Test

Ogromna prośba do wszystkich którzy tu zaglądają - komentujcie, to co czytacie. I jeśli możecie to piszcie skąd jesteście i jak trafiliście.

środa, 13 lutego 2019

Wymiana i regulacja zaworu bezpieczeństwa w Solar 410 / Replace and settings of PVR valve

 Wersja 2.0 poprawiona.


Disclaimer:
Wszystko robisz na własną odpowiedzialność, jeśli zepsujesz kajak, nie kupię ci nowego.
Everything what you doing, is at your own risk. If you damage kayak, I don't buy you new one.

Tekst powstał przy współpracy członków forumwodne.pl
Tutorial has been created in cooperation with forumwodne.pl members.

No to jak dupochron już jest, to można się zabrać do uczciwej pracy.

Zawór bezpieczeństwa w Solarach, standardowo montowany jest tylko w dnie. Dno, ze względu na podłużnice, jest mniej odporne na ciśnienie, niż okrągłe burty. Stosowany jest zawór Creedi, z ciśnieniem otwarcia 0,243 bar i zamknięcia 0,21 bar. Prawdę mówiąc, dziwię się czemu Gumotex zdecydował się akurat na takie zaworu. Hi-tech to nie jest. Są podatne na zabrudzenie, nie mają możliwości blokady, a ich jakość wykonania bliższa jest Fiatowi niż Ferrari.
Jak każdy mechaniczny komponent, podlegają zużyciu, więc po kilku latach są do wymiany.

Overpressure valve is installed in bottom chamber only. Its due to fact, that floor has got I-beam inside, and  its more sensible construction than standard round shape. Gumeotex use Creedi valve as a standard. I have no idea why, there are few better construction on marked.
After few years, valve is dirty and/or worn and must be replaced.


Okresowa kontrola. Płyn do naczyń wymieszany z wodą w proporcji 1:50. Pociapać na zawór i... i robią się bąble. Czas na serwisowanie.
Annual control. Soap with water, ratio 1:50. Put on top cover and...bubbling. Service time has comming.



Najpierw napsikaj smaru silikonowego w sprayu pomiędzy zawór a materiał dna. Poruszaj zaworem w różne strony, tak żeby smar wpłynął pod spód. Ja użyłem SIL K2, ale CX-80 będzie tak samo dobry.
Apply spray silicone grease between valve and canavas. Do a few movements, for better grease distrubution. I used SIL K2, but CX-80 or other also might be used.



Najpierw, płaski śrubokręt wsadzamy w wycięcia w pokrywce zaworu i podważamy. Ważne żeby śrubokręt nie miał ostrych krawędzi, żeby nie uszkodzić materiału jakby zeskoczył.

A teraz napompuj kajak. Zluzowanie zaworu robi się na nadmuchanym. 

So, take flat screwdriwer with dull edge and push out cover. Be carefull, let you dont damage kayak canavas. 
Inflate kayak. I know its weird, but losing valve is easier at Inflated.


Po ściągnięciu pokrywki, w zaznaczone miejsce wsadzamy klucz, o taki.  Do użytku domowego, plastikowy wystarczy. Moim zdaniem, klucz warto kupić razem z kajakiem. 
To unscrew valve you need wrench - that one. Plastic model will be enough. If you had applied silicone grease before, should be detached without effort.



Klucz do odkręcania. 
Key to valve.


Zeby ruszyc zawor z miejsca, odkrecaj na NAPOMPOWANYM kajaku. Jak go juz ruszysz, poczekaj az zejdzie powietrze.
 
Dalej najlepiej wykręcać najlepiej na płasko, tak żeby oring z obsady zaworu nie poleciał w komorę, bo ciężko go potem wyciągnąć. Tutaj, ciekawostka. Stary zawór miał oring cieńszy, za to o większej średnicy, nowy zawór miał tak gruby oring, że jak bym go użył, to zawór wraz z obsadą nie zacisnąłby się potem na materiale. Creedi dało ciała.

Loosing screw only on inflate kayak.
Put key in valve and do first turn anticlockwise ! Then allow air to go out, and continue unscrewing. Its very very hard to do first turn when non-inflated. There is risk of twist wrist by overforce.
 
Take carry about o-ring inside. Its not fixed in socked, and might be easy lost in chamber. Keep old o-ring, sometimes new doesn't fit (Creedy really??)



 Tak wygląda zawór po wyciągnięciu. Żeby go rozłożyć do końca, trzeba delikatnie ściągnąć nakrętkę. Zrób zdjęcie przed, żeby wiedzieć jak głęboko była wkręcona nakrętka. Im głębiej, tym większe ciśnienie zadziałania.
 This is how valve looks like.  Nut must be removed. Take a photo before, to keep position of nut in memory. Depend of nut possition, pressure is different.



 Dociśnij palcem grzybek zaworu. Opór miedzy uszczelką a gniazdem, pozwoli zablokować grzybek i odkręcić nakrętkę. Delikatnie i powoli.
 Push valve plunger by finger. Friction between gasket and valve socket, hold plunger in one position during unscrewing.




Zawór po rozłożeniu. Jest okazja żeby go dokładnie wyczyścić. Ja używam chusteczek z alkoholem. Można je kupić w aptece, bo są używane do przemywania skóry przed zastrzykiem. Najpierw wycieramy gniazdo zaworu, najczęściej jest tam sporo talku i trochę piasku. Potem ściągamy uszczelkę z trzpienia i czyścimy z obu stron. Ważne by nie zostawić ciećków z chusteczki. Jeżeli uszczelka jest wyszczerbiona, czeka nas kupno całego nowego zaworu.
Potem całość skręcamy tak jak było i wkręcamy na miejsce.

Disassembled valve. Clean them. I used small pieces of canaves with alcohol - this is standard product for cleaning skin before injection. ;) Also, that is very good cleaner before gluing. Go back to valve - clean everything: surfaces and rubber gasket. Don't leave any particles inside. If gasket is worn out - you have to buy a new one. No spare parts... Creedi...piece of ruber is cost half euro, whole valve is 20+E.
After cleaning, asseble valve as was done before, and put them into kayak.

Uwaga: nie smaruj materiału wokół otworu niczym. Wyczyść go tylko chusteczką i pozwól wyschnąć. Ja raz posmarowałem wodą z mydłem. Elegancko się wkręciło i od razu złapało szczelność. Ale późniejsze odkręcenie to była masakra.

WARNING: valve must be tightened very well. But dont use any grease to make work easer. One time I used liquid soap as grease. Assembling was easy... but next dissasebling almost impossible


Dokręcenie musi być naprawdę solidne. Po wszystkim pompujemy kajak aż zawór zadziała, i polewamy go wodą z mydłem. Trzeba zwrócić uwagę czy nie bombluje wokół zaworu, bo to znaczy że jest niedokręcony.

Pomogło? No czasem niestety nie. Głównie dlatego że sprężyna po paru latach jest zleżała i trzyma słabiej niż na początku. Jeśli mamy do dyspozycji manometr (uważam że powinni go dawać w komplecie z kajakiem) można pokusić się o korektę sprężyny. Wykręcamy zawór jeszcze raz, i dokręcamy nakrętkę o jeden, półtora obrotu dalej. Montujemy ponownie zawór, pompujemy i co kilka ruchów sprawdzamy ciśnienie. Jeżeli otworzy się przy 0,23 bar to ok. Jak więcej, to trzeba go wykręcić i nieco zluzować nakrętkę (o pół obrotu).  Roboty jest na jakąś godzinę, namacha się człowiek przy pompowaniu, ale można 80pln zaoszczędzić. :)

Inflate kayak, and check relief valve by soap and water. No bubbles? Congratulation, you save 20E. Check pressure. If valve opens at 0.23-0.23 and close 0.2-0.21 = good job. If pressure is lower, remove valve again, and make one additional turn of nut.

UWAGA: te zawory naprawdę są biednej jakości. Moja nówka sztuka, bombluje aż ciśnienie  zejdzie do 0,17-0,18bar. A powinien być całkiem zamknięty przy 0,21. Z drugiej jednak strony, kto na to zwraca uwagę przy pływaniu....

EDIT: po pierwszym long test, okazało się że nowy zawór po kilku godzinach spuszcza powietrze do 0,13bar. Dno mięknie, tyłek osiada niżej, i wciska się między komory burtowe. Bardzo niewygodne. Dokręciłem zawór o prawie 3 pełne obroty. Teraz otwiera się przy 0,25bar, przestaje słyszalnie syczeć przy 0,22 i w ciągu następnych dwóch godzin schodzi do 0,21. Komfort użytkowania jest znacznie większy. 

These valve has really pooooor quality. First long time test (few hours on water) shows, that pressure drop to 0,13bar, and bottom begins soft. I had disassebled valve again, and did three turns of nut more. Right now, valve is openning at 0,25 and during next two hours drop to 0,22.
TIP: inflate kayak, put him on water, wait 5minus, and inflate bottom again till valve opens.


Info odnośnie ciśnienia. Solar jest zaprojektowany z dużą rezerwą. Nabija się go do maks 0,2 bar, ale ludzie testują i testują i testują... Dno z reguły nie strzela jeszcze przy 0,28bar, burty napompowano nawet do 0.35 i wytrzymały. Jednak żeby sobie pozwolić na coś takiego, trzeba dobrze znać swój sprzęt i po prostu czuć jak się zachowuje. Nie polecam tuningu czy przepompowywania na pierwszy raz, prawie na pewno skończy się to głośnym sykiem uchodzącego powietrza i głośnymi bluzgami uchodzącej złości.

Na koniec warto zrobić tuning zaworu. Pod pokrywkę wkładamy kawałek przyciętej gąbki, żeby piasek nie dostawał się do środka. Trzeba pamiętać żeby na koniec sezonu gąbkę wywalić bo będzie śmierdzieć. Ewentualnie, zamiast gąbki można użyć siatki z nierdzewki z drobnym oczkiem, albo tego drobnego sitka z czajnika (mesh gird) . Jeżeli używamy siatki z nierdzewki, krawędzie cięcia trzeba zabezpieczyć klejem, żeby się nie strzępiła.

Jeśli ktoś wymyśli, jak założyć jakąś gąbkę od środka, tak żeby talk nie właził na uszczelkę, niech się podzieli pomysłem ;)

Info about Solar. That kayak has huge safety margin. I found info, about inflation side chamber to 0.35bar and bottom to 0.3 bar, without burst. But this is a trick only for experienced owners, who well knowns behaviours of kayak depend of temperature.
Simple calculation, (ideal gas equation), says:
- if you inflate kayak at 10*C (cold morning in summer), to 0,2bar, pressure raise to 0,3bar at 32*C (hot day)
- if you inlate at 15*C to the same pressure, limit 0.3 will be reach at 40*C (extremely hot day).
As long as kayak stay on water -there is no risk.
If you kayaking in cold day - you can inflate side chamber to 0,25bar without risk.

One additional protip - put a piece of flat sponge under cap of valve. It protect agains dust, sand etct.




niedziela, 27 stycznia 2019

Opuszczona cementownia w Jaworznie

 Tym razem pod naciskiem młodszej córy, która jest zafascynowana urbexem.

 O ile cementowania Grodziec jest dość znana w okolicy i całkiem nieźle udokumentowana, to ruiny w Jaworznie jakoś tak wszystkim umykają. Może dlatego że zostało z nich dużo mniej i położone są bardziej na uboczu.
 Dojazd autobusem do Dworca PKP w Szczakowej, pół godziny spaceru na zachód i przed oczami pojawiają się dwie wieże...

W istocie są to cztery silosy, o średnicy około dziesięciu i wysokości dwudziestu metrów. Służyły do magazynowania materiału do produkcji cementu.


Widok z pomiedzy silosów.

Ruiny budynku dyrekcji zakładu.


In the hall of the King of the Mountain....  prawdopodobnie była to lodownia na parterze budynku dyrekcji. Prawie dwumetrowe kamienne ściany, i wnętrze zabezpieczone wodoodporną farbą. Aktualnie jest to letnia rezydencja Sołtysa Jaworzna.



To jest najprawdopodobniej jeden z filarów na kórych spoczywał młyn. Młyn to taka długa rura, umieszczona pod kątem 5-10 stopni, obracajaca się i podgrzewana od spodu. Od wyższej części zasypuje się materiały, a w trakcie kręcenie zsuwają się i mieszają. Temperatura pozwala przeprowadzić proces odwodnienia. Co ciekawe nie odparowania, tylko odwodnienia.

Korzystając z okazji, pokazałem córce, bazę nurkową w Szczakowej. Cementownia jest jakiś kilometr od niej, zaraz przy drodze dojazdowej. Śmieszne jest to, że na bazę jeździłem dziesiątki razy, mijają ruiny i nie miałem o nich pojęcia.

Ujęcie na zaplecze. Pod nowym właścicielem, baza stała się bardziej profesjonalna, dorobiła się hotelu, lepszych wiat i sanitariatów. Tyle że zupełnie straciła swój nimb tajemniczości - zalanego dzikiego kamieniołomu na którym każdy może się poczuć jak pionier i odkrywca. Moim zdaniem mocno przegrywa z krakowskim Zakrzówkiem.

Drugi zbiornik w kamieniołomie. Już nie baza, tylko ścieżka dydaktyczna z wydrą. Niski stan wody odsłonił całkowicie pomost. Więcej zdjęć z tego zbiornika tutaj


W drodze powrotnej, przeszliśmy znowu przez cementownie, tyle że od innej strony. W lasku widać ruiny chłodni kominowej. Nie dało się podejść - kilka potoków skutecznie to uniemożliwia.

W sumie wycieczka na trzy godziny.

środa, 23 stycznia 2019

Kuriozalna opinia NIK w związku z tragedią w Darłówku.

 Latem 2018, wydarzyła się ogromna tragedia. Dzieciaki bawiące się na falochronie, utonęły. Pomimo akcji ratunkowej, pomimo zaangażowania służb i zwykłych ludzi, nie udało się ich uratować.

 Przez jakiś czas prasa relacjonowała, rodzicom groził proces, zapowiadano kontrole. Potem sprawa przycichła, nie wiadomo nawet czy jakieś zarzuty postawiono. Za to po pół roku poinformowano o wynikach kontroli:  RMF NEWS.   Raport z kontroli, jest jak dla mnie szukaniem dziury w całym, i dość stronniczą interpretacją przepisów.

Cytaty:

"Sposób ustawienia tablicy z napisem 'Zakaz kąpieli' nie wskazywał dokładnej
lokalizacji obszaru objętego zakazem. Zdaniem NIK znak ten powinien być ustawiony 
jak najbliżej obszaru objętego zakazem kąpieli" 
 
"Sposób ustawienia tablicy z napisem 'Zakaz kąpieli' nie wskazywał dokładnej lokalizacji obszaru objętego zakazem. Zdaniem NIK znak ten powinien być ustawiony jak najbliżej obszaru objętego zakazem kąpieli"

Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/pomorskie/news-rmf-tragedia-w-darlowku-sa-wyniki-kontroli,nId,2798176?fbclid=IwAR26waN8Lgpfacj3MVydXztTcO56h-UUI88HyA9chMAwN8UxstXBMo2y1HA#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
"Sposób ustawienia tablicy z napisem 'Zakaz kąpieli' nie wskazywał dokładnej lokalizacji obszaru objętego zakazem. Zdaniem NIK znak ten powinien być ustawiony jak najbliżej obszaru objętego zakazem kąpieli"

Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/pomorskie/news-rmf-tragedia-w-darlowku-sa-wyniki-kontroli,nId,2798176?fbclid=IwAR26waN8Lgpfacj3MVydXztTcO56h-UUI88HyA9chMAwN8UxstXBMo2y1HA#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefoT
"Sposób ustawienia tablicy z napisem 'Zakaz kąpieli' nie wskazywał dokładnej lokalizacji obszaru objętego zakazem. Zdaniem NIK znak ten powinien być ustawiony jak najbliżej obszaru objętego zakazem kąpieli"

Czytaj więcej na https://fakty.interia.pl/pomorskie/news-rmf-tragedia-w-darlowku-sa-wyniki-kontroli,nId,2798176?fbclid=IwAR26waN8Lgpfacj3MVydXztTcO56h-UUI88HyA9chMAwN8UxstXBMo2y1HA#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
 Znak zakazu kąpieli obowiązuje w zasięgu widoczności. Na plaży widać go bez problemu z odległości 100-150m. Dodatkowo zgodnie z ustawą, każdy kto korzysta z akwenu, ma obowiązek zaznajomić się z zasadami i ograniczeniami które na nim obowiązują. Czyli ma się rozejrzeć wokół i zobaczyć czy gdzieś nie stoi znak. A jak stoi, to podejść i zobaczyć co znaczy.

"Przeprowadzone przez NIK 28 sierpnia 2018 r. oględziny wykazały, że przy wejściu 
na kąpielisko "Darłówko Zachodnie" od strony falochronu (wejście nr. 1) ustawiona 
była tablica, na której umieszczono znak A1 "kąpiel zabroniona" z napisem 
"Zakaz kąpieli". Pod tym znakiem umieszczono napis "Czarny punkt wodny" z 
 piktogramem przedstawiającym tonącego a poniżej napis: "Przypadki utonięć". 
Na samym dole tablicy znajdował się napis "55 m" ze strzałkami skierowanymi 
w prawo i w lewo.

Takie oznaczenie jak powyżej, również jest w pełni zgodne z przepisami. Znak zgodny ze wzorem, umieszczony na dojściu na plażę - taki punkt "umieszczenie znaku na dojściach i drogach dojazdowych" jest w ustawie o bezpieczeństwie. Natomiast tabliczka "Czarny punkt wodny" nie jest ujęta w prawie, i to raczej
sugestia niż zakaz.

"Zdaniem NIK sposób oznakowania i usytuowanie tablicy nie zapewniały czytelnej 
informacji o obszarze, na którym wprowadzono zakaz kąpieli. Treść i sposób 
ustawienia znaku nie odpowiadał wymogom rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych,
według którego na obrzeżu znaku należało podać odległość, na której znak obowiązuje
w obie strony od znaku (w tym przypadku po 27,5 m). Sposób ustawienia tablicy 
ze znakiem A-1 nie wskazywał lokalizacji obszaru objętego zakazem - 
znak powinien być ustawiony na środku obszaru objętego zakazem"
Znak zgodny ze wzorem. Odległość działania - nie. Czyli działa w zasięgu wzroku. Nie ma też żadnego paragrafu który by mówił że znak ma stać na środku strefy.




Poza tym, NIK stwierdził że na pobliskim kąpielisku brakowało kilku rzutek i zestawów ABC. Nie udało mi się dotrzeć do informacji, czy ten niedobór to było 10 czy 50%. A to ma znaczenie, bo rzutka potrafi się w sezonie rozlecieć. Do tego NIK jakby zapomniał, że kąpielisko to kąpielisko, a na obszarze poza bojkami, każdy odpowiada za siebie.

Nie wiem na jakim etapie jest proces. Czy rodzice zostali uznani winnymi, czy nie. Niepokojące jest to, że taki raport, może stanowić wstęp do uruchomienia procesu od nowa, i próbie uzyskania odszkodowania od administratora plaży.

wtorek, 1 stycznia 2019

Noworoczne bunkry


 Pierwszy dzień nowego roku- cóż można robić? Dojadać wigilijną sałatkę, dopijać szampana, albo odczytać czarną skrzynkę z dnia wczorajszego.

 Można też ruszyć cztery litery i pojechać tam gdzie się jeszcze nie było. Tym razem padło na zalew Chechło. Rowerem jest tam około 30 km, a jakoś zawsze brakowało kilku kilometrów. Ruszając z Czeladzi, trzeba przejechać Będzin, Wojkowice, Bobrowniki, minąć Świerklaniec, a potem trochę pobłądzić po lesie.

Początek  - bez niespodzianek. Ponieważ jednak, postanowiłem zmienić trasę na wysokości dopływu Brynicy, trafiłem na bunkry, których nie znałem.



























Duży bunkier, na dwa działa.




 Zrekonstruowana szczelina p-lot.




 Mały bunkier przy jazie.



 Niespodzianka w jednym z bunkrów (w sumie widziałem ich cztery). Wygląda na fajną zabawę.

Świerklaniec wita mgłą, wiatrem i zimnem.



 Zalew Chechło od strony ujścia.


Jedna z wielu piaszczystych plaż. Generalnie to fajny zbiornik. Wiele działających ośrodków (a nie truchełek jak na Przeczycach czy Rogoźniku), ale nie blokują one dostępu do brzegu (tak jak na Pogorii 1)

Jeden z ośrodków. Małe, kolorowe, dobrze utrzymane domki.


 Przejaw zdrowego rozsądku - zamiast tradycyjnego zakazu kąpieli, tylko ostrzeżenie przed tym co możemy w wodzie napotkać. Chcącemu nie dzieje się krzywda ;)


Droga powrotna, to już nie była taka fajna. Trochę pobłądziłem, zaczęło wiać, lać na potęgę. W sumie na jakieś 65km wyszło 5,5godziny. Prędkość więc znikoma, ale kilka nowych miejsc warte było wysiłku. Jak się zrobi ciepło, to muszę zrobić objazdówkę po wszystkich bunkrach w okolicy.















sobota, 27 października 2018

Bułgaria - wycieczka z górami i historią w tle (trochę wody też jest).

 Tym razem szefostwo nie ukrywało. Sprawa jest poważna, więc jedziecie we dwójkę. Miałem wprawdzie niejasne wrażenie że nie do końca ufają mojemu rozsądkowi i umiejętności prowadzenia samochodu, ale we dwójkę raźniej. Macie więc po sto kolumbijskich pesos na łeb, bilet lotniczy i nocleg w najbliższym hotelu w okolicy. Budżet jak u Jamesa Bonda w Casino Royale.
 Pobudka w niedzielę o drugiej trzydzieści. Kawa, taksówka, lotnisko. Wylot o szóstej pięć, do Frankfurtu. Przesiadka i lecimy do Sofii. Około czternastej byliśmy na miejscu. Dla porządku trzeba było popchnąć zegarki o godzinę do przodu (w końcu egzotyczny kraj), wziąć auto z wypożyczalni i w drogę.
 Przejazd przez Sofię, jest intrygujący. Z jednej strony, pokomunistyczne blokowiska w na wpół agonalnym stanie, z drugiej - dużo nowych budynków, dobre drogi i ogólna sympatia otoczenia.
 Droga na Petricz - to jak rajza bez Sosnowiec - czyli droga na zatracenie. Pierwsza połowa, całkiem ok, ale potem wjeżdża się w góry. Droga leci wężykiem, tubylcy lecą stówką, wyprzedzają na trzeciego, zajeżdżają drogę i takie tam atrakcje. Do tego ograniczenia prędkości i masa fotoradarów.
 Do hotelu dotarliśmy chwilę po piątej. Zmęczenie i jet lag zrobiły swoje - spać.
 Poniedziałek rano, pobudka o piątej. Na dworzec ciemno, ale spać się nie chce. Idę na spacer. Hotel ulokowany jest poza miastem. Obok jest szpital, a potem już tylko polna droga.

Na ogrodzeniu tabliczka jak powyżej.  Zrozumiałem tylko tyle że to strefa ochronna. Wdzięczny będę za tłumaczenie tego "leczebno kalonahodiszcze"

 
Błąkając się, dotarłem na stację kolejową w samym środku niczego. Dosłownie niczego. Po drugiej stronie nasypu z peronami są pola, a w pobliskim lasku jedno czy dwa domostwa. Stacji nie ma nawet ma mapach google ;). Ale pociągi się tam zatrzymują.

 Poszedłem trochę w czarną pustkę - mapa pokazywała że w okolicy jest rzeka. Niestety drogi w rzeczywistości nijak nie pasowały do tego co podpowiadał telefon. Zostało więc wrócić do hotelu na śniadanie (serwowali dopiero od ósmej) i jechać do pracy.
 Na kolejne wyjście udało się załapać późnym popołudniem. Znając drogę, szliśmy żwawiej i udało się dojść do rzeki.
 Rzeka typowo górska, płytka, szeroka, dno i brzegi wysypane otoczakami. Szerokość, może trzydzieści metrów, ale po ukształtowaniu brzegu, widać że czasem jest kilka razy szersza.


   Płynie wartko w stronę Grecji, kilka kilometrów dalej jest granica.

   W środę zmienialiśmy lokalizację, z Petricz do Plovdiv przez Sofię. Jest wprawdzie alternatywna droga, przez góry, ale wszyscy ją nam odradzali.

    Ponad osiemdziesiąt kilometrów takiej drogi. O dziwo, bez większych wzniesień. Zrobili ją na płasko, obcinając niektóre góry.

 Przycinanie gór, zostawia niestety takie ostre stoki nad jezdnią.


Na postoju zdjęcie rzeki, tej samej która później dociera do Petricz. Mniej więcej od tego miejsca zaczynają się spływy pontonowe i kajakowe.

 Do Plovdiv dotarliśmy na tyle wcześnie że można było wyjść na miasto pozwiedzać. Wyjście było zupełnie bez pomysłu, bo nie sprawdziliśmy co w mieście jest do oglądania.
 I dlatego było wielkim zaskoczeniem. Z hotelu przez rzekę, a zaraz po drugiej stronie, na górze widać ruiny na szczycie góry. 

  Dojście na górę, przez takie właśnie ładne uliczki.


 Z góry, widok na miasto. Z twierdzy zostały tylko fundamenty, ale planują ją odbudować.


 Schodząc z ruin, weszliśmy coś zjeść. W knajpie łaził oto taki młody kot. Tam wogóle wszędzie są koty. Wypasione, zadbane i bardzo pewne siebie. Jedzenie średnio przypadło mi do gustu. W teorii placek ziemniaczany z serem. Tyle, że zarówno placek jak i ser były lekko kwaskowate, i doprawione szałwią (chyba). Zjadliwe, ale nasz placek po zbójnicku dużo lepszy.



 Schodząc dalej, taki o to zabytkowy słupek. Całe to wzgórze jest zabytkowe. Kamienice pobudowane na fundamentach tysiącletnich budynków...

 Ogromne zaskoczenie. Najstarszy na świecie grecki teatr jest w Bułgarii.


 Najstarsze Bułgarskie gimnazjum


 Wieża kościoła prawosławnego.

 Kolejny zabytek, elegancko wkomponowany w skrzyżowanie na deptaku.


  Mury obronne z czasów Marka Aureliusza.


 Fontanna przed urzędem miejskim.


Śpiewające fontanny. Niestety, czynne były tylko te małe (na pierwszym planie). Fontanna główna, ta w tle która wygląda jak basen miejski, jest uruchamiana tylko od święta.



 I jeszcze taka ciekawostka, kładka dla pieszych, obudowana sklepami po obu stronach.

  Centrum miasta, jest spokojne i bezpieczne. Nawet po zmroku ludzie chodzą, dzieciaki biegają, sklepy są czynne.
   Ciekawostka : jest to najdłużej, w sposób ciągły zamieszkane miasto w Europie. Ponad dwa tysiące lat. Historia jest tu widoczna na każdym kroku. Masa pomników, monumentów, zabytkowych budowli. Mają bardzo dobre podejście do przeszłości- starają się ją zachować jej ślady jak tylko się da. Stąd, górujący nad miastem pomnik Żołnierza Radzieckiego, nie został wyburzony po upadku komunizmu. Zresztą, dla miasta które ma tysiąclecia spisanej historii, komunizm był zaledwie krótkim epizodem. Nie gorszym niż najazdy Gotów czy innych barbarzyńców.

 Wyjazd choć ciężki, bardzo udany.

 Podpowiedzi dla jadących tam:
- Napisy są z reguły w dwóch alfabetach. W miastach są również angielskie tłmaczenia.
- Fonetycznie język nie jest podobny do naszego, ale jeśli ktoś zna cyrylicę, większość napisów odczyta i zrozumie.
- Waluta to lewy, jeden lew kosztuje ok 2pln. Po przeliczeniu, ceny podobne, ale nieco niższe niż u nas.
- Na zwiedzanie Plovdiv trzeba zarezerwować ze trzy dni, żeby zobaczyć wszystko.
- Zwiedzanie Petricz, nie ma większego sensu. Małe miasteczko, ładne, ale bez ciekawych rzeczy.
- Północna część miasta, to niestety blokowiska i strefy przemysłowe, nic ciekawego.
- Góry w paśmie południowym nie za bardzo wyglądają na turystyczne. Strome, kamieniste, dużo osypisk. Na północy jest znacznie lepiej. Są to w większości góry wysokie, pasma powyżej 2,5km.
- Pogoda ja na październik, bardzo dobra. Nad ranem +2, ale już o dziesiątej +22.
- Kraj jest jeszcze bardzo kontrastowy. Z jednej strony historyczny wygląd, jak u naz w Krakowie bądź Toruniu, z drugiej, dużo agencji towarzyskich i kasyn. Przy czym są to przybytki na wizualnym poziomie naszych lat 90.
- Hotele tanie, ale z niskim standardem. Standard taki jak u nas jest w hotelu 2,5/3* jest tam dostępny dopiero w 4* hotelu.


czwartek, 13 września 2018

Francja - Lyon - wycieczka z pływaniem na dziko.


 Tym razem za podróżą nie kryła się szefowa, która zleciła poprzedni, walentynkowy wyjazd, do miasta z lwem w herbie. Ot rutynowa robota. Weźmiesz sto kolumbijskich pesos, i tak jak ostatnio podszyjesz się pod sprzedawce tanich rurek do nurkowania. Zlokalizujesz i zrobisz co trzeba, a potem znikniesz
jak sen jaki złoty.
Fajnie by było.
 W rzeczywistości, wyjazd to przelot najtańszym lotem, i dwa dni mozolnej pracy nad papierami. Do tego budżetowy hotel B&B. Ale, korzystając z okazji że dni ciepłe, a do jezior z hotelu niedaleko, były duże szanse że uda się popływać.

Pobudka o chorej godzinie. Trzecia zero zero. Taksówka i dosypianie w samolocie. Hotel. Ogarnięcie, spakowanie i heja w drogę .

Tym razem wybrałem trasę wzdłuż zachodniego brzegu. Z założeniem że dojdę do plaży.




Po drodze minąłem wypożyczalnie kajaków, niestety nieczynną.



Koniec końców, krętymi ścieżkami dotarłem kolo pierwszej na planowane miejsce. Plaża, poniżej i na prawo od wypożyczalni żaglówek. W sezonie jest tutaj kąpielisko.


Hyc do wody. Cieplutko, czysta, płytka. Dno kamieniste. Popływałem, w te i nazad.

Trochę wody, słońca i od razu człowiek szczęśliwy.


W niektórych miejscach jest tak płytko, że można stanąć i nakręcić film.



 Większość płycizn jest oznaczona żółtymi bojami.


Po drugiej stronie, ładna, ale niestety kamienista plaża.


Na jeziorze jest sporo wysp. Wszystkie z kamienista plaża. Dużo zieleni i nieagresywnych łabędzi.


Na zachodnim brzegu klub sportowy z kajakami i małymi żaglowkami. Wypożyczalni brak, uciechy tylko dla członków klubu.

Ponad półtorej godziny luźnego pływania w pięknych okolicznościach przyrody.



Potem pieszo przez parki i stawy, droga dookoła wschodniego brzegu.



Na moście człowiek spytał mnie o drogę. Ja nie znam francuskiego, on angielskiego, ale dogadaliśmy się na tyle że zrobiłem zdjęcie wehikułu i dowiedziałem się że podróżuje do jakiegoś innego Kraju.
Lepsze to niż traktor, co nie ;)

Późnym popołudniem, zrobiłem jeszcze zakup w postaci soku, i polazłem do hotelu spać.


Drugiego dnia, udało się jeszcze popływać po osiemnastej. Tym razem na La Grande Large. I tu o mało nie zostałem rozjechany przez kajak. Model sportowy, w którym siedzi się tyłem i zasuwa. Przepłynęły między mną a bojką. Hol do bojki ma 2,5m długości, wiec to było naprawdę o pici włos. Jeszcze przed wiosłem pod wodę uciekałem ;) Chłopak był bardziej przestraszony niż ja zdziwiony.


Jeszcze kilka smaczków dotyczących budowli hydrotechnicznych, falochron z kaloryfera.

Fotka na do widzenia i do hotelu. Potem już tylko praca.

Wpis udało mi się zrobić jeszcze na lotnisku w Lyon, ale zdjęć nie dałem rady z telefonu wrzucić .


Przy okazji, we Francji potrafią całkiem elegancko zareklamować dziurę w dupie. ;)