Test

Ogromna prośba do wszystkich którzy tu zaglądają - komentujcie, to co czytacie. I jeśli możecie to piszcie skąd jesteście i jak trafiliście.

sobota, 17 lutego 2018

Francja - Lyon - wycieczka z wodą w tle


  Nie upłynęły nawet dwa tygodnie od wyjazdu do Rumunii, gdy usłyszałem podchwytliwe pytanie: czy masz plany na walentynki? Gdyby to pytanie padło w domu, po prostu bym się zaczął bać. Pińsion groszy Greja, czy inna komedia romantyczna. Ale w pracy? Mogłem co najwyżej inteligentnie odpowiedzieć ‘yyy… ‘. Ponieważ taka odpowiedź  została uznana za przecząca, myśl została rozwinięta. Francja, Lyon, czternastego do szesnastego… tu masz zdjęcie celu, paszport na fałszywe nazwisko, i sto kolumbijskich peso na wydatki… niestety, ta druga część zdania zaistniałą tylko w mojej głowie.
 Skoro jechać trzeba, warto by było zobaczyć przy okazji coś innego niż praca. Szybkie sprawdzenie i jest. Bingo. W okolicy sporo jezior. Jedno większe na kanale i dużo małych, wyglądających jak pozostałości starorzecza.
 Pomnny poprzedni problemów, nie szykowałem się tak intensywnie jak ostatnio. W sumie dobrze bo i tak na lotnisku był drobny kłopot z rezerwacją. Potem, poszło już bez problemu i o 10.30 zameldowałem się w hotelu. Oczywiście za wcześnie, bo doba hotelowa zaczyna się o 13.00 (nie napisali o tym na stronie gdzie się rezerwuje pokoje).

 Pokój hotelowy niewielki, jakieś 3,5 na 3,5 metra. Mikroskopijna łazienka, całkowity brak udogodnień typu czajnik, mineralna czy żelazko. Na szczęście żelazko można było wypożyczyć na recepcji.

  Koniec, końców o 11.00 gotów do drogi. Przebrany w solidne buty, gej-gacie, i żółtego wilka.
Czas wyruszyć ku przygodzie.




 Z hotelu, nad pierwszy zalew, zgodnie z GPS. Poszło płynnie, choć Obracająca się mapa ciut irytuje. Północ na mapie powinna być zawsze na górze. Po drodze obejrzałem sobie lokalną architekturę. Widać że to ciepłe miejsce, brak ociepleń budynków, większość dachów płaska, lub o małym nachyleniu. Wiele dachów wykorzystanych jako balkony. Duże balkony - na zdjęciu powyżej. Na jednym z nich stoi altanka, taka marketowa. Ktoś przerobił sobie balkon na ogródek.
  Co jest bardzo znamienne, większość osiedli jest typu zamkniętego - bramka plus domofon na wjeździe. Widać też, że wzorem Ameryki, głównie jeździ się autem. Chodniki są wąskie, albo wogóle ich nie ma.





Docieram nad pierwszy zalew. Pomimo tego że już niemal południe, słońca niewiele. Przystanie, żaglowki, pomosty i całkowity brak ludzi. Wszystko pozamykane. O dziwo, łódki takie jak u nas. Pięć, sześć metrów dominuje. Ósemki jedna czy dwie. Okolica czysta, choć co dziwne - ani jednego kosza na śmieci.




 Na brzegu, taki ciekawy katamaran. Widać że dostosowany do wyciągania rzeczy z dna. Pewnie wyciągają utopione silniki.


 Spacer wzdłuż brzegu, kolejne jachkluby, nadal żywego ducha.



 Jest osiedle domków holenderskich. Wypisz wymaluj, jak na Przeczycach przy tamie.





Po pokonaniu górki i placu zabaw, deptak w dół wody. Ścieżka przyrodnicza, na razie w budowie. Znaki ostrzegają przed stawaniem nad wodą, bo można wpaść i się zamoczyć.



Kawałek dalej, ciekawe ostrzeżenie - ‘Fala może pojawić się znienacka, nawet jeśli nie pada. ‘ Tabliczka zaraz przy wylocie kanału płynącego od elektrowni. W sumie to bardzo ciekawe rozwiązanie, w czasie zwiększonego poboru, elektrownia puszcza wodę w jezioro, nie zalewając przy tym miasta poniżej.




Nad kanałem most, a na nim tabliczki nawigacyjne, czyli szlak żeglować. Tyle że nurt ma ma oko z 15km/h więc kajakiem można tylko spływać.Woda w rzece mało przejrzysta, o mocno zielono-niebieskim zabarwieniu.


Hyc przez most i jest mapa sytuacja. Idę w kierunku górnego jeziora -na mapie pokazano że jest tam wypożyczalnia. Pierwszy zalew, to ten na rzece, zaznaczony pogrubioną linią, natomiast ten do którego dotarłem jest położony powyżej niego (na zdjęciu to ten z nazwą).




  Po drodze mijam kilka mniejszych i większych stawów. Przed przyjazdem, zakładałem że te jeziora to pozostałość po starym rozlewiska rzeki. Jednak ich wygląd odbiega od typowego. Nieskomplikowana linia brzegowa,  kilka prostych grobli. Zagadka wyjaśnia się przy jednym z punktów widokowych. Cały ten teren to pozostałość po kopalniach żwiru, gliny i piasku. Zrekultywowane w latach 90. Stąd woda w jeziorach z tendencja do mętnienia. W niektórych miejscach kopalnia nadal funkcjonuje, stawy powstaną tam za kilka lat.


 Korzystając z faktu że wyszło słońce, zdjęcie podwodne



 Do dużego jeziora, można dotrzeć albo wzdłuż brzegów tych mniejszych, albo ścieżką w wykopie po dawnej drodze transportowej. Trzeba tu uważać na rowerzystów, ciągnie ich do błota niczym żaby.


  Po drodze przechodzi się przez kilka mniejszych kanałów rozprowadzających wodę. Trasa idealna dla miłośników kajakarstwa zwałkowo-błotnego.



   Nad kanałami, bardzo stare, betonowo-kamienne mosty, porośnięte jaskrawozielonym mchem.




 Po godzinie docieram do połowy największego jeziora. Wypożyczalnia nieczynna. Straszna szkoda bo że względu na ilość wysp, jest to kapitalne miejsce do pływania. Zbiornik nieco mniejszy od Pogorii 4. Wyspy to ogromny plus, ale kamienisto trawiasty brzeg - duży minus. Na akwenie są dwie plaże ze sztucznie nawożonym piaskiem. Wokół jeziora jest bardzo ładnie zorganizowana przestrzeń. Ławki, plaża, place zabaw i nadal ani jednego kosza. 


Wracam, mniej więcej  tą sama droga. Do zmroku daleko, więc zupełnie bez pośpiechu. Słońce przygrzewa, jest koło dziesięciu stopni. Siadam przy przy pomoście na pierwszym zalewie i napawam ciepłem.

  Woda nad którą siedzę jest czystsza niż w północnych jeziorach.




 Jakieś dwadzieścia minut później pojawia się Pan i Pani Francuzowie z czarną reklamówka. Witają się i idą na koniec pomostu. Wrzucają zawartość do wody. Wygląda to jak iglasta gałązka wymieszana z trawa. Przez chwilę kontempluja patrząc jak to coś unosi się na wodzie, i sobie idą. Kie licho oni tam wrzucili? Stary stroik? Czy to jakaś tradycja? Jak już sobie poszli, idę zobaczyć co to. Faktycznie gałąź z trawa, pajęczyna i milion pająków.

Widać zaczęli wiosenne porządki -pomyślał Styrlitz.

Potem już tylko powrót do hotelu i o 19 dociera do mnie ze wstałem o 3.30… sen przychodzi nie wiadomo kiedy.





Następne dni to już tylko praca, i długi piątkowy powrót do domu. Krowa powyżej jest sztuczna. To wystrój jednej z restauracji.

  Jeszcze taka myśl na koniec. Po pobycie tam, stwierdzam że my w Polsce mamy lepiej. Ładniej jakoś, ludzie lepiej ubrani (to dopiero zaskoczenie), a poziom usług mamy o niebo lepszy. W okolicy, czyli na jeziorach i rzece, internet pokazał dziewięć wypożyczalni kajaków. Wysłałem dziewięć zapytań  i otrzymałem tylko jedną odpowiedź - negatywną. Ośmiu właścicieli wypożyczalni po prostu zlało temat.

 Powyższa relacja, powstała jak na prawdziwego podróżnika z XXI wieku, na telefonie, w trakcie oczekiwania na samolot powrotny w Lyon. Wow, podróżowanie on-line. Tyle tylko że podpowiadacz klawiatury, kłóci się ze skryptem na blogspocie. Więc czekając mogłem napisać tylko tekst w notatniku, a obróbkę i zdjęcia wstawiałem już w domu. I tyle było bycia nowoczesnym.


środa, 27 grudnia 2017

Trzebinia - Sosnowiec - wycieczka z wodą w tle

 Drugi dzień świąt. Opcje są dwie, albo siedzieć i żreć, albo ruszyć cztery litery i się przespacerować. Pogodę zapowiadali ciepłą, więc w drogę.
 Pociąg z Sosnowca, przesiadka w Szopienicach i o 8.39 ląduję na dworcu w Trzebini.

    W tle wieże kościoła, nie wiem jakiego ale robią wrażenie wysokością.


   Boisko harcerskie, widać że lata świetności ma już za sobą.

   Kamieniołom "Balaton"
Przykład tego jak zarżnąć prywatną inicjatywę która potrafi współistnieć z przyrodą. Balaton jest dwupoziomowym akwenem, sama niecka z wodą liczy jakieś 50 na 50m, ale jest głęboka 10,5m. Na dnie, kadłuby dwóch łodzi, wagoniki kopalniane, tarlisko. Z racji czystości wody, świetne miejsce do nurkowania. Kiedyś była tu baza nurkowa. Niestety kilka lat temu akwen oddano we władanie wędkarzom, a baza została wyburzona. Potem nic się nie działo.

 Ale ku mojemu zdziwieniu, akwen podlega przebudowie, w najgorszy możliwy sposób. Mniej więcej jedną czwartą brzegu, właśnie się pokrywa betonem. Zapewne powstanie tam jadłodalnia, tancbuda i ławeczki. Dzięki temu niszczy się piękno tego akwenu - pionowe skały opadające w wodę.

 Jeszcze tylko selfie na tle kamieniołomu i ruszam dalej. Kurcze, czapkę już by trzeba wyprać.
 
 Budynek wbudowany w skarpę. Zaraz przy wejściu do kamieniołomu. Ciekawi mnie co tam było. 

 Kilka kilometrów dalej - zabytkowa pompa przed jedną z posesji.

 I sarny przebiegające przez ulicę.

  Tu już po opuszczeniu Trzebini. Przyroda nie może się zdecydować czy to zima czy wiosna.

  Tajemniczy obiekt w samym środku niczego. Prawdopodobnie wieża, z której straż pożarna monitoruje okolicę.
  Numer wieży.
  Pola, lasy, łąki...
  Jaworzno - jego wschodni kraniec.

  I zabytkowa hydronetka przy OSP.

 
 Kamieniołom w Jaworznie, ma dwa zbiorniki. Ten powyżej, jest ładniejszy, większy ale płytki. Maks 3,5 metra. Okolica zadbana, ale niestety pływanie już zabronione. Kiedyś zdarzyło mi się w nim pływać, zimny nawet latem.

  Inne ujęcie, w głębi (te białe kreski) to zabudowania bazy nurkowej na drugim zbiorniku. Jak widać z ujęcia, można ujarzmić zbiornik, nie betonując go jak w Trzebinii.

  Ścieżka tuż nad 15 metrowym urwiskiem.

  Kręty most w zbiorniku. Wody za dużo i dlatego pod wodą. Będzie płycej, na pewno znów tu przyjadę.
 Do tego miejsca prowadzą bardzo strome schody, albo droga wiodąca przez bazę nurkową. Tyle że baza ma szlaban - wejście płatne. Więc przyjść nad most się da, ale dojechać rowerem już nie za bardzo.
Właściciel bazy, nie lubi jak mu ludzie przełażą przez teren - kiedyś było dużo kradzieży sprzętu nurkowego.

 Baza nurkowa. Widać że wody dużo, bo schodki od pomostów poszły pod wodę. Normalnie jest dwa metry mniej. Cały akwen jest malutki - 50 na 150m.

 Ten słupek, to górna część pierwszej drabinki jaka byłą założona na akwenie w latach 90. Zbiornik powstał pod koniec tych lat. Kopalnia zbankrutowała. Energetyka odcięła prąd. Pompy stanęły. W ciągu jednej zmiany wody gruntowe pochłonęły dwie wielki koparki, budynki, wszystko. Normalnie akwen ma 17-19m głębokości. Ściany opadają pionowo, przejrzystość jest super.


  Dwa filmy, które nakręciłem pod wodą dokładnie 10 lat temu. Dokładnie, co do dnia, i prawie co do godziny - wtedy na koparkach byłem o 10.00, teraz chwilę po 12.00. Dopiero dziś to zauważyłem. Szybko to zleciało..


 Po wyjściu z Koparek - park w trzecim kamieniołomie. Kapitalnie zrobione, oby tylko nie przesadzili z ilością drzew. I pomyśleć że dziesięć lat temu był tu tylko skalny rumosz.

  Godzinę drogi później - przystań kajakowa na Białej Przemszy - dziś niestety pusto. Spływów też o tej porze nie ma - choć kusi.

  Zwałka na rzece, chyba jedyna. Na sezon letni ten odcinek jest sprzątany. 10km jakieś 3-4 godziny płynięcia z nurtem.

  Opuszczony budynek stoczni remontowej... żartuje. Warsztaty taboru kolejowego. Sosnowiec to takie dziwne miejsce że ma dużo lasów, tylko jak się w nie wejdzie to jest tam mnóstwo starych budowli przemysłowych. Zwłaszcza związanych z koleją.
  Cóż, w czasie zaborów Sosnowiec, Katowice i Mysłowice należały do trzech różnych państw, i funkcjonowały jak miasta portowe, tyle że rolę statków pełniły pociągi.

 


 Nieczynna stacja cargo. Jedna z pięciu w okolicy. Działającej infrastruktury nie fotografowałem.

 Koniec marszu o 16.05 na przystanku na Niwce. Początkowo planowałem dojść do samego domu, ale byłoby to jeszcze 9 km marszu przez miasto, nic odkrywczego.
 Oczywiście autobus do domu był o 16.04... trza było jechać z przesiadkami.
 W sumie wyszło 30,5km marszu za cały dzień.
 

sobota, 9 września 2017

Butelka filtracyjna Water To Go - nietypowy bidon.

EDIT 2019.08 (po dwóch latach testów)


W tym odcinku będzie o czym innym: o butelce filtracyjnej. Poniższy tekst został też zamieszczony na forumwodne.pl. Dlaczego wrzucam go tu? Ano dlatego że to dobre rozwiązanie, jeżeli chce się mieć co pić w trakcie pływania. Po co przynosić mineralną ze sobą, skoro można pić wprost z jeziora? Od razu wprawdzie nasuwa się pytanie: po co wogóle filtr? Skoro woda jest dość czysta, by w niej pływać, to co szkodzi ją pić? Myślę jednak że czym innym jest połknąć kilka łyków wody przy pływaniu, a co innego wlać w siebie litr czy dwa :)

 Water To Go występuje w dwóch wersjach: mniejsza z butelką 500ml i większa 750ml. Mniejsze są przezroczyste, większe czarne (białe wycofano z rynku-brak popytu).
 Do tego dostępne są dwa filtry. Mniejszy na 130 litrów i większy na 200litrów. Gwinty są takie same, więc można dowolnie je montować w większej lub mniejszej butelce.
 Co do metody filtrowania. Jest to filtr elektrostatyczny, który przyciąga zanieczyszczenia, a nie membrana kapilarna. Dlatego też pomimo większych porów, ma lepszy stopień oczyszczenia. Na ten moment, jest to jeden z dwóch dostępnych na polskim rynku filtrów który usuwa wirusy z wody.
 Mniejsza butelka mieści się w uchwycie rowerowym. Większa... no cóż, jeśli jest metalowy to się rozepcha. Plastikowe czasem pękają. Rama to nie miejsce na tę butle - kurz.

  Jest to filtr zintegrowany z butelką. Usuwa wirusy, bakterie, pasożyty, metale ciężkie, pestycydy, chlor, częściowo cukier, barwnik z Coca-Coli i wiele innych.
  Nie usuwa soli i nie należy nim filtrować moczu.

   Filtr to trójwarstwowa membrana. Jedna warstwa to napylona molekularna warstwa związków aluminium która w wodzie generuje mały ładunek elektryczny. Ten ładunek ściąga wszystko co znajdzie się w odległości 1um od membrany. Ponieważ otwory w membranie mają wielkość poniżej 1,7um, pola z dwóch stron zachodzą na siebie i wyłapują wszystko. Działa to mniej więcej tak jak naelektryzowany kot przyciągający kawałki papieru.
  Druga warstwa to warstwa nośna. Ale producent milczy z czego. Trzecia warstwa (najbardziej wewnętrzna) to węgiel aktywny, również w postaci nano-warstwy. Dzięki temu że węgiel jest podzielony na bardzo małe kawałki, jego zdolność sorbcyjna rośnie.
  WTG nie jest jedynym producentem który korzysta z takich membran. Aquamira Frontier oferuje to w czerwonej serii filtrów. Podobnie firma OKO, sprzedaje to jako trzeci stopień filtracji. Niestety, żaden z tych dwóch filtrów nie jest w tej chwili dostępny w Polsce. Dystrybutor Aquamirry sprzedaje tylko linię zieloną i niebieską. Linia zielona to tylko filtr węglowy, niebieska to węglowy i membrana antybakteryjna (nie zabezpiecza przed wirusami). Z kolei dystrybutor OKO, zamknął działalność w naszym kraju.


  To co odróżnia WTG od pozostałych producentów, to liczba testów jakie zostały przeprowadzone. USA, Anglia, Polska, Indie - cztery placówki badawcze z akredytacjami w danych państwach potwierdziły skuteczność.
  Zależnie od jednostki i obranej metody stopień oczyszczenia wynosi:
  • 99,93 do 99,9999 bakterie i pasożyty
  • 99,98 do 99,999 wirusy
  • 99,97 cała reszta.
Uwaga: wg przepisów amerykańskich filtr jest przeznaczony tylko do wody kranowej. Ichnie przepisy wymagają oczyszczenia 99,9999% dla każdego parametru

  Butelka jest dostarczana w połówkowym opakowaniu (1), na którym jest skrócona instrukcja (2,3). Przed pierwszym użyciem, nalać czystej wody i odstawić do do góry nogami na kubek (6). Ma tak stać 25 minut, żeby filtr nasiąkł. Trzeba to powtarzać za każdym razem jak filtr wyschnie. Mokrego filtru nie przechowywać w butelce. Nie wykręcając z pokrywki odstawić do osobnego kubka niech schnie. Przy czym przechowywanie oznacza kilka dni. Jeśli filtr jest używany co dzień - to po prostu zostawiamy go skręconego w całości.
  Zestaw składa się z butelki, filtra, nakrętki. Nakrętka ma odwietrznik i odchylaną rurkę do picia. W pierwszych wersjach był podobno problem z przeciekaniem - w tym egzemplarzu nic się nie wylewa, nawet po kilkunastu minutach do góry nogami. Butelka jest bardzo ergonomicznie wyprofilowana - ale tylko do trzymania w prawej ręce (5). Nowy egzemplarz musiałem przetestować, więc po uruchomieniu, zalałem go deszczówką z beczki na dworze. Wbrew obiegowym opiniom, deszczówka to nie destylat. Ma wprawdzie niską twardość, ale za to umyła cały dach i dobrze przepłukała powietrze. Herbata na deszczówce (7) smakuje nieco dziwnie właśnie ze względu na brak minerałów.







 Wersja 750 jest sztywniejsza od 500. Żeby udoić (ściskając) kubek 300ml, trzeba około 3 minut. Samo nie poleci, choć w 500 leciało. Z pojedynczego napełnienia można udoić 400ml do kubka, a resztę trzeba dopijać z dziubka. Po prostu jak wewnątrz jest mało płynu, to wewnątrz się tworzy poduszka powietrzna, która ugina się przy ściskaniu. Przy okazji, pić z dziubka można bez ściskania. Filtr 750 jest trochę większy i łatwiej przez niego ssać.

  Poprzedniego egzemplarza (500) używałem w różnych sytuacjach. Piłem z rzeki, jezior i oczek wodnych. Przemsza (Czarna i Biała), Brynica, Sztoła, Pogoria III i IV, zbiornik Świerklaniec, Przeczyce i leśne jeziorka.
 Z bardziej hardcorowych: Wisła w Krakowie i Kanał Mazurski w którym woda stoi od IIWS.

Zawsze woda leci czysta. Nie polecam wlewania wody z glinianek, ścieków itp. Filtr da radę, ale błyskawicznie się zużyje. Tak samo filtrowanie Coca-coli. Filtr da radę z jedną puszką, ale jest do wyrzucenia. No i nie usuwa całego cukru.

  Firma zapewnia części zamienne: filtry, nakrętki, uszczelki itp. Filtry są wymienne od 500 pasują do 750 i na odwrót. Koszt nowego wkładu 49pln. Zaraz na koniec wakacji są wyprzedaże i cena spada do 39pln. Jest dużo wersji kolorystycznych, przy czym niestety białe butelki zostały wycofane.

Istotne info (dopytałem): po 200 litrach przestaje pracować warstwa węglowa i woda zaczyna mieś zapach. Ale - warstwa aluminium działa jeszcze przez 20-40 litrów. Krótko mówiąc- jak woda zaczyna mocno pachnąć, trzeba wymienić filtr, ale panikować nie ma potrzeby - nadal jesteśmy bezpieczni.
Wydajność filtra jest na tyle duża, że całe wakacje obskoczymy na jednym wkładzie.


 Tyle plusów, natomiast jest też kilka mankamentów :

- Brak kapturka na zakrętkę, takiego jak w bidonach rowerowych, łatwo go zabrudzić w plecaku.
- Jeżeli butelka nie jest pełna, ma tendencje do przeciekania przez odwietrznik. Wprawdzie to kilka-kilkanaście kropel, ale nie polecam jej trzymania w drybagu z ciuchami.
- Ciężko nalewać do kubka, przydałaby się rurka do wdmuchiwania powietrza do odwietrznika albo drugi odpowietrznik w dnie
- Gumowy uchwyt jest nakładany na butelkę, przy zanurzaniu jej w wodzie, na pewno pod spodem będzie się zbierał brud. Za to można go ściągnąć, żeby zmniejszyć masę.
- Brak uszka do przeciągnięcia linki zabezpieczającej przed zgubieniem.

Jak zrobić żeby woda z filtra leciała sama?

 Każdy kto kiedykolwiek spuszczał wino z dzbana, zna taką metodę.



Zamiast wdmuchiwać powietrze do środka, wystarczy na wylot założyć 25 cm silikonowej rurki. Na na filmie ma 8mm średnicy wewnętrznej, ale lepsze byłaby 9-10 łatwiej nałożyć na wylewkę. Butelkę odwrócić do góry nogami, zaciągnąć wodę i opuścić koniec rurki w dół. Leci samo aż do końca butelki.
 Kubek 300ml napełnia się w podobnym czasie jak przy poprzedniej metodzie, tyle że nie trzeba dmuchać.
Po testach: do dużego filtra i w miarę czystej wody rurka 25cm jest ok. Ale, woda nie zawsze jest czysta. Zastosuj rurkę co najmniej 50cm (to zwiększa podciśnienie). Do małego filtra lepiej będzie nawet 60cm. Mazurska woda zwiększyła opór filtra już po pięciu dniach i dwóch osobach. Konieczna była rurka żeby zupę zrobić. Picie ustne, możliwe cały czas.
 Jeden większy filtr używałem przez 3 miesiące a na koniec wyczyściłem nim pół puszki Coli zanim padł ostatecznie. 


Muszę jeszcze wymyślić jakiś sposób na podwieszenie butelki do góry nogami.


Przy okazji. Filtr do WTG wystarczający dla jednej osoby na trzy miesiące ciągłego użytkowania (pije się tylko wodę z filtra), kosztuje 49pln.  Zestaw trzech filtrów do butelki Brita kosztuje 44pln. Brita ma tylko filtr węglowy i jest przeznaczony wyłącznie do wody kranowej ( tap water filter). Prawdę mówiąc, nie widzę najmniejszego sensu używania Brity, daje ułamek możliwości w tej praktycznie tej samej cenie.

EDIT 2020.01
W sprzedaży pojawiły się nowe wersje nakrętek. Mają dodatkowe zamknięcie, które zabezpiecza przed wypływaniem wody w trakcie przenoszenia. Przy okazji, to zamknięcie zabezpiecza ustnik przed kurzem. Nie sprawdzałem jeszcze jak w tym przypadku wygląda sprawa podłączenia rurki, ale podejrzewam że wystarczy ją wcisnąć do wylewki a nie nakładać na wylewkę.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Na zachodzie bez zmian...nadal mają fajnie.

 Fajny artykuł na  interii, chłopu się trafiła świetna lokalizacja domu i pracy. W jedną stronę z prądem rzeki, powrót po pracy - autobus.
 Znamienne - nikogo nie pytał czy mu wolno (bo wolno), i pomimo tego że rzeka płynie przez spore miasto - nikt mu problemów nie robi.