poniedziałek, 11 czerwca 2018

Peronin - koktajl protonowo-energetyczny.


 Do tej pory hołdowałem zasadzie normalnego jedzenia w trakcie wysiłku. Preferowałem, niemalże idealną kaszkę owsianą, która kosztuje pojedyncze monety, a zawiera w sobie wszystko co przy wysiłku potrzebne. Owsianka była uzupełniona batonikami. Najczęściej z owsianki, bakalii i miodu. Czasem przy dłuższym wysiłku, dorzucałem do menu kabanosy. Kabanos to też skondensowana moc, a przy tym jak smakuje :)

 Zarówno długie pływanie na wodzie otwartej (w końcu o tym jest blog), wielogodzinne maratony pływackie, jak i spływy kajakowe opierałem na świętej trójcy: owsianka, bakalie, kabanosy. Jednak nadszedł czas gdy wąż w kieszeni pilnujący portfela trochę osłabł, ciekawość zaczęła brać górę, no i doszedł jeszcze jeden ciekawy czynnik.

 Czytaliście kiedyś opisy wypraw w niedostępne rejony albo w kosmos? Co się bardzo rzuca w oczy, bohaterowie nie wydalają. Serio. O ile opisy posiłków są dość rozbudowane, precyzyjnie określa się ich smak i wysoką jakość, o tyle potem ulega to w organizmach śmiałków cudownej anihilacji i nie trzeba chodzić do toalety*.
 To jest właśnie cecha koktajlu Peronin. Niewiele jest do wydalania...

 No to teraz po kolei.
 Napój jest dostępny w opakowaniach 100gram, (worek), oraz 700 gram (puszka). Mniejsza porcja jest jednorazowa. Wlać trochę wody, rozpaćkać na maź, uzupełnić do pełnej objętości. Ten proces jest o tyle istotny, że jak się wleje całość wody od razu to ciężko rozetrzeć gródki.
  Żeby ocenić jakiego kopa daje ta substancja, przeprowadziłem test. Zjadłem liche śniadanie przed siódmą, i pojechałem nad wodę. Od dziewiątej do jedenastej wiosłowałem, aż w końcu poczułem pierwszą ścianę. Moment takiego nagle przychodzącego osłabienia w rękach. To sygnał, że organizm zużył to co miał dostępne na bieżąco**.

                                  
Przygotowanie posiłku zajęło kilka minut. Zrobiłem go trochę za gęsty, był przez to bardziej budyniowy niż kakaowy. Oczywiście wodę brałem z jeziora. Zjadłem i...
I na początku nic. Producent deklaruje wchłanianie w sześć minut! Realnie upłynęło prawie dwadzieścia, zanim się pojawił efekt. Do rąk wróciła siła, zniknęły mimowolne przykurcze tricepsów.
Pojawiło się uczucie sytości, ale bez ociężałości. Tak jakby organizm rozmyślił się z jedzenia. Wróciłem do wiosłowania. Nie było jakieś euforii, ale była siła. Siła na prawie cztery godziny machania wiosłem. Wprawdzie już pod koniec trzeciej godziny, żołądek trochę burczał, ale nie pojawiał się głód jako taki. Nie wiem, czy organizm faktycznie dostał co powinien, czy został jakoś oszukany, ale to działa.
 Kalorycznie, jest to odpowiednik tabliczki czekolady, więc całkiem sporo. Ale po zjedzeniu tabliczki słodkiego, można iść spać od wyrzutu insuliny, a tutaj senność się nie pojawiła.
 Pływanie skończyłem o piętnastej i miałem jeszcze dość sił na powrót do domu. Głód zacząłem odczuwać dopiero koło siedemnastej, więc prawie po ośmiu godzinach.

EDIT: Kupiłem jeszcze dwie paczki, tym razem z innych powodów. Jeden waniliowy, jeden z kakao. Ten pierwszy, smakuje jak.... jak waniliowy budyń zanim się go ugotuje. Czyli idea jest ta sama, co w przypadku drugiego, tylko dodatek smakowy inny. Smak oczywiście rzecz gustu, ale polecam jednak  kakaowy. Ma on bardziej wyrazisty smak. Waniliowego ciężko wypić całego na raz, trochę przymula.
  Jest jeszcze pomarańczowy, ale tego nie mam ochoty próbować.

 Sumarycznie:
Na plus:
- Uważam że działa i może z powodzeniem zastąpić jeden z posiłków w ciągu dnia.
- Smak jest przyzwoity, ale na trzy posiłki dziennie nie dałbym rady tego spożywać
- Nie zamula, nie powoduje ospałości ani ociężałości.
- Opakowanie jest w miarę ok - solidne, i bez nadmiaru powietrza wewnątrz.
- Z chodzeniem do WC faktycznie prawda. Nie ma potrzeby :)

Na minus:
- W opakowaniu ciężko to rozpuścić, grudki kryją się w zakamarkach
- Przydałaby się miarka w środku opakowania, dokąd nalewać wody
- Tylko dwa smaki. Kakao i pomarańcza. Przydałoby się więcej.

Cena.
 Regularna to 21zł/porcja, ale w tuttu.pl*** dostałem rabat i wyszło po 19pln. Jak na regularne posiłki na spływie - drogo, a nawet bardzo drogo. W tej cenie można przejeść cały dzień. Ale, warto mieć ze sobą ze dwie paczki, na jakieś sytuacje awaryjne albo na czyste lenistwo. Dobry jako drugi posiłek w ciągu dnia.


------------------------

* W praktyce wygląda to dramatycznie. Toaleta to foliowy worek ze zintegrowaną rękawiczką, oraz środkiem chemicznym który ma zneutralizować odchody i chusteczką nawilżaną. Worek trzeba przykleić do tyłka, zrobić swoje, wsadzić łapę w rękawiczkę i wyczyścić tyłek. Odkleić od żopy, zamknąć opakowanie i wyrzucić w kosmos. A teraz ,wyobraź to sobie że robisz to w pomieszczeniu wielkości dużej szafy w której poza tobą są dwie osoby. Tak to mniej więcej wyglądało w Apollo 11.

** Tak sobie to interpretuje na podstawie doświadczenia. Lekarzem nie jestem.

*** Tuttu nie jest moim sponsorem. A mogliby, bo kupuję u nich sprzęt turystyczny od ponad dwudziestu lat.