na to 10-15 minut, materiał nie nasiąka.


Trwałość.
  W tym sezonie, bojka była na wodzie jakieś 70 razy i pokonała dystans ok 200km. Pierwszy problem pojawił się po 37 treningu i prawdopodobnie wynikał z tego, że nie chciało mi się zawijać bojki na cztery razy. Na zgrzewie, od środka pojawiły się mikroskopijne otwory i powietrze powoli schodziło w trakcie pływania.


  Opcje były dwie : reklamować co oznaczałoby pozbycie się sprzętu w środku sezonu na tydzień lub dwa, albo naprawić. Wybrałem opcję naprawy. Klej do PCV , mała strzykawka bez igły, nastrzyknięcie trochę kleju w pojawiające się otworki, i przesmarowanie zgrzewu, tak by utworzyła się na nim cienka warstwa kleju. Pomogło - i do końca sezonu, czyli do wczoraj, bojka służy bezawaryjnie.

Podsumowanie.

 Całość oceniam 4/5. Zalety to przede wszystkim lekkość, pakowność, praktyczność.  Natomiast miejsca zgrzewu powinny zostać przeprojektowane, żeby uniknąć powstawania przebić. Smycz też powinna być poprawiona.
  Jeżeli projekt będzie rozwijany to komora ładunkowa powinna być podwójna. Na rzeczy suche, które będą potrzebne dopiero na brzegu i mokre, potrzebne przy pływaniu (bidon, batony)
 Gdybym miał wybierać - kupiłbym jeszcze raz.