Test

Ogromna prośba do wszystkich którzy tu zaglądają - komentujcie, to co czytacie. I jeśli możecie to piszcie skąd jesteście i jak trafiliście.

niedziela, 1 sierpnia 2021

Naprawa worka wodoszczelnego z nylonu TPU

 Może komuś się przyda porada jak naprawić worek Itivi z Decathlona.

 


Stało się. Rozciąłem worek  i nie mam pojęcia jak to zrobiłem. Ani gdzie ani kiedy. Czyste dwucentymetrowe cięcie. No i trzeba brać się za naprawę.

Z workami PCW sprawa jest prosta. Łata się je łatkami do klejenia basenów ogrodowych. To PCW i to drugie też. Trzyma mocno a łatki basenowe są przeźroczyste więc naprawy prawie nie widać.

Co z uber materiałem typu nylon impregnowany poliuretanem?

Najpierw trzeba zeszyć ściegiem żeglarskim. Nitka przechodzi od dołu przez materiał. Potem przez otwór schodzi pod spód, i znowu przez materiał do góry (oczywiście po drugiej stronie dziury). To jedyny ścieg który pozwala utrzymać krawędzie na styk. Najważniejessze jest to, że tak zeszyty materiał nie jest pomarszczony.

Tak wygląda po zeszyciu. Nitka nylonowa, cienka, taka jak do małych guzików.

I na to fik kawałek taśmy Tear Aid typu A od środka. Oczywiście przed przyklejeniem powierzchnie trzeba odtłuścić gazikiem z alkoholem (takim z apteki)


I drugi kawałek taśmy od zewnątrz. Trzyma jakby kto przybił deską.


Tear Aid to wogóle kapitalny wynalazek. Wprawdzie do nitrilonu słabo trzyma, ale za to można nią błyskawicznie naprawiać dętki (łata wytrzymuje ponad 1000km), rozdarte kurtki, namiot.

Jeszcze żeby nie była taka droga to wogóle byłoby pięknie.


niedziela, 25 lipca 2021

Zalew Parzoch na Centurii

   Zalew jest położony w miejscowości wypoczynkowej Centuria. U samych źródeł rzeki o tej samej nazwie. 

  Pobudka tym razem bez napinki, bo pociąg dopiero o 8.55. Przed dziesiątą jestem w Łazach i muszę chwile poczekać aż otworzą sklep żeby kupić jakąś minerałkę.

  O dziesiątej ruszam. GPS prowadzi drogami, bo rower.  Po pół godzinie jestem na miejscu. 

 


  Zalew ma jakieś 25m szerokości i wedle mapy 300m długości.


Z tych 300m połowa to mokradła. 

 

Wizualnie nic się tu nie zmieniło od ponad 30 lat. Mikre plaże, wysokie brzegi, po obu stronach las. Słońce zagląda tu tylko w południe. Ponieważ na końcu akwenu jest źródło, woda jest zawsze zimna. Czysta ale zimna.

Zniknął gdzieś wrak roweru wodnego który leżał latami przy wschodnim brzegu. Rower był starego typu - na dwóch cylindrycznych stalowych pływakach i ze śrubą napędową.


 Jedyne zdjecie z wody które jako tako wyszło. Niestety i aparat i kamera zaparowały po wsadzeniu to tak zimnej wody. Muszę krzemionkę kupić i wsadzać do obudów przed takimi wypadami. Przepłynąłem kilka razy od brzegu do brzegu. Trochę ponurkowałem (od zimna łupie w głowie). W górę zbiornika nie płynąłem, za dużo tam wędkarzy.

 Najgłębsze miejsce które znalazłem to 3.5metra.

 

   Z ciekawości pojechałem jeszcze na Krępę. Ośrodek rekreacyjny w samym środku niczego. Pamiętam że jak pierwszy raz tam przypadkiem trafiłem to byłem strasznie zaskoczony. Idzie się godzinę przez las, a tu nagle basen i zalew. Obiekt jak większość rzeczy w PL, wywodzi się z lat 60-70. Do lat 2000 jeszcze jakoś działał, nawet ratownicy byli.

Potem padł. 

W 2010-12 odnowiono go, ale został tylko brodzik do którego dostawiono zadaszenia dla rowerzystów a zlikwidowano pole namiotowe. W takim stanie jest do dziś. Tyle że jak tam dziś byłem to okazało się że w zalewie nie ma wody, za to stoi dmuchany zamek. Widać że coś tam jest robione, ale moim zdeniem to akcje 'po kosztach'. Nasypano piachu, postawiono jedną palmę i trochę ławek. Tyle że drzew i cienia na obiekcie nie ma, więc latem grzeje tam nieprawdopodobnie.



środa, 21 lipca 2021

Meandry Odry - znowu poszło nie tak.

 Pierwotny plan był taki. Jadę do Chałupek pod czeską granicę. Woduję się na Odrze, płynę do Raciborza. Pomysł został zarzucony, bo przed miastem zrobiono teraz zbiornik retencyjny a ten nie za bardzo nadaje się do pływania. Przy wysokim stanie wody pływanie jest ryzykowne ze względu na pozostłe na dnie rzeczy. Przy niskim stanie - śmierdzi. Rzeka nanosi muł. Zbiornik ma kilka km kwadratowych, wszystko się pięknie osadza.

 Modyfikacja: tylko meandry, połaczenie z Olzą i kawałek do Krzyżanowic.

 Pobudka 5.00. Autobus 6.15. Pociąg 7.10. Po pół godzinie zonk. Ostanie ulewy rozmyły nasyp i na odcinku trzech stacji jest komunikacja zastępcza autobusem. Dodatkowe pół godziny czasu. Plus noszenie kajaka po peronowych schodach.


W końcu docieram do Chałupek. Na dworcu eszelon wojskowy, chyba czeski ze sprzętem hydrotechnicznym. Na wszelki wypadek nie robie zdjęć bo to pewnie tajemnica. To że sprzęt wygląda na późne lata 70 to pewnie też tajemnica.


 Dwadzieścia minut później docieram do mostu z nieczynnym już przejściem granicznym. Przed mostem trzeba zejść na lewo, minąć dwa budynki, parking, przejść przez przerwę w ogrodzeniu, na wał, i za niebieskim domkiem jest takie aliganckie zejście do wody.


 Widok w gorę Odry na most na którym było przejście graniczne.


 A to już te one sławne meandry. Brzegi są ekstremalnie nieprzystepne. Zarośnięte. Na granicy ziemia woda, pełno powalonych drzew. Brzeg mulisty. Niestety ze względu na niski stan wody cała rzeka śmierdzi mułem.


 Wygląda to malowniczo, ale na żywo nie robi jakiegoś super wrażenia. Wody jest mizernie mało. Czasem skeg dzwoni o kamienie. Płynę dlatego że płynę sam. We dwie osoby plus bagaż, kajak siedziałby głębiej i w wielu miejscach byłby problem.


 Kamieniste plaże. Otoczaki więc można wylądować. Co z tego skoro z plaż nie prowadzi żadna ścieżka. Płynąc meandrami trzeba pamiętać że jesteśmy skazani na płynięcie aż do końca.


 Wieża widokowa. 



 Brzegi z mulistych zmieniają się na piaszczyste. Ino że nadal w postaci skarpy więc wejść się nie da.


Odra (z prawej) Olza (z lewej). W Olzie wody jeszcze mniej.


 Poniżej złączenia rzek. Pierwsze larseny i żuraw załadowczy do barek. Jak? Jakie barki. Poniżej tego żurawia jest tak płytko że raz czy dwa musiałem wyjść z kajaka.


  Most w Krzyżanowicach w oddali.

 

 Koniec spływu po lewej stronie zaraz za mostem. . Tam jest łata wodowskazowa. Kilkadziesiąt metrów dalej, też po lewej jest przystań kajakowa. Ale ze względu na niski stan - nie działa. Zamiast na pomost wysiada się prosto w muł.

Całkowity czas płynięcia dwie i pół godziny

Film z trasy :




 Trochę gimnastyki z pakowaniem kajaka, przenoszeniem przez dwa wały, kilkanaście minut spaceru i... widzę jak odjeżdza mój pociąg. No cóż, poranne półgodzinne opóźnienie...

 Na dworcu nie ma kas, ale jest poczekalnia i toaleta - czyli cywilizacja. Zamiast wracać do Chałupek i stamtąd pomykać IC, jadę do Raciborza.

 Dworzec w Raciborzu wygląda dramatycznie, jeszcze go nie odnowiono więc po prostu 90% pomieszczeń jest niedostępne.

 Z Raciborza do Rybnika. Z tamtąd do Katowic. Niestety znowu jest problem z komunikacją zastępczą. Tym razem zamiast podstawić zwykły niskopodłogowy, podstawili turystyczny. Więc z kajakiem w objęciach stoję na schodach bo dalej po prostu się nie wcisnę. Obok mnie dwóch Ukraińców z wielkimi czemodanami - też się dalej nie wcisną.

Przesiadka na pociąg do Katowic - w końcu. Na miejsce docieram.. spóźniony o pół godziny, więc autobus którym planowałem wracać odjechał. Mimo że dzień roboczy to o tej porze oznacza to kolejne 40minut czekania.

W sumie, czas jaki straciłem przez opóźnienia porównywalny jest z czasem płynięcia.

Szału nie ma, ale odcinek zaliczony.

Gdyby ktoś się planował wybierać - płynąć tylko wtedy jak jest "górna granica stanów średnich" albo wyżej. Wtedy jest metr wody więcej! 

Aha, remont na odcinku Katowice-Rybnik potrwa jeszcze ze trzy tygodnie.

niedziela, 11 lipca 2021

Jezioro Żywieckie - pięć godzin pływania w górach.

Bardzo fajna sobota na wodzie.

Pociąg z Katowic 8.10, półtorej godziny jazdy i wysiadka w Pietrzykowicach Zywieckich. Bardzo dziwne dojście nad jezioro.

Najpierw trzeba iśc po peronie w stronę Bielska, aż się zobaczy stos trylinek po drugiej stronie torów. Tam trzeba zeskoczyć z peronu i przejśc przez tory za te trylinki. Scieżka w dół, przejście tunelem zrobionym z betonowych przepustów i jakieś 300m spaceru ściezką ogrodzoną z obu stron. Mostek, boisko i w lewo ścieżką roweroą na opaskę przy zbiorniku.

Wodowanie i kierunek Zywiec.

Nie warto. Ujście Soły do zbiornika wygląda jak jakieś moczary i okrutnie cuchnie. Dodatkowo w poprzek rzeki ktoś usypał wał z otoczaków z przepustami rurowymi więc do Zywca dopłynąć się nie da.

Potem kierunek wschód na Wilczy Jar. Po drodze mija się kilka przystani. Wiatr mocny, żagli dużo na wodzie, kajaków tylko kilka.

W jarze trochę popływałem - od tej strony czysta woda jest i kierunek tama. Przenoska przez tamę po prawej stronie, można wylądować za pomostami wypożyczali. Dłuosć 500-700m i tym razem sobie odpuściłem. Zamiast tego popływałem przy wschodniej ścianie bo najładniejsza, ponurkowałem i na 15.10 wróciłem na opaskę skąd startowałem.

Zbierani kajaka równe pół godziny+20minut na powrót tą dziwną ścieżką. 

Następnym razem trzeba pojechać pociągniem o 6.00 żeby mieć czas na przenoskę przez tamę i pływanie po dolnym jeziorze.



sobota, 29 maja 2021

Pływanie po przeróbkach.

 Pogoda nie rozpieszcza. Rano deszcz, potem słońce, i znowu pada. Spark do torby i autobus na Pogorię bo blisko. Napompowany, siedzenie na środek, skeg założony. 

I bajka. 

Serio, tego mu do szczęścia brakowało ;)

  • Siedzenie na środku powoduje że dziób się nie unosi więc wiatr nie czyni zamętu.
  • Możliwość zamocowania podnóżka to wielka ulga dla mięśni. Uda nie bolą od ciągłego przykurczania.
  • Skeg go pięknie stabilizuje. Po zaprzestaniu wiosłowania nie odpada tylko sunie jeszcze kawałek prosto siłą rozpędu. Odczuwalnie mniejszy jest też wysiłek związany z utrzymaniem kierunku.
  • Dłuższe wiosło też robi znakomitą robotę - przechodzi nad mocowaniem. Jeszcze jest luzu z pięć centymetrów. Ani raz o nie niego zahaczyło. Czyli do tego kajaka wiosło 240cm jest optymalne.
  • Większość czasu pływałem bez pasów udowych. Najważniejszy jednak jest podnóżek. Bez niego bieda.

Popływałem 2.5h. Pogoda zmienna. Od słonecznej flauty do silnego wiatru z deszczem. 

Ogólnie rzecz biorąc jestem mega zadowolony.

Jedyny minus dzisiejszego pływania - zgubiłem aparat więc zdjęć nie będzie. Jeździł w kieszeni za siedziskiem i jak  wyciągałem kajak z wody, to musiał się wysunąć i utopić.

Jakby ktoś znalazł białego Coolpixa s33, to byłbym wdzięczny  za zwrócenie. Są w nim zdjęcia ze spływów od 2019.

 Przy okazji. MEP, adres który podałeś w formularzu nie działa. 

wtorek, 25 maja 2021

Przerobienie Sparka na wersję jednomiejscową.

  Człowiek to ma w naturze kombinowanie...

 W Sparku można pływać w jedną-dwie-trzy osoby. Optymalnie to jest we dwie. Da się wprawdzie ustawić fotel na środku, ale nie ma wtedy na czym nóg oprzeć bo podnóżek jest tylko dla tylnego siedziska, ani jak tych nóg zamocować bo zaczepów na pasy tyż brak. :(


 To zdjęcie pożyczyłem ze strony producenta ;) żeby mieć jak wyliczyć gdzie jest środek kajaka.


  Również u producenta zamówiłem dodatkowy uchwyt na podnóżki i dwa miękkie d-ringi. Wysyłka via Ukrpost. Opłatę najlepiej przez paysend (karta to karta) jest w tedy taniej, lub normalnie przez bank (konto to konto) drożej. W sensie - dodatkowe opłaty są większe.

 Podkładki trzeba zmatowić i odtłuścić, tak samo jak powierzchnię pod klejenie na kajaku. Zaczepy które są od wewnętrznej strony burt, są w odległości 142cm od siebie. Ten trzeba wkleić w połowie między nimi.

 Posmarować klejem obie powierzchnie. Odczekać 3-5 minut aż rozpuszczalnik odparuje. Przyłożyć, docisnąć od środka na zewnątrz, żeby usunąć powietrze. Podgrzać suszarką - do jakichś 50 stopni (nie w jednym miejscu tylko ruszać nią na boki). Przy podgrzewaniu dociskać - przez jakieś 5 minut. Gotowe.

  Dno to najpierw musiałem solidnie domyć i odtłuścić. Nie matowiłem. Przykleiłem dwie taśmy żeby mieć zakres i nie chlapać na boki klejem. Przód i tył mniej więcej obrysowałem cienkim flamastrem.

 Dystans między podkładką a padem z zaczepem siedzenia wynosi 9cm. Specjalnie go odsunąłem trochę dalej. Jak mam siedzenie ustawione z tyłu, to podpórka jest ustawiona na trzeciej pozycji od tyłu. Tu zrobiłem tak że podpórka będzie na pierwszej drugiej pozycji. Dzięki temu przód podstawki będzie można użyć do zamocowania statywu.



 Gotowe z siedziskiem po przymiarkach.

 I jeszcze widok z tyłu.


Ciekawostka. Na yt jest film z wersja która ma podstawki i dla dziobowego i dla rufowego siedzenia. 

 I skeg. Przy pływaniu w pojedynkę jest bardzo przydatny. Kajak ma mniejsze tendencje do odpadania jak się przestaje wiosłować.

Wydaje mi się że ten problem z pasami udowymi nie występuje w Alfach, tam mocowanie jest na tej samej wysokości, więc można je dowolnie przesuwać.

No i teraz mam dwa kajaki które mogę wykorzystywać i solo i we dwie osoby. Tak po prawdzie to nie musiałem robić tego moda, ale po prostu nie wyczymałem i zrobiłem ;)

I tyle.

sobota, 15 maja 2021

Spływ Białą Przmszą ze Sławkowa do Sosnowca

  Tego odcinka mi brakowało do kolekcji ;).  Jak lata temu kupiłem ponton i spłynąłem Czarną Przemszę to będąc przekonanym że Biała wygląda podobnie, ruszyłem ze Sławkowa. Wybór trasy był nieprzypadkowy - wygodny dojazd na start i z mety.

 Pamiętam że nawet optymistycznie zakładałem że dopłynę od razu na Niwkę. 

 W rzeczywistości odcinek ze Sławkowa pokonał mnie po kilometrze. Wróciłem na niego dopiero dziś, już nie z pontonem a z kajakiem. Dodatkowo rzeka jest udrożniona bo w sezonie odbywają się na niej komercyjne spływy.

 Z opisu trasy były dwa niepokojące miejsca. Pierwsze pod mostem kolejowym - kamienne bystrze. Drugie- most rurowy zaraz przed ujściem Sztoły. Kilka razy tam byłem rowerem i nie znalazłem wygodnej przenosi.

Jak to w życiu bywa wyszło dokładnie na odwrót.

 


Start poniżej kładki dla pieszych przy boisku. Nieco powyżej budują przystań. Całkiem fajne miejsce jak na początek. Na lewym brzegu jest wygodne zejście do wody wprost na płyciznę a przy okazji omija się pale wbite w dno.


 Początek lekki łatwy i przyjemny.


 Na brzegach już zielono, no i trafił się słoneczny dzień.

Niestety, życie to nie je bajka.

Praktycznie bez żadnych problemów udało się przepłynąć pierwsze trzy kilometry. Kamieniste bystrze pod mostem wprawdzie było, ale dobrze schowane pod wodą. 

Stopniowo zaczęło się robić trudniej. Bardzo dużo powalonych w nurcie drzew. Pod większością z nich dawało się przepłynąć, wystarczyło się położyć w kajaku. Potem przyszły drzewa leżące kilkanaście centymetrów nad taflą. Nie ma opcji przepchania kajaka dołem, a samo drzewo za wąskie żeby na nim stanąć.

 Trzeba było przeciągać kajak stojąc do kolan tuż przy samym brzegu. Przemsza ma to do siebie że płynie dość głębokim korytem z prawie pionowymi ścianami.

 Były też drzewa na których dało się stanąć i tam przeciąganie szło żwawiej.

 Raz trafiła się promocja- pięć drzew w jednym miejscu. Osunął się kawałek brzegu. Trzeba było wepchać kajak po pierwsze, przejśc górą, wejść do kajaka przepłynąć na bok pod kolejnymi i jakoś poszło.

 Woda w rzece na tym odcinku ma nieprzyjemny zapach. Mulisty. No i jest zimna. Ta rzeka zawsze jest zimna. Może być 30 stopni w cieniu a woda jest lodowata.

 Most rurowy pokonałem najpstoszą możliwą metodą - przez rurę właśnie. Wody było dość, miejsca też. 

 Za to po tym moście trafiły się dwie przenoski brzegiem. Na odcinku gdzie nie spodziewałem się już żadnych problemów.

 Wisienką na torcie były trzy progi. Spływalne, ale skeg walił o nie tak że się zastanawiałem kiedy odpadnie. O tych progach nie wiedziałem, pomimo że kilka razy objeżdżałem rzekę rowerem.

 Koniec miał być przy wiacie przed mostem dawnej kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Stwiedziłem jednak że i ja i kajak jesteśmy bardzo brudni i śmierdzimy. Więc zaraz przed mostem kolejowym odbiłem w Kanał Szczakowski. Tam woda jest czyściutka i dużo cieplejsza. Więc udało się obu nas doszorować.

 Wcześniejsze lądowanie oznaczało że trzeba ostatni kilometr przejść. No i tu szczęscie bo zabrałem wózek. Więc kilometr nie był żadnym problemem. 

Dla mnie cała Przmsza wygląda tak:

  • Błędów - Okradzionów- hardcor
  • Okradzionów - Sławków - luzik. Jedno ryzykowne miejsce pod mostem w Sławkowie.
  • Sławków - Maczki - jak właśnie się okazało hardcor.
  • Maczki - Niwka - luzik, na tym szlaku można z małymi dziećmi pływać. Co ciekawe, woda na tym odcinku nie śmierdzi. Wcześniej jest rozcieńczona wodą z kanału Szczakowskiego, a potem silnie napowietrzona na spadzie pod mostem kolejowym. 

Więcej do zobaczenia na filmie, zdjęć nie było jak robić.