poniedziałek, 6 lipca 2020

Spływ pontonowy Biała Przemsza - Maczki ->Niwka

 W tą niedzielę miałem już dość stukania młotkiem. Elewacja z drewna piękna rzecz, ale po iluś dniach biegania po drabinach i przybijania gwoździ, tajone emocje roznoszą człowieka.

 Spływ miał być just for fun, więc żadnych dalekich wojaży czy krętych rzek. Ponton do worka, kanapki do drugiego, autobus na Maczki (turystyczne 622) i sto metrów spaceru od przystanku do przystani.

 Sam spływ 9km, 3 godziny. Raz pod drzewem, raz nad, mniejszy próg, większy próg, kilka bystrzy na których fajnie rzuca. Lądowanie przed potokiem Bobrek. Z czystego lenistwa, bo z tego miejsca jest 100m na przystanek.

 Przy okazji przetestowałem nową-starą kamerę Sony as50.

Na pamiątkę spływu poniższy film.



A tutaj opis poprzedniego spływu na tej trasie z 2017r.

Bardzo dobre miejsce do spływu, bo:
- zaczyna się w mieście i kończy w mieście, dojazd i powrót autobusem/tramwajem/uberem jest śmiesznie prosty
- spływ jest zróżnicowany ale nie ekstremalny
- 90% czasu płynie się przez bardzo malowniczą okolicę - lasy
- woda jest czysta, do głębokości 0,5m widać dno.
- są zrobione pomosty i wiaty
- są firmy które wypożyczają kajaki. Jedna to 'kajakiprzemsza" ze Sławkowa a druga to ...tadam MOSIR Sosnowiec (paczta, niby Sosnowiec a takie sprytne). MOSIR z opisu jest śmiesznie tani, ale nie sprawdzałem ile kosztuje dowóz.

Punkty charakterystyczne:
1. Początek spływu. Sosnowiec Maczki, ulica Krakowska, dojazd 935 z Katowic lub 622 z Sosnowca. Trzeba wysiąść na pętli, ulicą Krakowska pójść w stronę Jaworzna. Przechodzi się przez most, i zaraz za nim, drogą gruntową w dół w prawo. (50.257434, 19.271221). Zdjęcia z miejsca samego startu nie mam, ale zrobili tam ostatnio pomost, nie da się nie trafić.
Obrazek

2. Ok 2 km rzeka silnie meandrująca, sporo gałęzi w nurcie, ale prawie nigdy przez całą szerokość więc da się opłynąć. Nurt powoduje że łatwo wylecieć na łuku. Trzeba uważać na gałęzie zwieszające się z brzegów -polecałbym zabrać dla bezpieczeństwa okulary ochronne. Oczywiście na zdjęciach, nie ma największych chaszczy, bo ręce wtedy miałem zajęte.

Obrazek

Ale niektóre miejsca są sielskie

Obrazek

3. Bystrze+mały próg (20cm), do spłynięcia najlepiej po prawej (jest oznakowany)

4. Przepłynięcie pod dużym mostem kolejowym. Robi z wody wrażenie, zwłaszcza jak się płynie rano i koniec mostu znika we mgle (wysokość 10 pięter, długość >300m). Zdjęcie z listopada 2016.

Obrazek

5. Drugi próg ok 40 cm. Nie jest to typowy sztuczny próg, bardziej wygląda jakby dno miało schodek. Do spłynięcia lewo lub prawo. Środek - tylko ponton, bo zaraz za progiem jest ogromny płaski kamień. Ponton na nim siądzie, kajak można połamać.

Obrazek

6. Zakręt i długi prosty odcinek

7. Elektrownia wodna, lądowanie po prawej stronie jakieś 50m od elektrowni. Krzaki przy brzegu są wycięte. Przenoska jakieś 10m za koniec opasek elektrowni i wodowanie.

Obrazek

8. Długie proste odcinki, łagodne zakręty. Od czasu do czasu kamień w nurcie.

8. Most drogowy, zaraz za nim lądowanie na prawym brzegu (umocniony) i przenoska obok drugiej elektrowni.

Obrazek

9. Proste odcinki, małe bystrza.

10. Most kolejowy i szeroki most drogowy. Pod mostem drogowym efektowne bystrze.

11. Prosty odcinek.

12. Jak tylko się zobaczy kolejny most drogowy, pilnować prawego brzegu. Zaraz przed dopływem potoku Bobrek jest umocnione miejsce (trylinka) gdzie warto wylądować. Potok, niesie brudną wodę i rzeka zaczyna śmierdzieć.
Obrazek


Spływ do tego odcinka to jakieś 12km. Czas (pontonem) od 2h45 do 4h zależy jak kto płynie. Kajakiem pewnie ok 2h.

Jeżeli popłynie się dalej to :
13. Pod mostem i zaraz za nim bystrze
14. Zakręt w lewo
15. Drzew w wodzie i bystrza.
16. Wysiadka na prawym brzegu wprost na TCC. Brzeg niewygodny do wysiadania - wysoki i śliski (tam pokiereszowałem bark).

Jeżeli rzeka przeniesie, to najlepiej dopłynąć do Brynicy (10m dalej) i od razu przebijać się na drugi brzeg. Pod mostem kolejowym jest łagodne wyjście na prawy brzeg.

Uwaga techniczna: im bardziej płaskodenna jednostka tym lepiej, skegu nie polecam.


Obrazek

czwartek, 25 czerwca 2020

Tragedia w Darłówku - jeszcze dziwniejsze działania rodziny.

 Latem 2018 doszło do tragedii. W Darłówku utonęła trójka dzieci. Zdarzenie miało miejsce na obszarze niestrzeżonym, na którym kąpiel była zabroniona. W akcji ratowniczej brał zespół z pobliskiego kąpieliska.

Jeszcze zanim zakończył się proces NIK który zachowywał się jak początkujący audytor w samochodówce, napisał elaborat "co powinno być lepiej zrobione". Jednocześnie żaden punkt tego elaboratu nie mówił "co zostało zrobione nie tak". Pisałem o tym tutaj.

W wrześniu 2019 zakończyły się dwa procesy. Jeden w którym badano potencjalne zaniedbanie rodziców, drugi w którym badano możliwe zaniedbania ratowników.

Proces w sprawie ratowników został umorzony. Smutne to że tyle czasu to trwało (ponad rok), bo sprawa była ewidentna - całość zdarzenia miała miejsce POZA strzeżonym kąpieliskiem. Rzecz którą można ustalić w kilka dni i po prostu nie wszczynać procesu z braku podstaw.
 Ale niech będzie że sprawiedliwość nierychliwa ale sprawiedliwa.

Proces w sprawie rodziców również został umorzony. Zwalono całą winę na zbieg okoliczności. Tu wiatr, tam woda, tu toaleta, ktoś nie spojrzał, ktoś się odwrócił. Moim zdaniem w sąd po prostu zachował się jak człowiek. Rodzice zawalili sprawę opieki, ale ponieśli taką karę, że bardziej ich już kopać nie trzeba.

W zasadzie na tym wszystko powinno się skończyć. Ratownicy powinni zostać przeproszeni przez wszystkich, którzy na nich psy wieszali, a zarówno oni jak i rodzice powinni mieć kilka sesji terapeutycznych z psychologiem.

Nie.  Już po uprawomocnieniu się wyroku względem rodziny, złożyła ona zażalenie na umorzenie śledztw względem ratowników.
Co oznacza że w najgorszym przypadku kołomyja dla ekipy może się zacząć od nowa.

Ostatni artykuł który znalazłem jest ze stycznia 2020 - właśnie o tym zażaleniu.

Nie dziwię się że coraz mniej ludzi chce iść w ratownictwo. Wymagania duże, odpowiedzialność ogromna, zarobki takie sobie. Do tego ryzyko, że przez czyjąś głupotę będziesz latami ciągany po sądach w prostym i ewidentnym przypadku.

piątek, 5 czerwca 2020

Zbiornik wodny Łosień - zaskoczenie bo są dwa.

Dziś było wiadomo że nie porobię przy domu. Prognoza już wczoraj mówiła - przelotne deszcze, trzy lub cztery w ciagu dnia. A do układania wełny musi być sucho.
Zostało wybrać się gdzieś rowerem. Wybór padł na zbiornik Łosień. Wyprawa w zasadzie proforma bo w zbiorniku pływać nie można. Jest niedaleko (25km), kiedyś nawet pracowałem całkiem blisko niego, a jakoś nie było okazji żeby go zobaczyć.

 Tyle pokazała mapa google. Sztuczny zbiornik, wybetonowany, powstały przy okazji budowy Huty Katowice. To po prawej stronie nigdy mnie nie zastanwiało, wygląda jak droga techniczna (których w okolicy masa) albo dziwnie zaorane pole.


Zbiornik nawet nie jest wybetonowany tylko bardziej wylany jakąś mieszanką betonu i asfaltu. Zdjęcie robione od płytszej strony, w kierunku na tamę. Po tej stronie głębokość nie przekracza metra. Przy samej tamie sięga metrów dziesięciu. Co jakiś czas zbiornik jest opróżniany i czyszczony z mułu.
 Nadal jest to zbiornik techniczny, ale dawno temu pracownicy dogadali się z dyrekcją i został zarybiony. Połowy - tylko dla pracowników huty i jednocześnie członków koła wędkarskiego.
 Dziś pogoda deszczowa, ale prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie co za przyjemność tam łowić latem. Brzeg w tej postaci musi latem rozgrzewać się do obłędnych temperatur.

 Miałem wracać, skoro zbiornik zobaczyłem, ale na wschód drogi dojazdowej, na szczycie nasypu mignął mi kawałek betonu. No kto układa krawężniki w lesie? Polazłem zobaczyć i okazało się że to nie krawężnik tylko ogromna ilość betonowych płyt. To miał być drugi zbiornik. Położony wyżej od pierwszego i z głebokością zachowaną na prawie całej powierzchni. Pomieszczenie na pompy i przepusty o wysokosci lekko licząc 10m, spietrzenie zbiornika oceniam na 8-9m.

 Jak widać po zdjeciu satelitarnym, płyty nie leżą na całym obwodzie. Nigdy go nie ukończono. Wykonano 70% linii brzegowej, zbudowano komorę przelewową, poniżej zbiornika są ruiny budynku przepompowni.

Zawsze w takich przypadkach zastanawiają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, co się stało że budowę porzucono? Stracił rację bytu? Bo raczej technicznie problemu nie było, warunki gruntowe nie zmieniają się z metra na metr. Może skończyła się gotówka? Okolica była pełna obiektów których realizacja zatrzymała się wraz z upadkiem PRL. 
 A druga rzecz, co czuli ludzie którzy go budowali. Jasne, praca to tylko praca, ale jest w człowieku satysfackcja kiedy coś zostaje ukonczone. Kiedy widać że cała ta babranina miała sens. A tutaj? Przyszedł majster i powiedział "chopy, fajnie żeście kopali ale już starczy, nikomu to niepotrzebne".

I jeszcze taka ciekwostka. HK to była naprawdę olbrzymia inwestycja której ciężar odkształcił całą okolicę. Ten istniejący zbiornik, podobnie jak kiedyś Pogoria III były połączone rurociągami ze zbiornikiem w Goczałkowicach-Zdroju. To znaczy że ten ogromny przemysł potrzebował zabezpieczenia w wodę nawet z odległości 50km.



sobota, 23 maja 2020

Ciekawostka na Brynicy

Deszcz pada. Robić przy domu się nie da, na kajak też nie za bardzo. Rower i objazdówka. Wzdłuż Brynicy do Brzozowic. Jechałem tam jakoś na początku roku, ale się zakopałem na amen w błocie. Objazd udany. Wracając wpadłem na coś takiego:

 Tabliczka z liczbą 14 na prawym brzegu Brynicy. To jest oznaczenie kilometrażu drogi wodnej.


 Umiejscowienie znaku na mapie czerwonym krzyżykiem.

 I teraz tak. O tym że miał powstać port na Czarnej Przemszy to wiadomo. Miał się zaczynać przy  TCC i kończyć przy ujściu Brynicy do Przemszy (za ulicą Ostrogórską).
 Na starych zdjęciach, można znaleźć transport rzeczny na wysokości Parku Tysiąclecia w Sosnowcu Milowicach. Ale nigdzie nie znalazłem informacji żeby droga wodna sięgała tak daleko.
 Myślę że są dwie opcje. Albo znak pochodzi z czasów zaborowych i ma dobrze ponad 100 lat, albo była to jakaś część powojennych prac nad kanałem Wisła-Odra. Plan tej drogi zakładał:
- Port przeładunkowy na TCC
- Drugi port przeładunkowy w Czeladzi
- Sluzę na ujściu Brynicy
- Umocnienie Brynicy i pogłębienie jej do 2.5 metrów (umocnienie wykonano), ale dzisiaj głębokość była miejscami 15cm.
- Przekop kanału z Piekar Sląskich do portu w Gliwicach.


A co do portu na Przemszy.

  Tak wyglądał mniej więcej przedwojenny projekt. Koncepcja zbliżona do tego w Kędzierzynie-Koźlu. Z tym że tutaj korzystano by z bliskości trzech ogromnych stacji kolejowych.
  Budowy zaprzestano z powodu wojny. Na pamiątkę zostały nazwy ulic: Zeglarska i Portowa w Sosnowcu na Jęzorze.

piątek, 22 maja 2020

Ocieplenie domu fińskiego - etap drugi.

No i w piątek zaczynam kolejny etap ;)



Piątek 22 maja. Przyjechał nowy materiał. Deska 15x140x3000 frezowana na pióro wpust. 125mkw. To jest bardzo, bardzo dużo desek. I to będzie bardzo, ale to bardzo dużo gwoździ. Będzie trzeba odpowiednio mocować, bo jest trochę cienka, więc musi być dobrze  ustalona żeby się nie gięła.
(ma taką samą grubość jak pierwotna elewacja).


Niedziela 24 maja. Obróbki wokół okien na parterze. Udało się zrobić tylko dwa, bo sześć razy padł deszcz.  Idea jest taka: poprzycinać, prowizorycznie zamocować, spasować i sprawdzić z poziomem późniejszej elewacji. Zdemontować, zaimpregnować i zakładać razem z elewacja. Deski są numerowane, opisane, są strzałki z kierunkiem montażu i orientacją.


Czwartek 28 maj.  Po trzech dniach deszczu w końcu można wyjść robić. Po południu udało się skończyć kolejną skrzynkę.


  Piątek 29 maj. Ostatnia skrzynka na południowej ścianie wymierzona, poprzycinana i ze sprawdzoną montowalnością.


 Trzy wcześniejsze skrzynki pomalowane impregnatem na kolor docelowy. Ten kolor to pinia. Jak dla mnie to bardzo blada marchewka ale co kto woli. Dzisiejsza deska jest zaimpregnowana preparatem biobójczym i suszy się w garażu. Impregnat przeciwilgociowy można nałożyć dopiero jak całkiem wyschnie.

 Jutro wczesna pobudka, rusza wypychanie wełną i montaż folii na południowej ścianie. ;)




A taki ch... był plan żeby zacząć, ale wyniknęły dodatkowe okoliczności.
  • Deszcz (a mówili że susza będzie)
  • Konieczność doczyszczenia ram okiennych z kleju. Kiedyś poprzyklejałem do nich moskitiery, teraz muszę przykleić membranę, wiec resztki kleju który od słońca zwulkanizował trzeba było usuwać szpachelką.
  W międyczasie zatrudniłem nieletnią do malowania desek elewacyjnych. Pierwszą warstwę impregnatu trzeba położyć przed zamocowaniem deski. Chodzi o to żeby zabezpieczyć przed wilgocią pióra i wpusty, co po przybiciu jest niemożliwe. Druga warstwa będzie nakładana już na ścianie.

 W środę 3 czerwca udało mi się zamocować membranę na samym szczycie ściany. Przewidywałem że to będzie najgorsza robota, bo trzeba za jednym razem ułożyć 12m zaczynając od szczytu i symetrycznie naciągając w obie strony. To oznacza że drabinę trzeba przestawić mniej więcej dziesięć razy.
  Ponieważ były pytania od fana "co tak wolno" to informuje. Byłoby szybciej gdybym zwrócił wczoraj uwagę że membrana ma być niebieską stroną na zewnątrz, a kropokowaną stroną do środka.
  Warto na to zwrócić uwagę, bo wyciąganie dziesiątków zszywek balansując na drabinie jest straszliwie frustrujące.

 Czwartek, 4 czerwca. Udało się założyć startowy arkusz membrany (tym razem w dobrą stronę) i zamocować dolne wsporniki pod wełnę. Na wsporniki poszły ścinki po robieniu skrzynek wokół okien. Pierwotnie planowałem że pójdą tam całe deski elewacyjne, ale takie rozwiązanie pozwoliło zaoszczędzić 10 sztuk.
  Liczyłem na założenie dzisiaj jeszcze listwy startowej, ale zaczęło kropić (cóż za niespodzianka), więc porobiłem tylko zabezpieczenie przed wlewaniem deszczu.
 Prognoza pokazuje że za robotę będzie można się zabrać w sobotę, jutro mają być ulewy.

  Sobota 6 czerwca. W końcu słońce. Zacząłem wypychanie wełną kratownicy. Zeby wsadzić spodnią warstwę trzeba stosować taki trik z workiem. Obłożyć i przeciągnąć, potem wyciągnąć worek. Technika działa całkiem dobrze.

  Po całym dniu pracy. Liczyłem na całą ścianę ale nie jest źle.

  Wełna zabezpieczona przed deszczem. I nie, nie zapomniałem o oknach. Po prostu potem wytnę otwory w membranie. Dodatkowe sztukowanie w trakcie montażu nie jest możliwe przy pracy w jedną osobę.
 Jutro musze coś wymyślić z drabiną, bo po założeniu membrany, nie za bardzo będzie jak ją oprzeć, pewnie przykręce deskę do szczytu żeby ciężar się rozkładał na większej powierzchni.


 Niedziela. Kolejne dwa rzędy w górę. Na 12 zapowiadali burzę więc pozabezpieczałem wszystko folią. Burza przyszła dopiero o 15 i była symboliczna. W międzyczasie zrobiłem przygotówkę pod kolejną ścianę - deski startowe i wsporniki do wełny.
  Wymyśliłem co zrobić z drabiną. Muszę zacząć montować elewację. wtedy drabinę będę opierał o deski.
  Prawidłowy kąt ustawienia to 65-75 stopni. Z geometrii wynika że na ścianie odłoży się 25-30% obciążenia. Membrana miała by problem ale deski spokojnie wytrzymają.
  I poprawka organizacyjna. Trzeba robić dwie ściany na raz a nie jedną. Jak najwcześniej rano zacząć na południowej ścianie i skończyć najpóźniej o 10.00.
  Potem do 16 robił północną ścianę a następnie wrócić na pierwszy front robót.
 Tym sposobem cały czas robi się  w cieniu ;)

 I to z czego jestem bardzo zadowolony - pomimo tego że dopiero niewielka część jest ocieplona, dom przestał się nagrzewać od słońca. W pokojach na parterze jest chłodno. ;)

Poniedziałek. Od rana pokapuje. Zeby nie tracić dnia, biorę się za drugą ścianę od dołu. Na tym poziomie dużo szybciej można zabezpieczać przed deszczem. Dwa rzędu poziome, jeden pionowy i zaczęło lać.
 Jutro i pojutrze ma być ładnie, wracam na południową ścianę.
 Wpadłem na pomysł jak ominąć problem z membraną i drabiną. Najpierw zrobię na gotowo nad oknami na piętrze - obie warstwy wełny i membrana i deseczki. To jest do zrobienia bo nad oknem jest podwójna deska i wełna ma się o co zaprzeć.
 A wogóle, korzystając z tego że dziś dzień roboczy, membrane do przycinania rozwijałem sobie na ulicy bo na ogródku już miejsca brakuje.

 Wtorek. Dzień przybijania małych deseczek. Z jednej...

  I z drugiej strony. Nie o wełnie pod spodem nie zapomniałem.

  Sroda. Strasznie wczoraj zachlałem. Paliłem blanty do piątej rano. Film mi się urwał jak leżałem w wełnie Teraz mnie krzyż napierdala. Trochę się przespałem, ale musiałem wstać rano bo mam obowiązki. Mam remont. Niektórzy mówią, że nie można chlać jak się robi na budowie, ale to nie prawda. Można, tylko trzeba wstawać rano. Na tym polega odpowiedzialność.

 Niestety pomimo tego że wstałem rano, nie mogłem od rana młotkować. Zona odsypiała nockę i powiedziała że mnie trwale skrzywdzi jak będę hałasował. Od południa, akcja "wypchaj wełną wszystkie miejsca wokół okien.

  Oraz, w końcu przybijanie desek elewacyjnych. I znowu, życie jest jak striptease transwestyty. Wszystko ładni i pięknie a na koniec chuj. W moim przypadku - deski. O ile są proste, pióra i wpusty są centryczne, o tyle końcówki są postrzepione. Prawie każdą deskę trzeba na obu końcach obciąć o 5mm, tak żeby była proste.
 Ponieważ ma być równo, robię to piłką do metalu, bo zwykła płatnica nie daje takich równych krawędzi. Ale spoko, tylko na parterze będę tak robił, na poddaszu i tak nie będzie widać niedoskonałości.

 Czwartek. Dziś święto, więc nie stukałem od rana tylko malowałem deski na zapas. Potem przybijanie i rzeźba wokół parapetów. Wyklejanka wokół okna, montaż skrzynki i ... burza.
 Jakby się trafił jakiś dzień bez deszczu to byłby cud.
 Strasznie dużo czasu schodzi na zabezpieczanie przed wodą i późniejsze ściąganie zabezpieczeń.

 Piątek. Na ścianie południowej skończyłem obróbki wokół parapetów, zamontowałem drugą skrzynkę i spasowałem ją z elewacją. Kilka elementów musiałem pocienkować o 1-2mm na dystansie ponad metra żeby było minimalny luz między skrzynką a elewacją.

W czasie kiedy słońce prażyło południową ścianę, zrobiłem początek na północnej. Pięć rzędów desek. Niewolnicy, pracownicy, dzieci zaczynają się buntować. Nie chce im się desek malować bo to żmudna i nudna robota. Musze jakiś motywator. Kupiłem im lody, jak do jutra się nie poprawi motywacja, to jutro nie dostaną kolacji.
Aha, dzisiaj raz padało. Pięć minut mżawki, ale i tak trzeba było wszystko pochować.

 Niedziela. Wczoraj nie robiłem zdjęć. Od południowej strony udało się dojechać do górnej krawędzi okna.

  Od północy jak widać.

 I na próbę założona deska domykająca otwór na okno.

 Poniedziałek. Dwa kolejne rzędy na południu. Oba okna domknięte. Trzeba był jeszcze zrobić trochę wyklejanki taśmą wodoodporną żeby skraplająca się para wodna nie miała możliwości włażenia na skrzynkę okienną. Po prawej kolejne deski z zaszlifowanymi/poprzycinanymi końcami - do malowania na jutro.


Sciana północna. Też dwa kolejne rzędy desek, prawie nie widać różnicy.
Mój bieda-idiotenkamera nie nadaje się wogóle do zdjęć w nocy ;(


Wtorek. Miałem tylko jedną przygotowaną deskę, więc zrobiłem obróbkę wokół kabla. Reszta popołudnia to malowanie desek i łat na jutro.

 Piątek. Przez te cholerne deszcze prawie nic nie idzie zrobić. Na południowej dźwignąłem się nieco powyżej krawędzi dachu. Na północnej dojechałem do końca nabitych kontrłat - 5 rzędów desek za trzy dni. Jutro cały dzień ma padać, przejaśnienia dopiero w niedzielę.


 Wtorek. W sobotę padało, za to w niedzielę padało. W sobotę rano udało się przybić kilka dech i tyle, reszta weekendu w plecy.  W poniedziałek też pokropiło, ale przynajmniej dzieci przygotowały deski. Dziś w końcu udało się: uzupełnić brakujące panele wełny po lewej stronie, zdjąć i założyć paroizolację po prawej (zapomniałem dać na wierzch kabli z prądem...), nabić krótkie łaty i zrobić jeden rząd desek. To był pierwszy od kilkunastu dni dzień całkowicie bez deszczu.

Sobota. Powolna dłubanina od wtorku. Dzisiaj przymocowałem trzy deski... te wokół parapetów. Zrobiłem wykładzinę i folię pod parapetami i to samo od góry. Na zdjęciu słabo widać, ale są wkręcone górne deski od skrzynek okiennych.
Przy okazji w wolnych chwilach uzupełniam brakujące gwoździe. Normalnie przy montażu wbijam tylko dolne. Góra deski zostaje lekko luźna i łatwiej spasować. Potem trzeba uzupełnić górny rząd, o czym oczywiście zapomniałem wcześnie... wiec dzisiaj trzeba było ekstra 200 gwoździ wbić.

 Wtorek. Znów trochę w górę. Wczoraj poprawiałem skrzynki okienne. Okazało się że te listwy które są bliżej elewacji, wyciąłem za wąskie. Po przymiarce wyszło że jest centymetr luzu. Więc wczoraj docinałem nowe skrzynki.
 Po głębokim namyśle, stwierdziłem że za wąskie listy zużyje później do okna w kuchni. Ono siedzi trochę płycej w ścianie i tam powinny pasować.

 Czwartek. 2 lipiec. Znowu kilka desek do góry, a potem ulewa. Jeszcze robiłem ostatnie zamocowania żółtej folii na górze jak zaczęła się ściana wody.  45mm opadu w półtorej godziny, do tego silny wiatr tak że rzucało wodą po ścianach. Okno w kuchni było zalewane tak jak przednia szyba samochodu w trakcie deszczu. W nocy przeszły jeszcze dwie burze ale mniejsze.


Piątek.  Rano w gazetach napisali że to była największa nawałnica od 10lat w Czeladzi.
Ponieważ woda lała się po ścianach, wełna na północnej ścianie złapała trochę wilgoci. Niedużo na szczęście, tyle że doschnie samo z siebie.
 Gorzej przy narożniku od strony beczki, tam pomimo folii woda rozbijająca się o podłoże solidnie zawilogociła jeden kawałek. Tam będę musiał z 10cm wełny wyciąć i dać nową.
 Dziś dzień się zaczął od wietrzenia i poprawek wszystkich zabezpieczeń.



Sobota. Wczoraj chyba nie rozbiłem zdjęć. Albo robiłem i nie pamiętam. Wszystko przez przemęczenie. Dni zlewają się w jedno. Pobudka, śniadanie, młotek. Dźwięk wbijanych gwoździ. Deska, pędzel, drabina. Sen nie daje już ukojenia. Sni mi się że przybijam deski... Na południowej ścianie dojechałem do górnej krawędzi okien. Wyższy etap to będzie akrobatyka sportowa z elementami neurochirurgii - przewody z prądem umieszczone są w takim miejscu że po prostu zawadzają, będzie się trzeba pod nimi na wydrę przeciskać.

 Podciągnąłem ocieplenie na północnej ścianie. Po co? Ano jak będę robił szczyt na południowej to gdzieś muszę dawać ścinki, więc będę trafiały na północną bo łatwiej je tu sztukować - to pozwoli ograniczyć straty w materiale.


czwartek, 21 maja 2020

Ocieplenie domu fińskiego - etap pierwszy.

 To nie ma nic, ale to nic związanego z pływaniem. To konstrukcja DIY czyli własnymi rencami jak mawiał jeden z prezydentów.

 Materiał bazowy kantówka 50x50x2500 i kantówka 50x20x2500. Kolega specjalista od traktorów doradził standaryzacje komponentów - to jest zajebisty pomysł, bo nie trzeba szukać konkretnej długości belki na budowie. Minus taki, że musiałem zamówić kilkadziesiąt łączników, i wkręcić 350 wkrętów więcej.


2020.04.03 (piątek) przyjechał materiał na kratownicę nośną.

 Mizerny efekt pierwszych dwóch dni pracy. Rozstaw łat 60cm, tak żeby pasowała do nich płyta wełny mineralnej bez przycinania. Mocowanie na wkrętach fi fi 6x100 i 120 tak żeby łapały do odeskowania a nie tylko do elewacji. Pierwsza rzecz to przycięcie dwóch belek dystansowych 600mm, które potem się po prostu ustawia a o nie opiera kolejny rząd.


   Tu już mieliśmy trochę wprawy.
 


 Stan na 2020.04.30 (czwartek wieczór)


 Stan na 2020.05.02 (sobota wieczór). Ukończona całkowicie strona północna i zachodnia. Na południowej zrobione tylko belki poziome na parterze. Przy okazji informacja odnośnie konstrukcji domu. Sciany na parterze, mają następującą konstrukcje (patrząc od środka): pełne deskowanie poziome deską 25mm, paroizolacja, rama nośna z kantówek 80x80 wypełnionych ociepleniem, pełne odeskowanie skośne (45*) deską 20mm, warstwa wiatrochronna, elewacja pionowa deską 15mm.
 Na piętrze, nie ma skośnego deskowania. Jest tylko ramiak z belek 80x80, wiatrochron i elewacja. Ponieważ nowa rama musi się trzymać do starej, dlatego odstępy są zwiększone do 92 cm. Ramiak składa się z trzech belek pionowych: między oknami i po jego bokach oraz czterech belek poziomych (jak na zdjęciu na górze).


  
  Stan na 2020.05.04 (poniedziałek). Podstawa pod obróbkę wokół okna. Cienka rurka wychodząca z beczki na wodę, to bypass do mauzera. Przez kilka ostatnich dni, z połówki dachu zeszło 500litrów wody.


  Stan na 2020.05.05 (wtorek). Południowa i wschodnia ściana. Trzy pionowe rzędy na południowej, cztery poziomie na wschodniej, plus jeden skos. Byłoby więcej gdyby nie to że trzy razy lało i musiałem zwijać majdan.

 Stan na 2020.05.07 (czwartek). Cztery pionowe rzędy, plus postawa pod obróbkę wokół okna.

Piątek 2020.05.08 Tylko dwa rzędy nabite. Jak na razie to maksymalna wysokość, do której można robić samemu. Narzędzia odstawia się między elementy kratownicy, lub stawia na parapecie. Wyżej, musi być już ktoś kto będzie podawał wkrętarki przez okno.


 Nadal ten sam piątek. Usuwanie starej izolacji z tyłu domu. To jest najprawdopodobniej izolacja celulozowa. Ostatnio po kilkuletniej dominacji wełny mineralnej i styropianu, do łask wracają izolacje z wełny drzewnej lub celulozowej.
  Miałem sporo obaw co do tej izolacji. To co wyciągnąłem wygląda niespecjalnie. Ale, jest całkowicie suche, nie ma śladów gnicia czy jakiegoś robactwa. Jest to dobry znak, biorąc pod uwagę że przeleżała w stropie kilkadziesiąt lat.

Sobota 2020.05.09 Na południowej ścianie przymocowana JEDNA deska nad oknem. Półtorej godziny dłubania z podcinaniem i przymierzaniem. Za to nabite cztery rzędy z tyłu, żeby było jakiś postęp wogóle widać. ;)


 Piątek 2020.05.15 - przyjechała nowa wełna.


 I korzystając z chwil bez deszczu, udało się dokończyć kratownicę na południowej ścianie.


Niedziela 2020.05.17. W sobotę usunąłem stary wiatrołap, i resztę ocieplenia spod okapów z tyłu domu. Zrobiłem prowizoryczny daszek. W niedzielę obróbka wokół okna po prawej i reszta pionowych desek. Skończyły się wkręty do złączy ciesielskich, skończyły się wkręty 6x120 do mocowania poziomych desek, prace trzeba przerwać do poniedziałku.


 Sroda 2020.05.20. W końcu dojechały wkręty. Okazuje się że większość sklepów sprzedaje łączniki, a nie sprzedaje wkrętów do nich. Wszyscy montują na rympał zwykłymi wkrętami do drewna.

  Pierwszy etap prac, czyli kratownicę można uznać za skończony ;)
300 wkrętów fi 8, 700 wkrętów fi 6, 350 wkrętów fi 5, kilkadziesiąt łączników ciesielskich różnych typów, półtorej baniaka impregnatu w kolorze zielonym..
Zostało 27 kantówek, będzie z czego na jesieni zrobić wiatrołap.
 Zaczynałem od przodu domu, potem boki, tył na koniec. Poziome belki które doszły do drzwi, różnią się na wysokości tylko o 2mm !

Jutro  przyjeżdża elewacja, deski 140x15x3000mm frezowane na pióro-wpust.