niedziela, 21 lutego 2021

Lokomotywa w Łazach.

 Krótka wycieczka. Pociągiem do Łaz i powrót rowerem przez mniejsze wsie, tak żeby objechać jak najwięcej stawów w okolicy. 

 Największe zaskoczenie to lokomotywa w Łazach.

Jest wielka. Razem z tenderem ma ze 30 metrów. Koła lekko licząc 100cm średnicy. Najfajniejsze w oglądaniu lokomotywy z bliska jest to że można poznać analogową technikę sterowania.

 Zasada działania lokomotywy jest prosta. Palenisko, wymiennik, para, przegrzewacz, skrzynka rodzielcza i tłok dwustronnego działania. Ale jak się przyjrzeć to widać że lokomotywa ma zmienne fazy rozrządu. Obrót koła za pomocą dźwigni steruje ruchem suwaka w skrzynce parowej. Ale maszynista odpowiednią wajchą może regulować jak dużo pary i w jakiej sekwencji. Może podać na upartego przeciwparę i wtedy lokomotywa jest jednym wielkim hamulcem.

 Do tego maszyna ma milion smarownic. Kalamitek jeszcze wtedy nie było. Więc tu praktycznie każdy ślizgowy element ma swoją smarownicę albo olejarkę. 

 Do tego dochodzą jeszcze układy regulacyjne. To że można zmieniać fazy w ruchu to jedno. Ale kalibracja GMP i DMP jest do zrobienia za pomocą klucza 20.  Można tuningować maszynę na postoju żeby lepiej na obroty wchodziła.

 No i zawleczki. Każda nawet najmniejsza śrubka na regulatorach ma swoją zawleczkę albo kontrnakrętkę.

 

 Do środka można wejść i podotykać. Wajchy dają się przekładać, ale zawory już zakleszczone. Tylko na filmach uruchomienie lokomotywy jest łatwe. W praktyce to cała sekwencja  a dźwignie nie mają wskaźników położenia. Czyli reguluje się coś i patrzy na zachowanie manometrów na górze. 

 W praktyce jazda tym pojazdem to była ciągła walka z żywiołem. 5 ton węgla na 100km czyli ok 2 godzin jazdy. Piętnaście zaworów i sześć manometrów do ciągłej obserwacji i regulacji. Drążki hamulca, wajcha zmiany faz, jakieś dodatkowe wajchy od upustu pary, regulator ciągu kominowego.  5 ton węgla do przerzucenia ręcznie w ciągu dwóch godzin w dwie osoby jednocześnie pilnując szlaku i oprzyrządowania. Nie wiem ile wynosiła zmiana robocza, ale na pewno za długo. 

 Znany z filmów widok, gdzie maszynista wygodnie wygląający przez okienko, gwiżdże dając sygnał do odjazdu i w uśmiechem rusza, to jakaś ponury dowcip.

 Przy okazji jak lokomotywa jedzie, to robi z komina buch-buch-buch. Niby spoko bo to po prostu para schodząca z tłoków, ale czemu kominem skoro tłoki są na dole? Ano dlatego że rozprężona para schodząca z tłoczysk jest kierowana od dołu do komina (klasyczna zwężka Venturiego)  żeby podnieść w nim ciąg. Czyli - lokomotywa ma swoiste turbo zamontowane.




niedziela, 7 lutego 2021

Stawy w Laskach

 Jedna z tych rzeczy o których wiadomo że są, a jakoś zawsze brakuje czasu żeby je zobaczyć. Stawy w Laskach. Ciąg zbiorników na północny wschód od Sławkowa. 

Dojazd autobusem do Błędowa. Przystanek Błędów-Szkoła. Potem klucząc (niepotrzebnie szliśmy obok EuroCampingu) dotarliśmy do mostu na Białej Przemszy.


 Widok na Przemszę. Jest zwodniczo zachęcająca. Szeroka na 6-8m i głęboka na pół. Ale już kilkadziesiąt metrów dalej rzeka się zwęża i kręci między tatarakami. Ale na upartego można zacząć stąd spływ ;)

 W tym samym miejscu ale ujęcie pod prąd (kierunek wschód)


Po pół godzinie marszu minęliśmy w lesie takie coś. Serio chodzenie po okolicy to jak stąpanie po stanowisku archeo. Srodek lasu, nic wokół i odwietrznik. Leciało stamtąd powietrze na tyle szybko że słychać było gwizd.


 I piętnaście minut później już nad stawami. Oczywiście zamarznięte. Rzeczka wpływa w nie od wschodu. Stawy są tarasowe - każdy następny jest pół - metr niżej od poprzedniego. I miedzy nimi są porobione przepusty z zastawkę któr określa wysokość lustra wody.


 Nie wszystkie były całkiem zamarznięte. Woda stosunkowo czysta. Głębokość niewielka. Obstawiam że w najgłębszym miejscu żaden nie ma więcej niż dwa metry.

 Wokół stawów są stanowiska wędkarskie a przy ostatnim po zachodniej stronie stanica. Są wiaty dla rowerzystów. CZYSTO. Zadnego śmiecia nie widzieliśmy.

 I tyle. Trzeba wrócić tam latem, powinno być ładnie.



piątek, 5 lutego 2021

Wózek na kajak

 Kilka razy przenoszenie całości sprzętu dało mi solidnie w kość. Kajak plus sprzęt biwakowy to jakieś 30kg. Najgorsza była chyba trasa w Płocku. Najpierw pół dnia wiosłowania, a potem trzy albo cztery kilometry przenoszenia w pełnym słońcu. I to pod górę.

 Wózek na kajak ratuje życie. Na samym początku kupiłem wózek z BagProjekt. Nietety nie dobrałem rozmiaru. Chciałem żeby zajmował mało miejsca więc wziąłem model do 50kg. Nie nośność była problemem tylko wymiary - spakowany kajak ocierał się o koła. No i wstyd przyznać, ale kilka razy zapomniałem odstawić go do garażu  i skorodował. Teraz służy do prac ogrodowych.

 Są fajne wózki Eckla, ale wąż w kieszeni powstrzymuje mnie przed wyłożeniem 500-600pln za któryś z nich. Eh mają tam nawet taki dedykowany do kajaków pneumatycznych ale z 1000pln..

 Na szczęście udało się znaleźć wyprzedaż w Decathlonie - złapałem ostatnią sztukę aluminiowego wózka przecenioną z 350 na 249. Do tego zużyłem wszystkie bony promocyjne które dostałem za różne zakupy i w sumie zapłaciłem za wózek 80pln.

 Wózek jest aluminiowy na dużych pompowanych kółkach. Można go sprytnie zdemontować - ośkę da się wyjąć, kółka odczepić.

 Przymierzyłem spakowanego Sparka. Na wysokość pasuje idealnie, na podeście zostaje sporo miejsca, można go przez to odsunąć od kółek.

 Z kolei Solar zajmuje tyle miejsca co nic. Można by ze dwa zmieścic ;) Nie wiem jeszcze czy na Solarowe spływy będę wózka brał, ale jeśli tak to czuje że worki też będą jeździć na nim a nie na moim grzbiecie ;)

BTW: to zielone po lewej to ponton. No mam bajzel w piwnicy, ale to dlatego że od nowa przyklejam mocowania ławeczek w pontonie. A ze miejsca brak to mogę robić jedną dziennie .