środa, 2 czerwca 2021

Ocieplenie fundametów.

 Kolejny odcinek epopei budowlanej ;) - ocieplania fundamentu żeby nie ciągło po nogach

Zdjecia som krzywe nie dlatego że dom jest krzywy, tyko dlatego że robione action camem a on ma krótką ogniskową i rybie oko.

Sroda. 2 czerwca.

 3,2,1 start. Na dzień dobry korzeń po winogronie. Pomimo tego że roślina wycięta w zeszłym roku to korzeń nadal zdrowy i próbuje odbijać.


 Korzeń out. Podkopałem się pod cembrowinę wokół okienka. Odpadła ale się nie połamała. Jakiś kretyn użył czystego cementu zamiast taniej zaprawy. Więc godzina młotkowania ekstra. Rozbicie było konieczne bo nie wyciągne na raz trzydziestu cegieł z wykopu.

 Przy okazji. Czy taka wymurówka wokół okna to faktycznie cembrowina, czy też ma jakąś swoją nazwę? Cembrowina to na pewno obudowa studni.


 Po całym dniu kopania, rowek wzdłoż ściany na jakieś 60cm w grunt. Na jutro zostało jeszcze pół metra, ale to już piach idzie.


 Pogodynka mówi o czterech dniach bez deszczu, ale ja jej nie wierzę.


 Na wierzch żółta paroizolacja która została z zeszłego roku i nieśmiertelny zszywacz.
 
 
Czwartek 3 Czerwca
 
Wykopane na docelową głębokość. Z tyłu domu 110cm poniżej gruntu, z przodu 125. Ziemia wokół domu nie jest równa, stąd różnica. Wykop dobrano tak żeby weszło 150cm wysokości styropianu licząc od szczytu cokołu.
 Pouzupełniałem ubytki w zaprawie między cegłami.
 Położyłem pierwszą warstwę dysperbitu przeciw przemakaniu ściany.

Postęp technologiczny jest super. Nowy dysperbit prawie nie pachnie, nie brudzi po wyschnięciu, nie ścieka i nie trzeba go grzać przed nakładaniem. W porównaniu z lepikiem bajka.

Przy okazji. Ten dom nie ma typowej stopy fundamentowej. Brakuje wylewki. Najniższy rząd cegieł jest nieco szerszy i to wszystko. Cóż dom drewniany waży 10-12ton. Murowaniec 60-100. Stąd różnica w fundamentach.

Piątek 4 czerwca (zdjęcie zrobione w sobotę rano)
 
W piątek udało się przykleić trochę ponad połowę. Ponownie się przekonałem że tanie mięso psi jedzą. Kupiłem pistolet do piany za 22pln w obi i zepsuł się w połowie roboty. Przez to zużycie piany wzrosło i 60% fundamentu zużyło dwie puszki piany. A planowałem jedną na całość.
W sobotę kupiłem lepszy dozownik - cały metalowy za 74pln i robota szła jak marzenie. Nawet jednego pojemnika nie zużyłem. 
Na wieczór trzeba było pozabezpieczać, w nocy i na ranem padało. Wykop musi być zadaszony bo jak lunie to ziemia lubi się obsunąć a to dokłada roboty.
 
 Sobota 5 czerwiec. 



Z samego rana przedłużyłem wykop poza obrys budynku - musiałem mieć gdzie podziać swoje cielsko po przyklejeniu ostatniego segmentu. Potem dwie wizyty w obi - najpierw po piany a potem po nowy pistolet.
 Klejenie, przycinanie i gotowe. Cały rządek przyklejony. Po południu niewolnik pomocnik zasypał częściowo rów piachem.
 Na jutro zostało wycięcie okna i przyklejenie siatki. Siatki na razie nie będę malował, jak skończę dookoła to przykleje płytki cegłodpoobne.

Niedziela 6 czerwiec

 Rano  wycinanie okienka do piwnicy i robienie ocieplenia wokół niego. Miałem na szczęście w piwnicy pół arkusza XPS 30mm to akurat podeszło na takie obróbki. Potem zakładanie siatki z włókna szklanego

 Szpachlowanie klejem do siatki. Mam dwie szpachle. Małą i dużą. Jedna jest do szpachlowania a druga do szpachlowania. Eh tam znowu coś popierdzieliłem w tłumaczeniu.

Poniedziałek 7 czerwca.

  Use bigger szpachelka Luk, szybciej robota zrobiona będzie.  Przy okazji przyjechał inspektor obejrzał robotę, powiedział "ładnie, ładnie" i pojechał składać rowery ze złomu.

Wtorek 8 czerwca

 Cała ściana wyszpachlowana. Wycięta i zagięta siatka przy oknie. Też przyklejona, dociśnięta deską i cegłą aż stężeje. W zasadzie siły pracownicze mogłyby dziś zasypywać wykop dalej, ale zwąchały pismo nosem i gdzieś uciekły. Idę popływac.


Zużyte materiały
  • 4.5 paczki styropianu 12cm frezowanego. 23 arkusze 1x1.5m. Typ EPS 150
  • 1 arkusz styropianiu 3cm frezowanego XPS
  • 2.5 puszki piany (ale jeśli ktoś ma od poczatku ma dobre narzędzia to potrzeba 1.5
  • 10kg dysperbitu



 
 
 

sobota, 29 maja 2021

Pływanie po przeróbkach.

 Pogoda nie rozpieszcza. Rano deszcz, potem słońce, i znowu pada. Spark do torby i autobus na Pogorię bo blisko. Napompowany, siedzenie na środek, skeg założony. 

I bajka. 

Serio, tego mu do szczęścia brakowało ;)

  • Siedzenie na środku powoduje że dziób się nie unosi więc wiatr nie czyni zamętu.
  • Możliwość zamocowania podnóżka to wielka ulga dla mięśni. Uda nie bolą od ciągłego przykurczania.
  • Skeg go pięknie stabilizuje. Po zaprzestaniu wiosłowania nie odpada tylko sunie jeszcze kawałek prosto siłą rozpędu. Odczuwalnie mniejszy jest też wysiłek związany z utrzymaniem kierunku.
  • Dłuższe wiosło też robi znakomitą robotę - przechodzi nad mocowaniem. Jeszcze jest luzu z pięć centymetrów. Ani raz o nie niego zahaczyło. Czyli do tego kajaka wiosło 240cm jest optymalne.
  • Większość czasu pływałem bez pasów udowych. Najważniejszy jednak jest podnóżek. Bez niego bieda.

Popływałem 2.5h. Pogoda zmienna. Od słonecznej flauty do silnego wiatru z deszczem. 

Ogólnie rzecz biorąc jestem mega zadowolony.

Jedyny minus dzisiejszego pływania - zgubiłem aparat więc zdjęć nie będzie. Jeździł w kieszeni za siedziskiem i jak  wyciągałem kajak z wody, to musiał się wysunąć i utopić.

Jakby ktoś znalazł białego Coolpixa s33, to byłbym wdzięczny  za zwrócenie. Są w nim zdjęcia ze spływów od 2019.

 Przy okazji. MEP, adres który podałeś w formularzu nie działa. 

wtorek, 25 maja 2021

Przerobienie Sparka na wersję jednomiejscową.

  Człowiek to ma w naturze kombinowanie...

 W Sparku można pływać w jedną-dwie-trzy osoby. Optymalnie to jest we dwie. Da się wprawdzie ustawić fotel na środku, ale nie ma wtedy na czym nóg oprzeć bo podnóżek jest tylko dla tylnego siedziska, ani jak tych nóg zamocować bo zaczepów na pasy tyż brak. :(


 To zdjęcie pożyczyłem ze strony producenta ;) żeby mieć jak wyliczyć gdzie jest środek kajaka.


  Również u producenta zamówiłem dodatkowy uchwyt na podnóżki i dwa miękkie d-ringi. Wysyłka via Ukrpost. Opłatę najlepiej przez paysend (karta to karta) jest w tedy taniej, lub normalnie przez bank (konto to konto) drożej. W sensie - dodatkowe opłaty są większe.

 Podkładki trzeba zmatowić i odtłuścić, tak samo jak powierzchnię pod klejenie na kajaku. Zaczepy które są od wewnętrznej strony burt, są w odległości 142cm od siebie. Ten trzeba wkleić w połowie między nimi.

 Posmarować klejem obie powierzchnie. Odczekać 3-5 minut aż rozpuszczalnik odparuje. Przyłożyć, docisnąć od środka na zewnątrz, żeby usunąć powietrze. Podgrzać suszarką - do jakichś 50 stopni (nie w jednym miejscu tylko ruszać nią na boki). Przy podgrzewaniu dociskać - przez jakieś 5 minut. Gotowe.

  Dno to najpierw musiałem solidnie domyć i odtłuścić. Nie matowiłem. Przykleiłem dwie taśmy żeby mieć zakres i nie chlapać na boki klejem. Przód i tył mniej więcej obrysowałem cienkim flamastrem.

 Dystans między podkładką a padem z zaczepem siedzenia wynosi 9cm. Specjalnie go odsunąłem trochę dalej. Jak mam siedzenie ustawione z tyłu, to podpórka jest ustawiona na trzeciej pozycji od tyłu. Tu zrobiłem tak że podpórka będzie na pierwszej drugiej pozycji. Dzięki temu przód podstawki będzie można użyć do zamocowania statywu.



 Gotowe z siedziskiem po przymiarkach.

 I jeszcze widok z tyłu.


Ciekawostka. Na yt jest film z wersja która ma podstawki i dla dziobowego i dla rufowego siedzenia. 

 I skeg. Przy pływaniu w pojedynkę jest bardzo przydatny. Kajak ma mniejsze tendencje do odpadania jak się przestaje wiosłować.

Wydaje mi się że ten problem z pasami udowymi nie występuje w Alfach, tam mocowanie jest na tej samej wysokości, więc można je dowolnie przesuwać.

No i teraz mam dwa kajaki które mogę wykorzystywać i solo i we dwie osoby. Tak po prawdzie to nie musiałem robić tego moda, ale po prostu nie wyczymałem i zrobiłem ;)

I tyle.

sobota, 15 maja 2021

Spływ Białą Przmszą ze Sławkowa do Sosnowca

  Tego odcinka mi brakowało do kolekcji ;).  Jak lata temu kupiłem ponton i spłynąłem Czarną Przemszę to będąc przekonanym że Biała wygląda podobnie, ruszyłem ze Sławkowa. Wybór trasy był nieprzypadkowy - wygodny dojazd na start i z mety.

 Pamiętam że nawet optymistycznie zakładałem że dopłynę od razu na Niwkę. 

 W rzeczywistości odcinek ze Sławkowa pokonał mnie po kilometrze. Wróciłem na niego dopiero dziś, już nie z pontonem a z kajakiem. Dodatkowo rzeka jest udrożniona bo w sezonie odbywają się na niej komercyjne spływy.

 Z opisu trasy były dwa niepokojące miejsca. Pierwsze pod mostem kolejowym - kamienne bystrze. Drugie- most rurowy zaraz przed ujściem Sztoły. Kilka razy tam byłem rowerem i nie znalazłem wygodnej przenosi.

Jak to w życiu bywa wyszło dokładnie na odwrót.

 


Start poniżej kładki dla pieszych przy boisku. Nieco powyżej budują przystań. Całkiem fajne miejsce jak na początek. Na lewym brzegu jest wygodne zejście do wody wprost na płyciznę a przy okazji omija się pale wbite w dno.


 Początek lekki łatwy i przyjemny.


 Na brzegach już zielono, no i trafił się słoneczny dzień.

Niestety, życie to nie je bajka.

Praktycznie bez żadnych problemów udało się przepłynąć pierwsze trzy kilometry. Kamieniste bystrze pod mostem wprawdzie było, ale dobrze schowane pod wodą. 

Stopniowo zaczęło się robić trudniej. Bardzo dużo powalonych w nurcie drzew. Pod większością z nich dawało się przepłynąć, wystarczyło się położyć w kajaku. Potem przyszły drzewa leżące kilkanaście centymetrów nad taflą. Nie ma opcji przepchania kajaka dołem, a samo drzewo za wąskie żeby na nim stanąć.

 Trzeba było przeciągać kajak stojąc do kolan tuż przy samym brzegu. Przemsza ma to do siebie że płynie dość głębokim korytem z prawie pionowymi ścianami.

 Były też drzewa na których dało się stanąć i tam przeciąganie szło żwawiej.

 Raz trafiła się promocja- pięć drzew w jednym miejscu. Osunął się kawałek brzegu. Trzeba było wepchać kajak po pierwsze, przejśc górą, wejść do kajaka przepłynąć na bok pod kolejnymi i jakoś poszło.

 Woda w rzece na tym odcinku ma nieprzyjemny zapach. Mulisty. No i jest zimna. Ta rzeka zawsze jest zimna. Może być 30 stopni w cieniu a woda jest lodowata.

 Most rurowy pokonałem najpstoszą możliwą metodą - przez rurę właśnie. Wody było dość, miejsca też. 

 Za to po tym moście trafiły się dwie przenoski brzegiem. Na odcinku gdzie nie spodziewałem się już żadnych problemów.

 Wisienką na torcie były trzy progi. Spływalne, ale skeg walił o nie tak że się zastanawiałem kiedy odpadnie. O tych progach nie wiedziałem, pomimo że kilka razy objeżdżałem rzekę rowerem.

 Koniec miał być przy wiacie przed mostem dawnej kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Stwiedziłem jednak że i ja i kajak jesteśmy bardzo brudni i śmierdzimy. Więc zaraz przed mostem kolejowym odbiłem w Kanał Szczakowski. Tam woda jest czyściutka i dużo cieplejsza. Więc udało się obu nas doszorować.

 Wcześniejsze lądowanie oznaczało że trzeba ostatni kilometr przejść. No i tu szczęscie bo zabrałem wózek. Więc kilometr nie był żadnym problemem. 

Dla mnie cała Przmsza wygląda tak:

  • Błędów - Okradzionów- hardcor
  • Okradzionów - Sławków - luzik. Jedno ryzykowne miejsce pod mostem w Sławkowie.
  • Sławków - Maczki - jak właśnie się okazało hardcor.
  • Maczki - Niwka - luzik, na tym szlaku można z małymi dziećmi pływać. Co ciekawe, woda na tym odcinku nie śmierdzi. Wcześniej jest rozcieńczona wodą z kanału Szczakowskiego, a potem silnie napowietrzona na spadzie pod mostem kolejowym. 

Więcej do zobaczenia na filmie, zdjęć nie było jak robić.

  



 





piątek, 30 kwietnia 2021

Mała pętla Kedzierzyńska.

 Z prognoz majówkowych, tylko piątek miał być naprawde ładny. Więc trasę trzeba było wybrać nową, ale krótką - jednodniową. Padło na trasę przez Kedzierzyn-Koźle


 


Zrobiona trochę na opak. W prawie wszystkich opisach które czytałem, start  i meta jest na przystania kajkowej na Odrze, bądź na śluzie Koźle (czyli prawie na tej samej wysokości).

Myśmy podeszli do sprawy trochę inaczej. Gdzie jest najbliższe dworca wygodne zejście do wody. No i okazało się że jest takowe obok hali sportowej na końcu ulicy Grunwaldzkiej.


Taka to oto aligancka przystań. Fajnie bo można stanąć na stopniu który jest pod wodą i się nie wywrócić.


Pierwszy powiew wiosny - zakwitniete drzewo.

Po jakiejś pół godzinie przenoska. Miejsce jest zdradliwe. Na wprost prawo mamy zachęcającą strugę z umiarkowanym bystrzem.

W lewo krótki kawałek rzeki i ponad dwumetrowy próg wodny.

Jeszcze bardziej w lewo, spokojny kanał.

Przybić trzeba pomiędzy pierwszym a drugim wymienionym i przenieść poniżej tego wodospadu.


Po półtorej godzinie docieramy do śluzy Koźle która jest nieczynna. Sluzy na Kanale Gliwickim są otwarte od 24 kwietnia, ale te na Odrze mają inną podległość organizacyjną i otwierają się dopiero pod koniec maja.


 Z powodu braku śluzowania, wracamy na Odrę i obnosimy  prawym brzegiem w czym towarzyszy nam luzem puszczony koń. Co ciekawe, w trakcie przenoski zapracował jeden z zaworów nadmiarowych. Wystarczyło 10 minut leżenia na słońcu żeby ciśnienie skoczyło.

 

Płyniemy dalej mijając nieczynny most kolejowy.

 

 Poniżej mostu na prawym brzegu Odry. Ujście dawnego kanału Kędzierzyńskiego. Gdybyśmy na Kłodnicy popłynęli tą odnogą na prwo-wprost tu byśmy kończyli. Za larsenami widać główki wrót przeciwpowodziowych, a jeszcze kawałek dalej - nieczynną śluze bez obu wrót. Widać też że na tym krótkim odcinku są trzy kaskady.

Woda musi pokonać spadek ok 4m na dystansie 3km wiec albo w głębi kanału są jakieś jazy, albo resztki innych śluz.

  Jeszcze trochę wiosłowania i trafiamy na Kanał Gliwicki. Mijamy stary port, docieramy do śluzy Kłodnica - która działa. Cena za śluzowanie wzrosła do 4.4zł ;)

 Za śluzą kilka kilometrów wiosłowania prawie po prostej, przenoska na syfonie Kłodnicy i po pół godziny płynięcia lądujemy w miejscu startu.

 W sumie 4.5 godziny wiosłowania.

I tyle ;)







piątek, 23 kwietnia 2021

Jaki kajak pneumatyczny kupić....

 ... czyli najczęściej zadawane na pytanie. Byłem na FB przez jeden dzień i to pytanie przewinęło się ze dwadzieścia razy. I dwadzieścia rady udzielono losowych odpowiedzi.


 Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na kilka  ważnych pytań. *:

  1. W ile osób będziemy pływać.
  2. Jak długo będziemy pływać.
  3. Jakie mamy możliwości przechowywania sprzętu
  4. Jakie mamy możliwości przewozu sprzętu.
  5. Ile pieniędzy możemy przeznaczyć na zakup. 

Odpowiedzi proszę zapiać na kartkach, żeby potem nie zapomnieć. Pięć punktów do wyboru to nie w kij dmuchał. O pieniądzach napisałem na końcu bo ich zawsze braknie.

 Teraz rozwinięcie:

 Ilość osób i długość pływania:

  • Jedna osoba i jednodniowe pływanie - długość kajaka minimum 3.1m
  • Jedna osoba na spływy kilkudniowe, dwie osoby na jednodniowe pluskanie - minimum 3.4m (choć lepiej wziąć coś co ma 3.6-3.8m)
  • Dwie osoby na kilkudniowe spływy, trzy osoby na jednodniowe pływanie - minimum 4m. ( 4.5m jest dużo wygodniejsze).
  • Trzy osoby na spływy, cztery na jednodniowe taplanie - powyżej 5m.

Oczywiście jeśli ktoś jest niski może wziąć kajak z dołu zakresu. Ale jak ktoś ma przeciętny wzrost i powyżej, lepiej brać dłuższe. 

Kajaki pneumatyczne lepiej brać dwuosobowe niż jedno. W odróżnieniu od tradycyjnych, pneumatyki łatwo ustawić i jako jedynkę i jako dwójkę.

Jeśli posiadasz niewielkie dzieci, lub planujesz łowienie ryb - bierz kajaki z okrągłymi komorami burtowymi - mają większą stabilność.

Zostaje jeszcze kwestia gabarytów. Jak jesteś wielkim kolesiem który ma dwa metry wzrostu i waży złoty pięćdziesiąt, to najtańszy Sevylor Tahiti nie będzie dobrym rozwiązaniem. Po prostu jak do niego wsiądziesz to kajak nabierze bananowego kształtu. Dla dużych i ciężkich osób lepsze są kajaki z dnem wysokociśnieniowym i większą szerokością.

Gumotex przez długie lata sprzedawał Solara, gdzie szerokość między komorami wynosi 37cm. Więc trzeba być w tyłku wąskim, albo pilnować mocno napompowanego siedzenia. W Thayi która jest rozwojową wersją Solara, dał wysokociśnieniowe dno, a szerokość kajaka zwiększył o 10cm. Dzięki temu nie jest ciasno, a i bagaży więcej trochę się zmieści.

Natomiast jeżeli jesteś przeciętnej wielkości dziewczyną to nawet tani mały kajak spokojnie cie pomieści.

A jeżeli jesteś grubą dziewczyną albo grubym kolesiem - schudnij. Będziesz zdrowszy/zdrowsza.


 Możliwości przechowywania sprzętu.

  Jeśli mamy dostępne miejsce typu garaż, gdzie sprzęt może schnąć kilka dni, można brać kajaki dwupowłokowe.

  Jeśli jesteśmy ograniczeni miejscem do szafy w przedpokoju - TYLKO jednopowłokowe.

 Inaczej będziemy z musu trzymać mokry kajak co będzie uciążliwe dla wszystkich.

 Zresztą wiecie co? Zapomnijcie o dwupowłokowych. Jedyną ich zaletą jest wygląd. Nawet duże sieci jak Decathlon przekonują się powoli do jednopowłokowych. Choć jeszcze kilka lat temu nie chcieli o tym słyszeć nawet.


Możliwości transportowe

  •  Jeżeli mamy do dyspozycji tylko własny grzbiet i komunikacje miejską - lepszym wyborem jest kajak z gumy niż z PCV.  W praktyce kajak z gumy oznacza firmę Gumotex
  • Jeśli mamy do dyspozycji wózek transportowy i/lub samochód, albo ktoś nas zawozi na pływanie, to wielkość kajaka nie ma znaczenia - można brać albo gumę albo pcv.

 Zasoby finansowe.

  To jest zawsze najtrudniejszy element. Sporty wodne mają to do siebie że nie chcą być tanie. Absolutne minimum które teraz trzeba mieć na kajak, kamizelki i przynajmniej jeden szczelny worek to 1000pln.  Poniżej tej kwoty kupimy tylko ceratę w supermarkecie która rozpadnie się po trzecim użyciu.

  Jeżeli dysponujemy gotówką na poziomie 1300-1500 to starczy na jednopowłokowy kajak z PCV na nieco wyższe ciśnienie i o większej trwałości.

 Jeżeli mamy 2000-2500 to stają się dostępne kajaki hybrydowe z PCV z dobrą jakością wykonania i kilkuletnią trwałością.

 Od 2500 - 3500 - kajaki FullHP , kajaki z nitrilonu, większe hybrydy.

 Powyżej 4000 - hybrydy z nitrilonu i duże hybrydy z pcv . Za około 6000 można mieć wypasionego Rush 2 a to już jest top of the top.

 Taka moja rada. Biednych ludzi nie stać na tanie rzeczy. Paradoksalnie ale jeśli ciągnie cie do pływania ale nie jesteś na 100% pewny czy to będzie to - kup kajak z nitrilonu. To jedyny typ co do którego masz pewność że sprzedasz go na rynku wtórnym.

 W tym roku nie ma na olx żadnego kajaka gumotexa z drugiej ręki - bardziej opłaca się je wypożyczać niż sprzedawać.

 Najlepszy czas na zakupy to koniec września-początek grudnia. Dużo firm sprzedaje modele powystawowe z 10-20% rabatem. Warto też odwiedzić targi Wiatr-i-Woda. Czasem można kupić bezpośrednio u sprzedawcy model wystawowy którego nie chce mu się już zwozić do firmy.


  A teraz to na co zawsze wszyscy czekają - przegląd dostępnych konstrukcji.

 

Najtańsze jednopowłokowe kajaki z PCV.

 Do tej grupy zaliczają się Sevylor Tahiti, Sevylor Rivera, Intex Exporer K2  i wiele marketowców.

 Praktycznie wszystkie mają od 3,15 do 3.6m, poszycie grubości 0.5mm, 1m szerokości i ciśnienie robocze 0.06-0.08 bar.

 Po spakowaniu zajmują 50-70 litrowy worek. Jeśli planujemy pływać we dwójkę, bierzemy wersję trzyosobową, jak samodzielnie to dwuosobową. Inaczej siedzimy z kolanami pod brodą.

 Są idealne do jednodniowych wypadów z dziećmi nad wodę oraz do zabrania na camping.  Brak samochodu nie jest problemem, worek na kajak to zarazem plecak. Pompka i wiosła często są w zestawie. Ten sprzęt wymaga minimum dbania. Na koniec dnia wyciągasz go na brzeg, spuszczasz powietrze, przecierasz szmatką. Po kwadransie jest suchy. Spakowany zmieści się w szafie w przedpokoju, jest więc idealny dla tych co nie mogą przeznaczyć zbyt dużo miejsca na składowanie.

 Naprawy robi się łatkami dołączonymi do kajaka - bardzo proste. Kajak wytrzyma 3-4 lata jeśli się go nie przepompuje. Wskaźniki ciśnienia są na najczęściej zamontowane na stałe na burtach.

 Kajak od biedy może posłużyć do długiej wyprawy po rzece bez przeszkód. Przepływano takim Wisłę wzdłuż zanim się rozpadł.

 Jakie ma wady:

  • Jest miękki. Płynie się nim jak materacem. (btw wszystkie zdjęcia reklamowe są poprawiane w fotoshopie żeby kajak wyglądał na bardziej prosty )
  • Jest szeroki i wysoki więc stawia opór do wiatru.
  • Nie popłyniesz nim pod prąd, ani nie popłyniesz szybko.
  • No niestety ale łatwo go przebić.

 Koszt zakupu kajaka i kamizelek to około 1000pln.


 Trochę droższe kajaki dwupowłokowe

 Do tej grupy zaliczają się Sevylor Hudson, Colorado, większość modeli Itivi, niektóre modele Aquamariny.

 Konstrukcja wygląda następująco. Z wodoszczelnego materiału jest uszyty kadłub z kieszeniami. Do tych kieszeni wkłada się pompowane komory wypornościowe. 


Taka konstrukcja ma swoje wady i zalety. Po pierwsze ciśnienie robocze jest wyższe - 0.1 bar, przez co całość jest minimalnie sztywniejsza. Po drugie zewnętrzny materiał jest dużo bardziej wytrzymały więc da sobie radę z większością leżących w wodzie gałęzi.

 Wymiary takie same jak w poprzednim przypadku - metr szerokości i długość od 3.2 do 3.8metra.

Jeśli chodzi o pływanie, to niewiele się różni od tych najtańszych. Szeroki, miękki, przyklejony do wody. Bezpieczny. Podobnie też dobieramy wielkość trójka dla dwóch osób, dwójka dla jednej.

 Do czego się nadaje najlepiej: kilkudniowe wyjazdy na camping, albo kilkudniowe spływy z nurtem rzek po niewymagających trasach. 

 Zupełnie się nie nadaje na jednodniowe wypady. Woda zawsze dostanie sie do kieszeni z pływakami. Zeby go dosuszyć trzeba go zdemontować - powyciągać komory i rozwiesić. Jeśli nie ma wysokiej temperatury, to potrafi schnąć trzy dni. Odpada suszenie go w łazience, trzeba mieć balkon.

 Co jeśli zwiniemy go na mokro? Zaśmierdnie. Nie pływamy w destylowanej wodzie. Glony, błoto, to wszystko zostanie w środku i będzie tyfić.

 Drugą dużą wadą jest delikatność wewnętrznych komór. Są zgrzewane i jeśli puszczą na zgrzewie trzeba wymieniać w całości. Co ciekawe TYLKO DECATHLON ma komory na wymianę.

 Jeśli więc raz do roku jedziesz z dzieciakami pod namiot, lub robisz jeden długi spływ w roku - będzie ok.

 Koszt zakupu kajaka i kamizelek to około 2000pln.

 

 Trochę droższe kajaki z PCV

 Do tej grupy zaliczają się m.in Intex Excursion PRO, Aquamarina Betta (patrzeć która wersja)

Te kajaki powstały dla osób które do tej pory używały tych najtańszych z PCV a chciałyby bez rujnowania budżetu mieć coś lepszego.

Dlatego w tych modelach producent używa grubszego PCV - 0.75mm i można je pomować do większego ciśnienia - 0.1 bar.  Jakby nie patrzeć to 33% więcej niż w tych najtańszych.

Wymiary w zasadzie bez zmian, ten na zdjęciu ma 3.8m długości i 0.95m szerokości.

Można go wygodnie używać na jedno i kilkudniowych pływaniach. Nie ma problemu z suszeniem. Po spakowaniu worek ma około 80 litrów. Worek jest jednocześnie plecakiem.

W zasadzie te kajaki łączą w sobie zalety i zastosowanie dwóch poprzednich grup.

Cena - to jest przyjemne zaskoczenie - 1500pln można mieć dwójkę z wiosłami i uchwytami na wędki.

Ten typ uważam za rozsądny wybór dla osób które podchodzą do kajakowania z dystansem. Ot zaczynam zabawę z takim sprzętem, ale nie jestem przekonany czy mi się spodoba.


Drogie kajaki gumowe - nitrilon, hypalon.

  Taka mała uwaga. Przez lata te kajaki były droższe od tych z PCV ale to co się wyrabia w 2021 to jakiś koszmar. Solar podskoczył z ceną z 2500 do 4000pln. Cena spadnie dopiero jak skończy się pobyt na nitrylowe rękawiczki lekarskie ;/



 Te kajaki są często pomijane bo nie 'wyglądają tak fajnie' jak te dwupowłokowe z Decathlona. Jakoś tak mało zaczepów, kształt taki serdelkowaty i tak dalej.

 BO TO MA NIE WYGLĄDAĆ, TO MA ROBIĆ ROBOTĘ.

 Pierwszą różnicą w stosunku do wcześniejszych jest materiał. Guma nitrilonowa zbrojona nylonem. Ten materiał ma legendarną trwałość - 30 lat i więcej. Dystanse jakie może pokonać kajak zanim zmęczenie materiału zacznie mu szkodzić - dziesiątki tysięcy kilometrów.

 Druga różnica to ciśnienie - 0.2-0.25 bar, co powoduje że kajak jest dużo sztywniejszy. Nie ma już wrażenia pływania na materacu, bliżej mu do sztywnego kajaka. W dnie montowane są zawory bezpieczeństwa żeby nie pękł zostawiony na brzegu w słońcu.

Trzecia to wymiary - te kajaki są zdecydowanie smuklejsze. 0.76-0.83m., są też dłuższe trzyosobowe mają 4.1-4.5m.

 Sztywność i smukłość przekłada się na szybkość i mały wysiłek przy pływaniu. Solarem po stojącej wodzie można zrobić 40+km dziennie, na rzece 70-80km. Jeszcze smuklejszym Seavawe da sie zrobić 100km dziennie na rzece.

 Jednowarstwowy, nienasiąkliwy materiał schnie w kwadrans. Jest przy tym bardzo elastyczny, więc po spakowaniu kajaki się z 30% mniejsze niż te z PCV. Jest odporny na przebicia. Dopóki nie trafimy na szkło, ostry kamień czy drut - nic mu nie będzie.

 W Europie najpopularniejszym producentem jest Gumotex:

  • Twist - jedna osoba na wyprawy, dwie na dzienne pływania
  • Solar - dwie osoby na kilkudniowe spływy, trzy na dzienne pływanie
  • Seavewe - jak Solar plus przypinany pokład przez co można nim pływać po morzu.
  • Safari - krótki kajak z samoodpływowym dnem na zwałki i górskie rzeki. 
  • I jeszcze kilka innych dla wędkarzy, do szybkiego pływania na rafting itp.

Ten kajak jest idealny dla kogoś kto złapał zajawkę, wie że będzie pływał kilka razy w roku. Jednocześnie łatwość obsługi i pakowalność powoduje ze nie potrzeba ani auta ani miejsca do suszenia. 

Więcej info o najpopularniejszym kajaku Gumotexa - Solarze - TUTAJ

 

Ekstremalnie drogie kajaki gumowe - hypalon i neopren.

 Jedynym producentem takich kajaków jest Grabner.

Materiał to guma hypalonowa zbrojona nylonem. Ciśnienie robocze 0.3-0.35bar. Zawory bezpieczeństwa na każdej komorze. Boczne komory nie są owalne tylko w kształcie 8 przez co kajak jest bardzo smukły.

 Długości od 4 to 5m. Dopinane pokłady, różne wersje, akcesoria.

 Cena najtańszego modelu to 8000 pln. Najdrożeszgo 15 000pln.

 Technicznie ten kajak ma same zalety. Łatwo się składa, jest trwały, mieści dużo bagażu przy jednocześnie smukłym kadłubie.

 Dla kogo? Myślę że tylko dla pasjonatów tego sportu którym Gumotexy przestały wystarczać.


 Kajaki hybrydowe - cały zakres cenowy

  Do tej grupy należą AquaMarina Steam i Betta (są różne wersje dna), Scorpio Hybrid oraz Thaya i Rush z Gumotexa, Alfa oraz Spark z Zelgera.


  Kajaki składają się z dwóch części. Burty połaczone z dnem oraz wkładana podłoga. Konstrukcja jednowarstwowoa. Burtowe komory pompowane od  0.1 bar (aquamarina),  0.2 bar (Gumotex), 0.3 bar (Zelgear).

 Natomiast podłoga jest pompowana do 0.5bar (Gumotex i Zelger) do 0.69 bar (aquamarina). Jest ona zrobiona z tkaniny DS i ma twardość deski SUP. Bardzo twarde dno powoduje że całość zachowuje się jak zwykły sztywny kajak. Brak wybrzuszeń daje prędkość, stabilność kursową i brak uginania się na fali.

 Kajaki schną szybko, po spakowaniu zajmują worek 90-130 litrów. Niestety mata DS wyjątkowo słabo się składa i nie wolno jej załamywać - stąd trzeba się dokładnie trzymać instrukcji przy pakowaniu.. 

 Dla kogo? Dla tych których kajaki wciągnęły i nie szkoda zapłacić im 2000-5000 za kajak. Równie dobrze nadają się do jednodniowych pływań jak i na wyprawy. Rush z Gumotexa ma dodatkowo dopinany pokład i certyfikacje morską. Aquamariny mają samoodpływowe dno i również dopuszczenie morskie, Zelgery to transportowce na wyprawy - nawet na kilka miesięcy.

Suszenie i pakowanie zajmuje trochę więcej czasu  - około pół godziny. Jest to związane z koniecznością wyjęcia dna i przzetarcia go szmatką ;)

Z wymienionych powyżej Thaya i Rush mają niewyjmowalne wklejone dno - ich czyszczenie i suszenie zajmuje tradycyjny kwadrans.

Więcej o mojej hybrydzie możesz poczytać TUTAJ

 

Kajaki wysokociśnieniowe - full HP

 Najbardziej znane modele to Aquamarina Tomahowk i Itivi X500.

 

 Ten kajak w całości wykonany jest w technologii DS. Tak jakby trzy deski SUP powycinane i ułożone w kajak. Ciśnienie we wszystkich komorach 0.6-1.0 bar zależnie od wersji. 

Najpopularniejsze to chyba Tomahowk 1 (dł 375 cm) i II (440cm). Zastosowaie paneli HP powoduje że burty są cienkie - 7cm dzięki temu nawet smukły kajak ma w środku ok 60cm szerokości.

Konstrukcja sztywna, duży margines bezpieczeństwa na przegrzanie i związany z tym wzrost ciśnienia. Cena... no cóż. jedynka to około 3000 pln, dwójka to 4000pln.

Kajak po spakowaniu jest duży - ok 140 litrów. Torba na niego od razu ma kółka. 

Schnie szybko, pompuje się szybko. 

Minusy: mniejsze komory powodują że jest mniejszy zapas pływalności. TII ma tylko 220kg, a hybrydowy Spark o tej samej długości 350kg.  Oczywiście nikt tyle do kajaka nie wpakuje, ale mniej napakowany kajak siedzi płycej i jest szybszy.

Z testów na forach wynika że zarówno FullHP, Hybrydy i Seavawe Gumotex mają praktycznie te same prędkości na wodzie.

Natomiast FULL HP mają niższą stateczność początkową - trzeba na nim bardziej pilnować kierunku fali i nie pozwalają na leżenie i spanie - fala może je obrócić.

Do tego płaskie burty są bardziej podane na wiatr przez co kajak słabiej się sprawdza na morzu czy dużych jeziorach.

Dla kogo fullHP? Dłuższe spływy z bagażem - na kilka kilkanaście dni. Jednodniowe pływania jeśli przywozisz go samochodem. Dobre rozwiązanie jeśli nie masz garaży - schnie szybko w domu leży tylko w torbie.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Na razie tyle ;)

Jeśli ktoś ma pytania - zadawać w komentarzach.



niedziela, 11 kwietnia 2021

Spływ Białą Przemszą - od mostu w Błędowie do mostu w Rudach.

Zycie kpi sobie z naszych planów.

 Miałem jechać w sobotę, nie wyszło, pojechałem dziś. Przystanek przejechałem, musiałem iść kawałek spowrotem. Rzeka przy samym mości w Błędowie wygląda pięknie, szeroka na pięć-sześć metrów, głęboka do kolan i bardzo czysta woda.
 
 
  
Start spod mostu o 10.15. Rzeka przy samym mości w Błędowie wygląda pięknie, szeroka na pięć-sześć metrów, głęboka do kolan i bardzo czysta woda.
 
 Chciałem płynąć zgodnie z mapą, ale się okazało że to niemożliwe. Trzeba po 50m odbić w lewo i płynąć miedzy drzewami. Zwałka na zwałce. Powalone drzewa co 10-20m. I tak się ciągnie aż do kładki nad bagnami. 
 

  Od tego miejsca trochę lepiej, rzeka wprawdzie wąska, ale dość głęboka by płynąć i bez zwałek. Niestety nic do dobre długo nie trwa. Po minięciu drugiej wieży widokowej. Znowu zaczynają się zwałki i ciągną do samego końca. 
 
  Pokonuje się górą, dołem, bokiem. Są płycizny i głębie więc co chwile wpada się po pas albo głębiej. W większości miejsc nawet się nie opłaca wsiadać do kajaka, bo za płytko, zresztą i tak za kilkanaście metrów trzeba z niego wysiąść. Zdjęć ze zwałek nie mam, zbyt zajęte ręce ;)
 
 Przy kilku przenoskach ludzie na brzegu (tam są dwa szlaki) pytali co ja tu właściwie robię ;)

 Pół kilometra przed mostem jest jeszcze duża bobrza tama. Spiętrzenie lekko licząc metr dwadzieścia.
 
 

I w końcu most w Rudach (Rudzie? Rudym? ) Pierwotny plan zakładał że dopłynę do Okradzionowa do mostu przy boisku, ale skończyłem właśnie na tym moście. To jakieś  dwa-trzy kilometry wcześniej.
 
 Pomimo tego że przemoczone ciuchy zmieniałem na cito, i maszerowałem chyżo, to ze stu metrów zobaczyłem jak mój autobus odjeżdża.
 Następny był za godzinę i dziesięć minut więc odsiedziałem swoje na przystanku.
 Potem już w autobusie, trzy przystanki przed domem, pękła ośka w wózku. Obejrzałem go, zrobiłem RFCA i wyszło że jest źle zaprojektowany. Nie chce mi się go reklamować, dorobię nową ośkę tym razem dobrze zaprojektowaną i będzie tego. 


Więcej niż na zdjęciach można zobaczyć na filmie. W zasadzie to nie jest film z pływania tylko z przenoszenia kajaka.


Gdyby ktoś potrzebował ćwiczeń ogólnorozwojowych z gimnastyką akrobacyjną, to polecam ten kawałek. W zasadzie nawet kajaka nie trzeba brać ;)


wtorek, 30 marca 2021

Początek sezonu 2021 ;)

Żadna to relacja ze spływu, ot po prostu radość wielka że w końcu udało się zamoczyć wiosła.

Ostanią sobotę marca zapowiedziano ładną pogodę. 14-15 stopni, słońce z przejściowymi zachmurzeniami i symboliczny deszcz dopiero po 13.00. Namówiłem swoja lepszą połówkę żeby się ze mną wybrała w końcu. Do tej pory na kajaku dzieci śmigały. O 9.05 byliśmy na Pogorii 3 przy molo. Urząd miejski w DG zrobił genialny autobus. Z domu nad wodę mam 35minut. 

  Na poczatku słoneczko, ciepło i prawie bez wiatru. Przyłożyłem sie do wioseł. Chciałem sprawdzić ile to cacko może wyciągnąć na stojącej wodzie jeśli tylko jedna osoba wiosłuje. Pogorię od mola aż do rur przelewowych zrobiliśmy w 17 minut, co daje ponad 6km/h. Wiem że jaranie się prędkością na pneumatyku to troche nie ten teges, bo i tak sztywny jest dwa razy szybszy. Ale pomny tego jak umęczyło mnie wiosłowanie na Wiśle w pełni obciążonym Solarem to jestem wprost zachwycony.
Poza tym Spark potrafi zrobić elegancki odkos dziobowy. A jak go z córką rozpędzaliśmy do 11km/h to już wogóle poezja. 

 Dobra. Dopłynęliśmy do rur przelewowych i przenoska. Tym razem przy pomocy wózka. Taki wózek to dar od wszystkich bogów na raz. Niewielkim wysiłkiem zrobiliśmy kilometrową przenoskę. Jak na jesieni przenosiliśmy go z córką na połowie krótszym dystansie to nas to zmordowało. A tu cyk i kajak śmiga.
 Na P4 to już tradycyjnie - na kanały. Jeden, drugi, trzeci. Potem przesmyk w tatarakach, i dopłynęliśmy do plaży naturystów. Nawet jeden się opalał, tyle że całkiem ubrany i przykryty ręcznikiem. Tak, uprzedzając pytania - był żywy, bo wstał i sobie poszedł.
Na plaży się zorientowaliśmy że żadne z nas nie wzięło kanapek. W worku były dwa jaglane ciastka i herbata w termosie, wystarczyło.

O 11, jeszcze jak staliśmy na plaży zerwał się wiatr. Typowy wmordewind 4B. Z kierunku południowego, czyli z tej strony w którą mieliśmy płynąć.
Najpierw powrót wyglądał spoko, bo chowaliśmy się za wyspami przed wiatrem. Potem było już trudniej. Południowa część zbiornika jest głębsza - ok 6m, a na wyjściu spomiędzy wysp wypłyca się do 1-1.5m. Przez co robi się taka fala przyboju do 50-60cm wysokości. No i tu objawia się nautyka Sparka - pod taką falę można płynąć tylko dziobem naprzód. Burtą do fali pływać się nie da. Solar w identycznych warunkach po prostu klei się do wody i ma w nosie czy dziobem, czy burtą czy zadem. Na filmie od 3 minuty.
Ponieważ nie dało się skręcić na południowy-wschód tam gdzie miejsce do lądowania, trzeba było nadrobić najpierw na południe potem zawrócić i już z wiatrem w rufę sobie dopłynąć. W efekcie odcinek który normalnie płynie się w pół godziny, pokonywaliśmy godzinę i kwadrans. Na mapie to jakies trzy kilometry.
 Nad wodą pojawił się grzeszko z forum nawodzie.fun i zrobił nam kilka zdjęć.

Te z daleka nie wyszły za specjalnie ale ładnie pokazują gabaryt kajaka.

 


Za to takie z bliska wyszło bardzo fajnie.
Do tego jeszcze film z kamery na czole zamontowanej.


Tu też jestem zadowolony. Kręcone Sony As50. Nie najnowszy model, z maksymalny trybem FullHD 60fps. Natomiast ma dwie genialne rzeczy. Optyczną stabilizację obrazu który pracuje kosztem zmniejszenia kąta widzenia a nie jakichś dzikich ekstrapolacji i pilota mocowanego jak zegarek. Ten pilot to wogóle non plus ultra bo ma wyślwielacz. Przez co cały czas widać to co widzi kamera. To pozwala bardzo dobrze kadrować i poziomować kamerę.

niedziela, 21 lutego 2021

Lokomotywa w Łazach.

 Krótka wycieczka. Pociągiem do Łaz i powrót rowerem przez mniejsze wsie, tak żeby objechać jak najwięcej stawów w okolicy. 

 Największe zaskoczenie to lokomotywa w Łazach.

Jest wielka. Razem z tenderem ma ze 30 metrów. Koła lekko licząc 100cm średnicy. Najfajniejsze w oglądaniu lokomotywy z bliska jest to że można poznać analogową technikę sterowania.

 Zasada działania lokomotywy jest prosta. Palenisko, wymiennik, para, przegrzewacz, skrzynka rodzielcza i tłok dwustronnego działania. Ale jak się przyjrzeć to widać że lokomotywa ma zmienne fazy rozrządu. Obrót koła za pomocą dźwigni steruje ruchem suwaka w skrzynce parowej. Ale maszynista odpowiednią wajchą może regulować jak dużo pary i w jakiej sekwencji. Może podać na upartego przeciwparę i wtedy lokomotywa jest jednym wielkim hamulcem.

 Do tego maszyna ma milion smarownic. Kalamitek jeszcze wtedy nie było. Więc tu praktycznie każdy ślizgowy element ma swoją smarownicę albo olejarkę. 

 Do tego dochodzą jeszcze układy regulacyjne. To że można zmieniać fazy w ruchu to jedno. Ale kalibracja GMP i DMP jest do zrobienia za pomocą klucza 20.  Można tuningować maszynę na postoju żeby lepiej na obroty wchodziła.

 No i zawleczki. Każda nawet najmniejsza śrubka na regulatorach ma swoją zawleczkę albo kontrnakrętkę.

 

 Do środka można wejść i podotykać. Wajchy dają się przekładać, ale zawory już zakleszczone. Tylko na filmach uruchomienie lokomotywy jest łatwe. W praktyce to cała sekwencja  a dźwignie nie mają wskaźników położenia. Czyli reguluje się coś i patrzy na zachowanie manometrów na górze. 

 W praktyce jazda tym pojazdem to była ciągła walka z żywiołem. 5 ton węgla na 100km czyli ok 2 godzin jazdy. Piętnaście zaworów i sześć manometrów do ciągłej obserwacji i regulacji. Drążki hamulca, wajcha zmiany faz, jakieś dodatkowe wajchy od upustu pary, regulator ciągu kominowego.  5 ton węgla do przerzucenia ręcznie w ciągu dwóch godzin w dwie osoby jednocześnie pilnując szlaku i oprzyrządowania. Nie wiem ile wynosiła zmiana robocza, ale na pewno za długo. 

 Znany z filmów widok, gdzie maszynista wygodnie wygląający przez okienko, gwiżdże dając sygnał do odjazdu i w uśmiechem rusza, to jakaś ponury dowcip.

 Przy okazji jak lokomotywa jedzie, to robi z komina buch-buch-buch. Niby spoko bo to po prostu para schodząca z tłoków, ale czemu kominem skoro tłoki są na dole? Ano dlatego że rozprężona para schodząca z tłoczysk jest kierowana od dołu do komina (klasyczna zwężka Venturiego)  żeby podnieść w nim ciąg. Czyli - lokomotywa ma swoiste turbo zamontowane.




niedziela, 7 lutego 2021

Stawy w Laskach

 Jedna z tych rzeczy o których wiadomo że są, a jakoś zawsze brakuje czasu żeby je zobaczyć. Stawy w Laskach. Ciąg zbiorników na północny wschód od Sławkowa. 

Dojazd autobusem do Błędowa. Przystanek Błędów-Szkoła. Potem klucząc (niepotrzebnie szliśmy obok EuroCampingu) dotarliśmy do mostu na Białej Przemszy.


 Widok na Przemszę. Jest zwodniczo zachęcająca. Szeroka na 6-8m i głęboka na pół. Ale już kilkadziesiąt metrów dalej rzeka się zwęża i kręci między tatarakami. Ale na upartego można zacząć stąd spływ ;)

 W tym samym miejscu ale ujęcie pod prąd (kierunek wschód)


Po pół godzinie marszu minęliśmy w lesie takie coś. Serio chodzenie po okolicy to jak stąpanie po stanowisku archeo. Srodek lasu, nic wokół i odwietrznik. Leciało stamtąd powietrze na tyle szybko że słychać było gwizd.


 I piętnaście minut później już nad stawami. Oczywiście zamarznięte. Rzeczka wpływa w nie od wschodu. Stawy są tarasowe - każdy następny jest pół - metr niżej od poprzedniego. I miedzy nimi są porobione przepusty z zastawkę któr określa wysokość lustra wody.


 Nie wszystkie były całkiem zamarznięte. Woda stosunkowo czysta. Głębokość niewielka. Obstawiam że w najgłębszym miejscu żaden nie ma więcej niż dwa metry.

 Wokół stawów są stanowiska wędkarskie a przy ostatnim po zachodniej stronie stanica. Są wiaty dla rowerzystów. CZYSTO. Zadnego śmiecia nie widzieliśmy.

 I tyle. Trzeba wrócić tam latem, powinno być ładnie.