piątek, 9 października 2020

Ocieplenie etap trzeci

 Koncowe prace do wykonania.

 Daszek nad drzwiami, rury spustowe rynien w nowych pozycjach, wykonczeniowka wokol parapetow.

Zaczynajac od daszka bo najwazniejszy, inaczej na glowe sie leje. 



Daszek prowizoryczny na rok, gora dwa. Wiadomo prowizorki zyja najdluzej wiec na wszelki wypadek jest zrobiony solidnie. Główne belki to kantowka 50x50 z rozstawem 500. Poprzeczne 50x20 z rozstawem 590. Do tego cztery stężenia żeby całość była sztywna. Przy montażu sobie uświadomiłem że poprzedni właściciel nie dał stężeń przy swojej konstrukcji i wiecznie się ten daszek chwial.


 Pokrycie - plyta falista pcv dymiony braz (kto wymysla te nazwy?)  Na razie zalozone 20 wkretow mocujacych, ale juz widze za na dolnej krawedzi bedzie trzeba dorzucic jeszcze ze cztery zeby go nie podnosilo na wietrze.

Rura spustowa w nastepnej kolejnosci. Poniewaz jest dzielona z wsadzonym lapaczem deszczu, mocowanie jest na czterech uchwytach. No i te uchwyty trzeba wyrownac zeby calosc rury prezentowala sie prosto. 



środa, 16 września 2020

Śledź piaskowo śniegowy.

  Na szczęście nie do jedzenia bo piasek w zębach chrzęści a śnieg mordkę wykrzywia w zygzak. SPS to taki rodzaj mocowania do namiotu jak chcemy biwakować na plaży* lub na śniegu.

  Mój namiot jest wyjątkowo nie-samostojącym namiotem. Bez zakotwienia obali się od razu. Najbardziej krytyczne są dwa śledzie na przeciwległych końcach - te wyprowadzone od krótkich masztów. W zasadzie namiot stoi dzięki nim.

  Oryginalnie dołączone były aluminiowe śledzie-szpilki**. Cienkie, jakieś 4mm średnicy. O ile na trawniku trzymają znakomicie, to już na piasku nie trzymają prawie wcale. Zeby namiot jako tako stał, śledzie były wciśnięte sporo pod powierzchnie a i tak całość była niepewna.

 Zacząłem szukac czegoś do mocowania namiotu w takich warunkach. Przecie nie ja pierwszy mam taki problem. Niemal od ręki znalazłem śledzie piaskowe MSR w cenie 130pln za sztukę. W tej cenie to śledź powinien się sam wbijać a potem za mną chodzić żebym go dźwigać nie musiał.

 Probowałem zrobić sam. Wersje dwie:

  • Rurka aluminiowa fi20 z marketu budowlanego. Przycięta na długość, rozcięta wzdłóż. Przy próbie rozginania - pękła. Próbowałem też zagrzać nad palnikiem i rozginać na ciepło. O ile rozgięło się fajnie, o tyle całość zaczęła pękać przy wierceniu otworów.
  • Rurka PCW - kanalizacjyjna fi 110mm. Wyciąłem kształt śledziopodobny 4cm szeroki, 30cm długi. Zadnego rozginania nie trzeba było robić. W miękkim piachu-super. Ale przy twardszym piachu i próbie wciśnięta poprzez nadepnięcie - pękło.

Finalnie, znalazłem przecenione śledzie Naturehike po 9pln. I nabyłem cztery.***

Chiński produkt jest spory. 36mm szerokosci 310mm długości. Waży jakieś 40gram. Sznurek i karabińczyk trzeba dodać samemu. Sznurek ma jakieś 300mm długości. 

 Cały myk polega na wbiciu śledzia w całosci w ziemię pod kątem jakichś 30 stopni od pionu. Sznurek ma być styczny do śledzia i też idzie przez piasek, tak że tylko karabińczyk wystaje z gruntu. Do karabińczyka zapinamy odciąg namiotu.

 Sprawdziłem na plaży - trzyma mocarnie. Do namiotu dorzuciłem dwa takie duże śledzie i sześć mniejszych z profilem V zamiast szpilek.

 Teraz namiot stoi nawet na plaży jak przykręcony.

---------------------

*albo w piaskownicy.

** kiedyś na takie szpikulce mówiło się zapałki, śledzie były większe najczęściej o przekroju V. Teraz na wszystko mówi się śledzie.

*** Trzecia zasada zakupów. Nieważne ile szukasz. Dzień po zakupie znajdziesz to samo taniej. Ja na drugi dzień znalazłem podobne (tyle że nie anodyzowane) w cenie 4.5 sztuka.

niedziela, 26 lipca 2020

Spływ kajakowy Pilica-Wisła - trzy dni.

Plan był na pięć dni. Optymistycznie zakładałem że zacznę na Pilicy w Warce i maks co dopłynę to do Płocka. Z dotychczasowego doświadczenia wiedziałem że w jeden dzień mogę zrobić 40km. Raz udało mi się 43 ale to już było opór. Więc plan maksimum to 5x40=200.


Dojazd w środę wieczorem, zakupy w Warce, noc na kempingu (camping nr 120 nad Pilicą). Poprzedni spływ kończyłem właśnie tam. Kemping wart polecenia. Czysto, dużo toalet, prysznic w cenie pobytu, teren ogrodzony i monitorowany.


W czwartek rano ruszam. Pierwsze 20km to jeszcze spływ Pilicą. EDIT: 16km nie 20.

Pilica nadal urokliwa tak samo jak ostatnio. Dodatkowy bonus, to nieco wyższy stan wody i brak konieczności wychodzenia z kajaka. Niebo pochmurne, od czasu do czasu coś pokapuje.


Po niecałych trzech godzinach wypływam na Wisłę. Jest ogromna w porównaniu z Pilicą. Na tym odcinku ma 300-500 m szerokości i dużo wysp w nurcie.


 Piaszczysta plaża. Dla osób z Zagłębia Piaskowego, ten piasek to spory zawód. Zagłębie przyzwyczaja do jednorodnego piasku w żółtym lub ciemno żółtym odcieniu. Ten nie dość że jest biały, to jeszcze jest bardziej miałki i wymieszany z innymi frakcjami. Jest drobny żwir i gliniasty muł.
 W efekcie choć wygląda zachęcająco, jest ostry i klei się do stóp.


 Nurt Wisły okazuje się być bardzo silny. W efekcie wieczorem docieram do budowy mostu północnego przed Warszawą. To jakieś 75km jednego dnia. EDIT: 60km a nie 75.  Przeprawa pod mostem uciążliwa, bo inwestor zapomniał że ta rzeka do droga wodna i nie zrobił oznaczeń torowych. W efekcie lawiruje się pomiędzy przypadkowo wbitymi w dno larsenami żeby jakoś przepłynąć. Obnoska brzegiem nie wchodzi w grę: rozsypany tłuczeń i ogrodzenia.
Nocleg na łasze zaraz za mostem i wcześnie rano ruszam dalej.


Po godzinie docieram do Warszawy. Na zdjęciu niezbyt się to rzuca w oczy, ale na żywo widać że PKIN nadal jest ogromnym budynkiem. Teraz rozumiem jakim symbolem był w czasach budowy. Jedyny budynek widoczny  w promieniu 10km w całej okolicy. We wszystkich wioskach mieli namiar na stolicę.



Macham wiosłem a kilometry lecą, docieram do twierdzy Modlin. Wiem że ogrodzona do remontu więc nawet się tam nie pakuje. Drugi dzień to skwar. Filtr pracuje na okrągło, wypijam ponad 4 litry wody. Brakuje mi bardzo izotoników, jałowa woda przy takich ilościach jest niesmaczna.



Około 19 dopływam do Wyszogrodu, gdzie liczyłem na jakieś pole namiotowe. Gdzie tam, deptak z widokiem na rzekę zarośnięty. Napis "otwarci na Wisłę" ledwo widoczny zza chaszczy. Trzeba płynąć dalej szukać noclegu. Znajduje go trzy kilometry dalej, na miejscówce wędkarskiej. Komarów jest masa. Rzesza normalnie. Na kolacje zostają ciastka i woda, bo nie ma jak wyjść z namiotu żeby zrobić herbatę.
Na śniadanie ta sama potrawa i ruszam dalej.


Zęby myję już na kajaku. Koło 8 ląduje na łasze i biorę kąpiel. W sumie mogłem tu wczoraj dopłynąć i mieć nocleg bez komarów.  Od 10 zaczyna się skwar jak wczoraj. Dobrze że słońce w plecy bo rano ruszając zostawiłem okulary na noclegu.


 Godzinę czy dwie później, na jednej z wysepek znajduje szczątki płaskodennej łodzi. To typowa wiślana pychówka. Bardzo długa i z nikłym zanurzeniem.



O 13 docieram do Płocka. Tuż przed samym mostem rzeka postanawia pokazać na co ją stać. Wiatr i fale jak na mazurskich jeziorach. Zdjęć z najlepszego momentu nie mam bo byłem zajęty wiosłowaniem, ale potrafi dać w czajnik.  Solara ratuje nadmiarowa wyporność. Nie jest obciążony nawet w połowie, więc po prostu sobie podskakuje na fali. Przy pełnym załadunku miałbym wodę w kokpicie.


To co planowałem na pięć dni, zrobiłem w połowie tego czasu.

Spacer z miejsca lądowania do dworca to gehenna. Gorąc, słońce i prawie trzy kilometry marszu z klamotami. Komunikacja miejska nad rzekę nie jeździ. Sam dworzec kolejowy, nowy, ładny, i pusty. Zamknięte kasy (tylko automat) i mizerne połączenia kolejowe. Brak zapowiedzi dworcowych. Przez pomyłkę wsiadłem do nie tego pociągu. Dobrze że przytomnie zapytałem bo pojechałbym diabli wiedzą gdzie.
Zeby dojechać do Kutna, trzeba się jeszcze przesiąść na autobus w jakiejś małej wiosce. Na dworcu w Kutnie obiad i pociągiem do domu.

I teraz tak.
Jestem bardzo przyjemnie zaskoczony dystansami. 83km w jeden dzień do dla mnie nieprawdopodobny wynik. Cieszę się że spłynąłem - w sumie mam już 350km zrobione - początek-środek-koniec. Czyli ponad jedna trzecia rzeki.

Ale ten odcinek mnie nie urzekł. Rzeka jest po prostu za szeroka i zbyt monotonna. Obrazowo ujmując, po trzech dniach na Pilicy czułem niedosyt, po tym samym czasie na Wiśle przesyt. Myślę że następne spływy będą na mniejszych rzekach.

poniedziałek, 6 lipca 2020

Spływ pontonowy Biała Przemsza - Maczki ->Niwka

 W tą niedzielę miałem już dość stukania młotkiem. Elewacja z drewna piękna rzecz, ale po iluś dniach biegania po drabinach i przybijania gwoździ, tajone emocje roznoszą człowieka.

 Spływ miał być just for fun, więc żadnych dalekich wojaży czy krętych rzek. Ponton do worka, kanapki do drugiego, autobus na Maczki (turystyczne 622) i sto metrów spaceru od przystanku do przystani.

 Sam spływ 9km, 3 godziny. Raz pod drzewem, raz nad, mniejszy próg, większy próg, kilka bystrzy na których fajnie rzuca. Lądowanie przed potokiem Bobrek. Z czystego lenistwa, bo z tego miejsca jest 100m na przystanek.

 Przy okazji przetestowałem nową-starą kamerę Sony as50.

Na pamiątkę spływu poniższy film.



A tutaj opis poprzedniego spływu na tej trasie z 2017r.

Bardzo dobre miejsce do spływu, bo:
- zaczyna się w mieście i kończy w mieście, dojazd i powrót autobusem/tramwajem/uberem jest śmiesznie prosty
- spływ jest zróżnicowany ale nie ekstremalny
- 90% czasu płynie się przez bardzo malowniczą okolicę - lasy
- woda jest czysta, do głębokości 0,5m widać dno.
- są zrobione pomosty i wiaty
- są firmy które wypożyczają kajaki. Jedna to 'kajakiprzemsza" ze Sławkowa a druga to ...tadam MOSIR Sosnowiec (paczta, niby Sosnowiec a takie sprytne). MOSIR z opisu jest śmiesznie tani, ale nie sprawdzałem ile kosztuje dowóz.

Punkty charakterystyczne:
1. Początek spływu. Sosnowiec Maczki, ulica Krakowska, dojazd 935 z Katowic lub 622 z Sosnowca. Trzeba wysiąść na pętli, ulicą Krakowska pójść w stronę Jaworzna. Przechodzi się przez most, i zaraz za nim, drogą gruntową w dół w prawo. (50.257434, 19.271221). Zdjęcia z miejsca samego startu nie mam, ale zrobili tam ostatnio pomost, nie da się nie trafić.
Obrazek

2. Ok 2 km rzeka silnie meandrująca, sporo gałęzi w nurcie, ale prawie nigdy przez całą szerokość więc da się opłynąć. Nurt powoduje że łatwo wylecieć na łuku. Trzeba uważać na gałęzie zwieszające się z brzegów -polecałbym zabrać dla bezpieczeństwa okulary ochronne. Oczywiście na zdjęciach, nie ma największych chaszczy, bo ręce wtedy miałem zajęte.

Obrazek

Ale niektóre miejsca są sielskie

Obrazek

3. Bystrze+mały próg (20cm), do spłynięcia najlepiej po prawej (jest oznakowany)

4. Przepłynięcie pod dużym mostem kolejowym. Robi z wody wrażenie, zwłaszcza jak się płynie rano i koniec mostu znika we mgle (wysokość 10 pięter, długość >300m). Zdjęcie z listopada 2016.

Obrazek

5. Drugi próg ok 40 cm. Nie jest to typowy sztuczny próg, bardziej wygląda jakby dno miało schodek. Do spłynięcia lewo lub prawo. Środek - tylko ponton, bo zaraz za progiem jest ogromny płaski kamień. Ponton na nim siądzie, kajak można połamać.

Obrazek

6. Zakręt i długi prosty odcinek

7. Elektrownia wodna, lądowanie po prawej stronie jakieś 50m od elektrowni. Krzaki przy brzegu są wycięte. Przenoska jakieś 10m za koniec opasek elektrowni i wodowanie.

Obrazek

8. Długie proste odcinki, łagodne zakręty. Od czasu do czasu kamień w nurcie.

8. Most drogowy, zaraz za nim lądowanie na prawym brzegu (umocniony) i przenoska obok drugiej elektrowni.

Obrazek

9. Proste odcinki, małe bystrza.

10. Most kolejowy i szeroki most drogowy. Pod mostem drogowym efektowne bystrze.

11. Prosty odcinek.

12. Jak tylko się zobaczy kolejny most drogowy, pilnować prawego brzegu. Zaraz przed dopływem potoku Bobrek jest umocnione miejsce (trylinka) gdzie warto wylądować. Potok, niesie brudną wodę i rzeka zaczyna śmierdzieć.
Obrazek


Spływ do tego odcinka to jakieś 12km. Czas (pontonem) od 2h45 do 4h zależy jak kto płynie. Kajakiem pewnie ok 2h.

Jeżeli popłynie się dalej to :
13. Pod mostem i zaraz za nim bystrze
14. Zakręt w lewo
15. Drzew w wodzie i bystrza.
16. Wysiadka na prawym brzegu wprost na TCC. Brzeg niewygodny do wysiadania - wysoki i śliski (tam pokiereszowałem bark).

Jeżeli rzeka przeniesie, to najlepiej dopłynąć do Brynicy (10m dalej) i od razu przebijać się na drugi brzeg. Pod mostem kolejowym jest łagodne wyjście na prawy brzeg.

Uwaga techniczna: im bardziej płaskodenna jednostka tym lepiej, skegu nie polecam.


Obrazek

czwartek, 25 czerwca 2020

Tragedia w Darłówku - jeszcze dziwniejsze działania rodziny.

 Latem 2018 doszło do tragedii. W Darłówku utonęła trójka dzieci. Zdarzenie miało miejsce na obszarze niestrzeżonym, na którym kąpiel była zabroniona. W akcji ratowniczej brał zespół z pobliskiego kąpieliska.

Jeszcze zanim zakończył się proces NIK który zachowywał się jak początkujący audytor w samochodówce, napisał elaborat "co powinno być lepiej zrobione". Jednocześnie żaden punkt tego elaboratu nie mówił "co zostało zrobione nie tak". Pisałem o tym tutaj.

W wrześniu 2019 zakończyły się dwa procesy. Jeden w którym badano potencjalne zaniedbanie rodziców, drugi w którym badano możliwe zaniedbania ratowników.

Proces w sprawie ratowników został umorzony. Smutne to że tyle czasu to trwało (ponad rok), bo sprawa była ewidentna - całość zdarzenia miała miejsce POZA strzeżonym kąpieliskiem. Rzecz którą można ustalić w kilka dni i po prostu nie wszczynać procesu z braku podstaw.
 Ale niech będzie że sprawiedliwość nierychliwa ale sprawiedliwa.

Proces w sprawie rodziców również został umorzony. Zwalono całą winę na zbieg okoliczności. Tu wiatr, tam woda, tu toaleta, ktoś nie spojrzał, ktoś się odwrócił. Moim zdaniem w sąd po prostu zachował się jak człowiek. Rodzice zawalili sprawę opieki, ale ponieśli taką karę, że bardziej ich już kopać nie trzeba.

W zasadzie na tym wszystko powinno się skończyć. Ratownicy powinni zostać przeproszeni przez wszystkich, którzy na nich psy wieszali, a zarówno oni jak i rodzice powinni mieć kilka sesji terapeutycznych z psychologiem.

Nie.  Już po uprawomocnieniu się wyroku względem rodziny, złożyła ona zażalenie na umorzenie śledztw względem ratowników.
Co oznacza że w najgorszym przypadku kołomyja dla ekipy może się zacząć od nowa.

Ostatni artykuł który znalazłem jest ze stycznia 2020 - właśnie o tym zażaleniu.

Nie dziwię się że coraz mniej ludzi chce iść w ratownictwo. Wymagania duże, odpowiedzialność ogromna, zarobki takie sobie. Do tego ryzyko, że przez czyjąś głupotę będziesz latami ciągany po sądach w prostym i ewidentnym przypadku.

piątek, 5 czerwca 2020

Zbiornik wodny Łosień - zaskoczenie bo są dwa.

Dziś było wiadomo że nie porobię przy domu. Prognoza już wczoraj mówiła - przelotne deszcze, trzy lub cztery w ciagu dnia. A do układania wełny musi być sucho.
Zostało wybrać się gdzieś rowerem. Wybór padł na zbiornik Łosień. Wyprawa w zasadzie proforma bo w zbiorniku pływać nie można. Jest niedaleko (25km), kiedyś nawet pracowałem całkiem blisko niego, a jakoś nie było okazji żeby go zobaczyć.

 Tyle pokazała mapa google. Sztuczny zbiornik, wybetonowany, powstały przy okazji budowy Huty Katowice. To po prawej stronie nigdy mnie nie zastanwiało, wygląda jak droga techniczna (których w okolicy masa) albo dziwnie zaorane pole.


Zbiornik nawet nie jest wybetonowany tylko bardziej wylany jakąś mieszanką betonu i asfaltu. Zdjęcie robione od płytszej strony, w kierunku na tamę. Po tej stronie głębokość nie przekracza metra. Przy samej tamie sięga metrów dziesięciu. Co jakiś czas zbiornik jest opróżniany i czyszczony z mułu.
 Nadal jest to zbiornik techniczny, ale dawno temu pracownicy dogadali się z dyrekcją i został zarybiony. Połowy - tylko dla pracowników huty i jednocześnie członków koła wędkarskiego.
 Dziś pogoda deszczowa, ale prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie co za przyjemność tam łowić latem. Brzeg w tej postaci musi latem rozgrzewać się do obłędnych temperatur.

 Miałem wracać, skoro zbiornik zobaczyłem, ale na wschód drogi dojazdowej, na szczycie nasypu mignął mi kawałek betonu. No kto układa krawężniki w lesie? Polazłem zobaczyć i okazało się że to nie krawężnik tylko ogromna ilość betonowych płyt. To miał być drugi zbiornik. Położony wyżej od pierwszego i z głebokością zachowaną na prawie całej powierzchni. Pomieszczenie na pompy i przepusty o wysokosci lekko licząc 10m, spietrzenie zbiornika oceniam na 8-9m.

 Jak widać po zdjeciu satelitarnym, płyty nie leżą na całym obwodzie. Nigdy go nie ukończono. Wykonano 70% linii brzegowej, zbudowano komorę przelewową, poniżej zbiornika są ruiny budynku przepompowni.

Zawsze w takich przypadkach zastanawiają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, co się stało że budowę porzucono? Stracił rację bytu? Bo raczej technicznie problemu nie było, warunki gruntowe nie zmieniają się z metra na metr. Może skończyła się gotówka? Okolica była pełna obiektów których realizacja zatrzymała się wraz z upadkiem PRL. 
 A druga rzecz, co czuli ludzie którzy go budowali. Jasne, praca to tylko praca, ale jest w człowieku satysfackcja kiedy coś zostaje ukonczone. Kiedy widać że cała ta babranina miała sens. A tutaj? Przyszedł majster i powiedział "chopy, fajnie żeście kopali ale już starczy, nikomu to niepotrzebne".

I jeszcze taka ciekwostka. HK to była naprawdę olbrzymia inwestycja której ciężar odkształcił całą okolicę. Ten istniejący zbiornik, podobnie jak kiedyś Pogoria III były połączone rurociągami ze zbiornikiem w Goczałkowicach-Zdroju. To znaczy że ten ogromny przemysł potrzebował zabezpieczenia w wodę nawet z odległości 50km.



sobota, 23 maja 2020

Ciekawostka na Brynicy

Deszcz pada. Robić przy domu się nie da, na kajak też nie za bardzo. Rower i objazdówka. Wzdłuż Brynicy do Brzozowic. Jechałem tam jakoś na początku roku, ale się zakopałem na amen w błocie. Objazd udany. Wracając wpadłem na coś takiego:

 Tabliczka z liczbą 14 na prawym brzegu Brynicy. To jest oznaczenie kilometrażu drogi wodnej.


 Umiejscowienie znaku na mapie czerwonym krzyżykiem.

 I teraz tak. O tym że miał powstać port na Czarnej Przemszy to wiadomo. Miał się zaczynać przy  TCC i kończyć przy ujściu Brynicy do Przemszy (za ulicą Ostrogórską).
 Na starych zdjęciach, można znaleźć transport rzeczny na wysokości Parku Tysiąclecia w Sosnowcu Milowicach. Ale nigdzie nie znalazłem informacji żeby droga wodna sięgała tak daleko.
 Myślę że są dwie opcje. Albo znak pochodzi z czasów zaborowych i ma dobrze ponad 100 lat, albo była to jakaś część powojennych prac nad kanałem Wisła-Odra. Plan tej drogi zakładał:
- Port przeładunkowy na TCC
- Drugi port przeładunkowy w Czeladzi
- Sluzę na ujściu Brynicy
- Umocnienie Brynicy i pogłębienie jej do 2.5 metrów (umocnienie wykonano), ale dzisiaj głębokość była miejscami 15cm.
- Przekop kanału z Piekar Sląskich do portu w Gliwicach.


A co do portu na Przemszy.

  Tak wyglądał mniej więcej przedwojenny projekt. Koncepcja zbliżona do tego w Kędzierzynie-Koźlu. Z tym że tutaj korzystano by z bliskości trzech ogromnych stacji kolejowych.
  Budowy zaprzestano z powodu wojny. Na pamiątkę zostały nazwy ulic: Zeglarska i Portowa w Sosnowcu na Jęzorze.